Kirgistan- idziemy do doliny Ałtyn-Araszan
Przestało padać, to trzeba iść w góry
Zapraszam serdecznie na trzecią część opowieści o naszej podróży dookoła jeziora Issyk-kul. Jak pamiętacie z poprzednich części, pogoda w Karakol nas nie rozpieszczała i tylko raz udało nam się wyskoczyć na górską wędrówkę. Naszym celem była dolina Ałtyn-Araszan z ciepłymi źródłami. Trzeba najpierw dojechać z Karakol do początku szlaku w miejscowości Ak Suu. ( Marszrutka nr.350) Powiedzcie kierowcy, że chcecie iść do Ałtyn-Araszan, wtedy wysadzi Was właśnie w tym miejscu, na rozdrożu i dalej możecie już sobie śmigać. Oczywiście jest możliwość wynajęcia konia lub podwózka autem, ale po pierwsze, byliśmy spragnieni górskiego wędrowania a po drugie wydawało nam się nieco drogo za tę przyjemność ( w przeliczeniu około 250zł za nas dwoje w jedną stronę). Cena za konną🐎 przejażdżkę czy samochodową 🚗była taka sama.
Początek szlaku przywitał nas piękną pogodą,🌞 wysiedli z nami też inni turyści ale już wkrótce zgubiliśmy się na szlaku. Przy drodze szemrała rzeka Araszan a my zaopatrzeni w wodę i jedzenie ruszyliśmy ochoczo do sławnej doliny, której nazwa tłumaczy się jako „Złote Uzdrowisko„. Najpierw mijaliśmy malutkie przybytki z kawą oraz miejsca gdzie można wypożyczyć konia lub zamówić podwózkę. Trzeba brać siły na zamiary, bo droga jest naprawdę długa i mamy do pokonania spore przewyższenie. My jednak byliśmy przekonani o swojej „zajefajności” i pewni tego, że damy radę😉. Po przejściu przez rozlewającą się rzekę dotarliśmy też do punktu gdzie trzeba uiścić opłatę za wstęp do parku (220 som od osoby czyli jakieś 9 zł)
Tego dnia szło się naprawdę fajnie, po drodze co jakiś czas mijały nas ciężarówki, kiedy dotarliśmy do miejsca skąd wyjeżdżały, dwóch wesołych kierowców chciało, żebyśmy zrobili im zdjęcie. Nie wiem czemu to miało służyć, może chcieli być u nas na blogu…
Spotkaliśmy się nawet z czymś takim, że krowy jechały autem na pastwisko. My tu idziemy grzecznie żeby nie szkodzić naturze a krowy się wiozą, no cóż. Wszystko naokoło było piękne a widoki zapierały dech w piersi. Byliśmy już nieco zmęczeni gdy z daleka ujrzeliśmy tablicę informacyjną, gdy podeszliśmy bliżej okazało się, że do doliny zostało nam jeszcze…7km. Cooo??? Dopiero połowa drogi za nami?😨 A największa wspinaczka była dopiero przed nami.
Nie pozostało nam nic innego jak dreptać dalej na górę, bo zaczynało się dosyć mocne wzniesienie. Po jakimś czasie Radek niósł już mój plecak, bo zaczęłam z leksza wymiękać, ale najlepsze jest to, że mieliśmy jeszcze zamiar wrócić tą samą drogą dzisiaj z powrotem do miasta🤣. Kiedy wreszcie dotarliśmy do doliny, przywitał nas taki widok, ale ja chyba byłam zbyt zmęczona żeby się nim cieszyć😫.
Kiedy dotarliśmy na miejsce byliśmy już bardzo głodni. Chwilę posiedzieliśmy na ławeczce żeby coś zjeść i porozglądać się po tym pięknym miejscu. Dolina Ałtyn-Araszan leży na wysokości około 2500m n.p.m. i można stąd wyruszyć na jakiś pobliski trzytysięcznik albo nawet Pik Palatka (4260m n.p.m.) Gdybyśmy tylko trafili na lepszą pogodę w Karakol na pewno poświęcilibyśmy ze dwa dni na łażenie po tutejszych górach. Wszystko było tu wspaniałe oprócz tego co zbudował człowiek. Piękne góry naokoło, rzeka płynąca środkiem doliny, soczysta zieleń łąk ale niestety cała dolina była dosłownie rozjeżdżona przez samochody, które docierają tutaj z turystami. Marne domostwa nie miały nic z urokliwych pasterskich domków jakie widywaliśmy chociażby w Norwegii, byle jak sklecone drewniane szopki kryły gorące źródła, za które oczywiście trzeba było zapłacić. Nie były to jednak jakieś duże kwoty. Chcieliśmy skorzystać, ale wszystko było zajęte przez najbliższą godzinę a my musieliśmy jeszcze wrócić przed zmrokiem do Karakolu. No i powiedzmy sobie szczerze, te sklecone drewniane budki nie zachęcały do wypoczynku w gorących źródłach. Dziwił nas sposób eksploatacji tego terenu, zwłaszcza że znajdowaliśmy się na terenie Rezerwatu Przyrody Araszan gdzie można przy dużej dawce szczęścia spotkać nawet irbisa śnieżnego. Podreptaliśmy jeszcze na drugi brzeg rzeki przez most, żeby nacieszyć się pięknymi widokami, popytaliśmy o wynajęcie konia na drogę powrotną, ale niestety nie było żadnego wolnego i postanowiliśmy zbierać sie z powrotem, zwłaszcza że zbierało się na burzę.⛈️
Czas wracać
W końcu udaliśmy się w drogę powrotną,. Nie mieliśmy już nadziei, że zdążymy na autobus powrotny z Ak Suu do Karakolu, który odjeżdżał o 17:00. Dodatkowo zaczynała się niezła burza, grzmiało jak z armaty i pomału zaczynało padać. Gorszego scenariusza raczej nie mogliśmy sobie wymyślić. Kiedy jednak wspięliśmy się na wzniesienie nad doliną podjechał stary UAZ, młody chłopak w środku zapytał czy nas zabrać na dół, zapytałam – za ile? A on, że 1000 somów od osoby, ale Radek zbił do 1500 za dwóch (około 60zł). -Przecież i tak pusty jedziesz- zauważył mój wielce rezolutny mąż.😍 Szybko wskoczyliśmy do auta i w sumie rzutem na taśmę uniknęliśmy deszczu. Po drodze zebrał jeszcze parę osób, jakiegoś miejscowego i parę z UK. Trzęsło nami niemiłosiernie, auto nie jechało a szło po tych ogromnych kamieniach. Bałam się gdy jechaliśmy nad przepaścią,😱 bo chłopak był młody, ale dał radę. Na dole zapytał nas gdzie jedziemy i zawiózł nas do centrum Karakolu, do naszej ulubionej restauracji Lux. Boże, my to mamy więcej szczęścia niż rozumu, naprawdę. Dobrze, że się tak złożyło, bo nie wiem jak długo byśmy szli na piechotę skoro jechaliśmy półtorej godziny. Na koniec kierowca serdecznie się z nami pożegnał i pytał jak się nam jechało. Jak mawiała moja babcia ” Lepiej źle jechać niż dobrze iść” także ten..😉
Podsumowanie
Byliśmy bardzo zadowoleni z dnia spędzonego w górach, jednak gdybyśmy dzisiaj się tam wybierali, rozegralibyśmy to nieco inaczej. Przede wszystkim taki wypad warto podzielić na dwa dni, przespać się w dolinie i ruszyć z powrotem następnego dnia. Wtedy na pewno bardziej mogłabym sie wyluzować i cieszyć przyrodą a nie martwić drogą powrotną i zbliżającą się burzą. Może też warto byłoby mieć ze sobą namiot🏕️ w razie braku miejsca noclegowego. Cieszymy się, że tego dnia wszystko się nam udało, jednak perspektywa przejścia tego szlaku powrotnego w burzy nie była niczym przyjemnym. Sama dolina trochę mnie zawiodła, jak już pisałam wcześniej, a droga okazała się piękniejsza niż cel. Jednak, mimo niszczycielskiej działalności człowieka na kirgijską przyrodę, warto tu przyjść, zanim to piękne miejsce zostanie bezpowrotnie rozjeżdżone przez stare, dymiące UAZy.
Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube i fb oraz instagramie. Lajkujcie i komentujcie, ponieważ to zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapominajcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach ( allegro, Booking, obi, axa, Lot, eSky, notino i nowe AlohaCamp gdzie możecie zarezerwować noclegi blisko natury) to linki afiliacyjne, wchodząc na nie i robiąc z nich zakupy wspieracie naszą podróżniczą działalność, nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Te kolorowe okienka z reklamami są pod tekstem i sekcją komentarzy, tak więc scrollujcie tak jak lubicie, do samego końca😉. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️
Zobacz również
Kirgistan, wokół jeziora Issyk-kul.
2026-01-20
Kirgistan- Czołponata i okolice
2026-02-18


























2 komentarze
Miglanc
Oj góry moje góry, z Wami warto się tam wybrać, nawet jesli to wirtualna podróż. Pozdrawia serdecznie
In-Via
Dziękujemy i zapraszamy na „wandrusowanie”😊😉