Rumunia- Turda i okolice
Trochę o mieście
Turda nie słynie z jakiejś wyjątkowej urody. Miasto jest, powiedzmy, takie sobie. Liczy około 56tys. mieszkańców i jest miejscowością uzdrowiskową ze źródłami mineralnymi. My z tych źródeł nie korzystaliśmy, więc nie możemy nic na ten temat powiedzieć. Miasto zobaczyliśmy „po łebkach” ale poszliśmy na obiad i zjadłam tu świetną zupę (Ciorbă rădăuțeană) pyszną. kremową, z dużą ilością chudego mięsa. Zakwaterowaliśmy się w uroczej miejscówce Casa Vadim👉( tutaj namiary, szczerze polecamy https://tiny.pl/fzc3dwrmq). Gospodarzami okazali się bardzo mili ludzie a gospodyni, pochodząca z Mołdawii, ciągle pytała czy czegoś nie potrzebujemy. Zauroczyła mnie szczególnie ich letnia kuchnia, piękny ogródek i stylowe meble w jadalni. Nasz pokój też prezentował się świetnie, ale nie przyjechaliśmy do Turdy, żeby siedzieć na tyłku i podziwiać naszą miejscówkę. Pierwsza atrakcja Turdy na naszym celowniku to oczywiście tutejsza kopalnia soli czyli Turda Salina.
Turda Salina- niezwykła kopalnia soli
Podobno już w czasach rzymskich, a były to tereny Dacji, wydobywano tutaj sól. Jednak pierwsze zapiski o kopalni soli pochodzą z 1271 roku i taka data widnieje wyryta na kamieniu wewnątrz kopalni. Do kopalni można wejść, oczywiście po zakupie biletu, który kosztował 75 lei od osoby (około 63zł) Warto też pamiętać, że w weekend ceny są wyższe! Przed kopalnią jest też płatny parking, ale my zostawiliśmy auto na bezpłatnym. Jakieś 400m przed wejściem jest taka zatoczka przy drodze i tam zaparkowaliśmy, byliśmy we wrześniu więc tłumów nie było. Warto pamiętać, że w kopalni jest stała temperatura około 12 stopni i trzeba zabrać jakieś ciepłe okrycie wierzchnie. No i nie można robić zdjęć aparatem, tylko telefonem! Co nas nieco zdziwiło na początku, to to, że nie ma tutaj jakichś wycieczek z przewodnikiem, chodzicie gdzie chcecie i raczej nie ma tu się gdzie zgubić. Na początku wchodzi się do korytarza, który zamienia się w solny tunel. Odchodzą z niego drogi do poszczególnych komór a idąc cały czas prosto wyjdziecie drugim wejściem do kopalni. Możecie też po prostu wyjść tym samym wejściem, żeby mieć bliżej do parkingu. Kopalnia składa się z kilku komór czyli wydrążonych w soli ogromnych jaskiń skąd wydobywano sól. Jest komora Józefa, do której nie wejdziemy, można jednak podpatrzeć ją z góry, jest miejsce gdzie spotykali się górnicy przed zjazdem do kopalni czyli Sala Apelacyjna, takie miejsce modlitwy i słynne Schody Bogaczy, którymi schodził podobno sam Franciszek Józef podczas wizytacji kopalni. Schody były specjalnie wykonane z drzewa jodłowego, które jest odporne na niszczycielskie działanie soli. Jako, że tymi schodami schodził cesarz, to później żaden zwykły górnik nie mógł już nimi schodzić, przez to zostały nazwane Schodami Bogaczy. Niezła głupota, moim zdaniem. Jest komora Echo, gdzie możemy pobawić się echem, wykrzykując różne słowa, ale żeby poznać najbardziej niezwykłą część kopalni, musimy zejść do komory Rudolf.
Komora Rudolf
Najpierw weszliśmy na drewnianą galerię, by z góry popatrzeć na to niezwykłe zagospodarowanie nieczynnej kopalni soli. Naszym oczom ukazał się oświetlony lunapark z placem zabaw, mini golfem, stołami do ping ponga i ogromnym diabelskim kołem🎡. Przestrzeń pod nami była tak niewiarygodna, że aż zakręciło mi się w głowie. Na dół prowadzi winda, ale my postanowiliśmy zejść pieszo, bagatela, trzynaście pięter w dół. Po drodze możemy znaleźć wykute w solnej ścianie tabliczki, informujące nas w którym roku odbywało się wydobycie w tym akurat miejscu. Kopalnia działała do 1932 roku, tzn. wydobywano sól. W czasie wojny służyła za schron, później jako magazyn amunicji i wreszcie przechowalnia serów. W latach 2008-2010 dostosowano ją do potrzeb turystyki a także jako miejsce lecznicze dla chorych na astmę i inne choroby układu oddechowego. Po zejściu na dół z każdym oddechem można poczuć zbawienny wpływ soli na nasze płuca. Byliśmy oczarowani wnętrzem tej komory a zwłaszcza jej oświetleniem. Jak wiecie nie przepadamy za różnego rodzaju karuzelami, ale zwiedzający nieletni byli zadowoleni. Diabelskie koło było nieczynne, szkoda, akurat w tym miejscu byłoby fajnie się nim przejechać.
Komora Teresa
Jeżeli myślicie, że to koniec atrakcji w kopalni soli w Turdzie, to jesteście w błędzie, ponieważ można zejść jeszcze niżej, do wypełnionej wodą komory Teresa. Na środku czarnego jak dusza diabła jeziorka, stoi wybudowana drewniana, sztuczna wyspa. Przejdziemy do niej po drewnianym moście. Są też tutaj ławeczki i kuliste konstrukcje pokryte grubą warstwą soli. Można tutaj wypożyczyć małą łódeczkę i popływać po jeziorku, ale nie byłam zainteresowana. Zgadnijcie dlaczego?😵💫 Podobno głębokość tego zalewiska to 8 metrów a woda jest tak słona, że nikt w niej nie utonie. Jak widać nie znają tu jeszcze moich możliwości😉. Koszt wynajęcia 3-osobowej łódeczki na 20 minut to 56 lei (około 47zł).
Tylko koni żal
Kolejnym ciekawym, chociaż już nie tak widowiskowym miejscem, jest komora z urządzeniem do wydobywania soli. Jest to jedno z najstarszych tego typu urządzeń w Europie, tzw. Crivaca. Było to coś na zasadzie kołowrotu, czy też kieratu, w którym chodziły konie i tym samym wydobywały sól na zewnątrz. Niestety już po dwóch tygodniach pracy w ciemności, tylko przy świetle pochodni, zwierzęta ślepły a po pół roku pracy były już tak wyeksploatowane, że nie dawały rady pracować. Los takiego zwierzęcia był już wtedy przesądzony i niech mi który powie, że „kiedyś było lepiej”
Wąwóz Turda czyli Cheile Turzi
Jest jeszcze jedna fajna atrakcja w okolicach Turdy, niezwykły wąwóz wzdłuż rzeki Hăşdata w górach Trascău. Ta niezbyt imponująca rzeka wije się wśród skał, które wystrzeliwują na 250-300 metrów a ich pionowe ściany służą do górskiej wspinaczki dla tych co lubią taki sport. Spotykaliśmy wielu wspinaczy, którzy ze sprzętem ruszali na te pionowe skały. My postanowiliśmy wyjść od schroniska a właściwie czterogwiazdkowego hotelu Cabana Cheile Turzi, po drodze mijaliśmy jeszcze inne parkingi, ale wybraliśmy sobie ten, gdyż jest najbliżej szlaku.👇
Parking jest płatny, zapłaciliśmy 10 lei za postój całodniowy. Jakiś gostek w odblaskowej kamizelce odebrał od nas pieniądze nie dając nic w zamian, ale zaufaliśmy mu. Za budynkiem hotelu od razu zaczyna się szlak i prowadzi w dół do lasu. Biletu wstępu do wąwozu, nikt od nas nie pobierał. Stały tam jakieś budki, ale wszystko wyglądało na opuszczone, żadnego automatu do biletów również nie zauważyliśmy. Pogoda tego dnia była bardzo przyjemna a ludzi na szlaku nie było jakoś bardzo dużo. Minęła nas wprawdzie jakaś rozwrzeszczana wycieczka szkolna, ale pozwoliliśmy się im oddalić, żeby w spokoju nacieszyć się otaczającą przyrodą. A jest się czym cieszyć, zielone gąszcza, szumiąca rzeka, którą przemierzamy po wiszących mostkach i ogromne skalne ściany. Klimat jak z baśni. W plecakach mamy swoją wałówę, więc nieśpiesznie możemy chłonąć to piękne otoczenie. Wąwóz nie jest długi i nawet nam, robiącym wiele zdjęć i wchodzącym do każdej dziury (nawet w drzewie), jego przejście zajmuje niespełna godzinkę.
Pętelka i wąwóz widziany z góry
Po krótkiej przerwie na posiłek, postanowiliśmy zrobić pętelkę i wrócić górą wąwozu. Szlak jest bardzo stromy, ale z każdym krokiem widoki stają się coraz piękniejsze. Z daleka mogliśmy zobaczyć wioskę i dziwne pagórki wyglądające jak kurhany pokryte zielenią. Stada owiec przemierzały spokojnie te zielone łąki nic sobie nie robiąc z ich pięknego położenia. Gdy wydrapaliśmy się na górę, poczułam niesamowitą energię tego miejsca i nie chciało mi się stamtąd schodzić. Radek biegał po okolicznych skałkach i oddawał się swojej nadpobudliwości, podczas gdy ja leżałam w trawie patrząc w chmury i były to jedne z tych chwil gdy człowiek czuje, że właściwie niczego więcej mu nie potrzeba do szczęścia.
Wreszcie, musieliśmy zejść taką samą stromizną jaką tu weszliśmy. Zbiegaliśmy po piaszczystym szlaku od drzewa do drzewa, łapiąc się ich pni i gałęzi, aż doszliśmy do parkingu. Jakichś szczególnych rad dla Was nie mamy, jednak najlepiej iść do wąwozu przy dobrej pogodzie i przede wszystkim gdy jest sucho. Najłatwiejszy jest szlak dołem wąwozu, ale mi najbardziej podobał się powrót górą. Najlepiej sprawdzą się górskie buty no i oczywiście prowiant. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Turdzie, ale nie zawiodłam się. Bardzo się nam tutaj podobało i chociaż miasto nie jest jakieś imponujące, to Kopalnię Soli i Wąwóz Turda możemy polecić na 100%.👌
Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube i fb oraz instagramie. Lajkujcie i komentujcie, ponieważ to zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapominajcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach ( allegro, Booking, obi, axa, Lot, eSky, notino czy GetYourGuide) to linki afiliacyjne, wchodząc na nie i robiąc z nich zakupy wspieracie naszą podróżniczą działalność, nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Te kolorowe okienka z reklamami są pod tekstem i sekcją komentarzy, tak więc scrollujcie tak jak lubicie, do samego końca😉. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️
Zobacz również
Majorka- spacer po Palmie
2024-04-24
Astana, stolica pośrodku niczego
2025-11-04













































