Samarkanda
Nasze podróże,  Uzbekistan,  Wandrujymy po świecie

Samarkanda- ciekawe miejsca na obrzeżach miasta

Obserwatorium Uług Bega

Z poprzedniego wpisu https://wandrusy.pl/samarkanda-czyli-jedwabny-skarb-uzbekow/ wiecie już, że Uług Beg był wnukiem Timura i że nie był w ciemię bity. Na władcę, jak na ówczesne czasy, które wyprzedzał o lata świetlne, niestety zbytnio się nie nadawał. Zamiast się zbroić, dwoić i troić, oddawał się badaniom nad astronomią, czyli według swoich radykalnych ziomków, bujał w gwiazdach. Postanowiliśmy zwiedzić muzeum i pracownię tego uczonego człowieka, w tym celu pojechaliśmy taksówką na peryferia Samarkandy. Muzeum to praktycznie jedno niewielkie pomieszczenie ( wstęp 40tys. od osoby czyli niecałe 13 zł w listopadzie 2024). Największą atrakcją jest znajdujący się na muzealnym placu, ogromny sekstant czyli urządzenie do obserwacji i pomiarów ciał niebieskich (taki kątomierz). Sekstant był naprawdę wielki, miał 40 metrów długości i to co z niego pozostało oraz makieta całego obserwatorium astronomicznego, którą możemy zobaczyć w muzeum, pozwala nam wyobrazić sobie rozmach tej inwestycji. Samo urządzenie zostało oficjalnie wynalezione przez Johna Hadleya w 1731 roku🙄🤔jakim więc cudem już w XV wieku czyli jakieś 300 lat wcześniej posługiwał się nim azjatycki władca, skutecznie obliczając położenie ponad 1000 ciał niebieskich?🔭🌌 Może był to jakiś prototyp jeszcze nie tak doskonały, ale za to skuteczny. Uług Beg umieścił swoje obliczenia w dziele „Nowe tablice gwiezdne”, które wiele lat później wykorzystywał sam Jan Heweliusz. Tak więc praca wielkiego astronoma nie poszła na marne mimo tego, że jego podejście bardzo nie podobało się islamskim radykałom. Został zgładzony przez własnego, żądnego władzy syna a wielki sekstant zrównano z ziemią. Na szczęście współczesny Uzbekistan jest bardzo dumny ze swojego przodka Uług Bega.

Grób proroka Daniela

Prosto z obserwatorium Uług Bega poszliśmy do miejsca, które może nie jest bardzo znane w Samarkandzie, ale ciekawe bo wiąże się z wierzeniami wspólnymi dla trzech wyznań. A chodzi dokładnie o proroka Daniela, tak, tego od lwów🦁🦁. Ludzie wierzą, że jest on w tym miejscu pochowany i że jego ciało ciągle rośnie, przez co jego trumna ma już 18 metrów. Taki „grób Daniela” jest jeszcze w Iranie i w Turcji, bo podobno ciało proroka zostało podzielone a w Samarkandzie spoczywa jego ramię. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo, ale jest to miejsce kultu i należy je uszanować. Co do długości sarkofagu, istnieje teoria, że jest tak długi żeby ludziom było wygodnie się przy nim modlić, chociaż w dzisiejszych czasach nie ma to raczej znaczenia. Przy sarkofagu otwarte były tylko jedne drzwi, gdzie można było zajrzeć i to wszystko. Wokół mauzoleum zbudowano miejsce do modlitwy pod zadaszeniem. Wstęp jest płatny (25tys. osoba czyli koło 8zł). Obok jest dosyć duży parking i parę sklepików, które akurat były pozamykane. Przechodząc obok budki z biletami zerknijcie w prawo, znajduje się tam ujęcie cudownej wody, wierni modlą się tam, obmywają twarz i piją, są nawet wspólne kubeczki. My się nie zdecydowaliśmy😷.

Wykopaliska i muzeum Afrosiyob

Prosto od grobu proroka Daniela chcieliśmy zobaczyć ruiny starej Samarkandy (Marakandy), czyli miasta sprzed najazdu Czyngis-chana. Żeby zbytnio nie nadkładać drogi ruszyliśmy w górę i przez małą furtkę wyszliśmy na rozległe pola niewielkich pagórków porośniętych trawą. Szliśmy polną drogą wśród niewielkich stad owiec🐑🐑 pasących się wokół. Ogromne pastwiska poprzedzielane od czasu do czasu głębokimi wyrwami w ziemi to właśnie Afrosiyob, stare miasto przykryte pagórkami jak miękką pierzynką. Pierwsze wykopaliska zaczęły się w latach 80 XIX wieku. Jednak najważniejszy zabytek czyli ogromny fresk przedstawiający życie na królewskim dworze został odnaleziony w 1965 roku podczas budowy drogi. Fresk okazał się bezcennym znaleziskiem, wiernie oddającym charakter handlowego miasta, ukazujący Samarkandę jako kosmopolityczne miasto handlu. Wszystkie te wspaniałości czyli artefakty od VII wieku przed naszą erą możecie zobaczyć w Muzeum Historii Samarkandy razem z filmem w języku rosyjskim lub angielskim. Wstęp do muzeum kosztował 40tys. od osoby i to właśnie od muzeum poleciłabym zwiedzanie tego rozległego terenu. Można się dowiedzieć naprawdę wielu ciekawych rzeczy o historii tych terenów, wierzeniach, podbojach i codziennym życiu. Naprawdę polecam. 

No i wypad za miasto🙂

Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdyby po tygodniu zwiedzania miasta, nie chcielibyśmy uciec w góry. Obmyśliliśmy sobie trekking w górach Ałajskich, które nagle, ni stąd i z owąd, zaczynają się około 18 km. za miastem. Zaopatrzeni w niezbędną wałówę w postaci kurczaka i drożdżówek, udaliśmy się do centrum by wezwać taxi Yandex. Kierowca ze trzy razy pytał nas czy naprawdę chcemy tam jechać, po czym stwierdził, że tam nic nie ma, koniec drogi. Widzieliśmy, że czuje się nieswojo. Na koniec powiedział, że mieszka 50 lat w Samarkandzie i nigdy tu nie był. Kiedy skończyła się droga i trzeba było wysiadać, chcieliśmy się ugadać żeby po nas przyjechał, ale on chciał na nas czekać. Może myślał, że my tylko na chwilę, bo nadal nie potrafił zrozumieć po co my tam idziemy. Zapłaciliśmy mu więc 70tys. czyli trochę ponad 20 zł i odprawiliśmy go do domu a sami znaleźliśmy się w przepięknej scenerii w miejscowości Agalyk.

Jako że kierowca wysadził nas już praktycznie za wsią, nie widzieliśmy jak mieszkają tam ludzie, przekroczyliśmy po kamieniach dość wartki strumyk i chwilę delektowaliśmy się otoczeniem. Zjedliśmy też kurczaka, bo było dosyć ciepło i baliśmy się go tak nosić w słońcu, żeby się na koniec nie pochorować. Potem spokojnie zaczęliśmy się wdrapywać na pobliskie wzniesienie. Po drodze spotkaliśmy pasterza, którego pozdrowiliśmy z daleka. Od razu zaczął konwersację „Ad kuda Wy?” Powiedział też, że jego brat był w Polsce w wojsku a on na Ukrainie, oczywiście w czasach Onuckiego Sajuza. Chwilę pogadaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. My wdrapaliśmy się na szczyt wzniesienia skąd obserwowaliśmy przepiękną okolicę i wioskę Mirankul po drugiej stronie góry.

Znowu trafiamy na dobrych ludzi

Z racji tego, że było już dobrze po południu a trzeba było jeszcze zejść z tej góry, postanowiliśmy się udać do wioski Mirankul, bo stamtąd jeszcze musieliśmy się dostać jakoś do Samarkandy. Znowu spotkaliśmy naszego znajomego pasterza, który też uznał, że łatwiej nam będzie dostać się do Samarkandy właśnie z Mirankul, jednocześnie oferując nam kolację i nocleg, gdyby nam się to nie udało. Podziękowaliśmy ale musieliśmy odmówić, bo jutro mieliśmy już pociąg do Buchary. Zeszliśmy więc do wioski wzbudzając ogólne zaciekawienie. Ludzie podchodzili do nas i wypytywali „Ad kuda Wy? Wy turisty?” itd. Byli zainteresowani też sprzętem, oglądali aparat i kamerkę. Poszliśmy w końcu w stronę głównej drogi do Samarkandy ale jak na złość nie mogliśmy złapać żadnej taksówki. Za chwilę podjechał jednak jeden z mieszkańców, który przed chwilą z nami rozmawiał i zaoferował nam podwózkę. Byliśmy szczęśliwi, ale nie wiedzieliśmy ile ta przyjemność będzie nas kosztować. Najpierw powiedział, że jedzie tylko do głównej drogi ale tak nam się miło gadało, że jechał jeszcze dalej i dalej. Facet zawiózł nas aż na przedmieścia Samarkandy, myślę że jechał z nami specjalnie i nie chciał na koniec ani grosza. To niesamowite jak otwarci i bezinteresowni potrafią być ludzie w Uzbekistanie. Fajnie, że mogliśmy tego doświadczyć. Ostatni dzień w Samarkandzie okazał się pełen wrażeń i znowu utwierdziłam się w przekonaniu, że ludzie z natury są dobrzy❤️, przynajmniej w Uzbekistanie🙂

Nie pozostało nam nic innego jak pożegnać się z przepiękną Samarkandą. Bardzo mi się tutaj podobało i chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić. Jeszcze tylko śniadanko i w drogę. Czas na następną przygodę.

Samarkanda
Na śniadanie jajeczka ( w Uzbekistanie prawie codziennie) wędlina, warzywka, chleb , sery i ciastko do kawy

Tym wpisem kończę naszą przygodę z Samarkandą, ale spokojnie, zostajemy nadal w Uzbekistanie. Jedziemy do Buchary, Chiwy a na koniec do Taszkentu. Zapraszam też na filmy o Samarkandzie. Na naszym kanale na YouTube są już trzy filmy o tym pięknym mieście. Jak zawsze proszę o reakcje pod filmami 🎥czy postami na naszych mediach społecznościowych. Komentujcie i lajkujcie👍. Reklamy, które pojawiają się między rozdziałami na blogu, albo na jego końcu (allegro, booking, lot i inne) to linki afiliacyjne, klikając w nie i robiąc zakupy w ten sposób wspieracie nasz kanał, ponieważ dostajemy mały% od wartości Waszych zakupów. Nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, tak więc dziękujemy z całego❤️. Lubimy też kawę☕ i jeśli chcecie nas wesprzeć małą kwotą, możecie postawić nam kawkę jeśli oczywiście macie ochotę https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy  Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie😘do zaś!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *