Rumunia- Przełom Dunaju, Transalpina i Alba Carolina
Opuszczamy Timisoarę
Zostawiamy za sobą miasta, żeby zakosztować trochę dzikości przyrody i to dosłownie. Witam Was w kolejnej opowieści z Rumunii. Prosto z Timisoary (tu możecie przeczytać więcej👉 https://wandrusy.pl/timisoara-pierwsze-wolne-miasto-rumunii/ ) skierowaliśmy się na południe żeby zobaczyć przełom Dunaju, czyli miejsce w którym rzeka, mówiąc kolokwialnie, „przełamała” góry. Trasa DN 57 to niezwykle malownicza trasa naddunajska. Dokładnie, miejsce do którego zmierzaliśmy znajduje się w okolicy miejscowości Dubova. Dunaj wyznacza tutaj granicę między Rumunią a Serbią, trzeba więc uważać na internet, jeżeli złapiecie ten serbski, możecie się zdziwić jak przyjdzie rachunek. Dojechaliśmy tam późnym popołudniem i podjechaliśmy nad samą rzekę gdzie między skałą, szosą a rzeką, stoi wciśnięty malutki monaster.
Monaster Mraconia
Z jednej strony ogromne, pionowe skały, pod nimi szosa a na małym skrawku lądu nad samym Dunajem, mały, biały monaster. Jest tutaj też parking, ale podejrzewam że w sezonie nie ma tutaj co szukać wolnych miejsc. My przyjechaliśmy po sezonie, we wrześniu, dodatkowo we wtorek, więc nie było tutaj praktycznie nikogo. Do świątyni wchodzi się na górę po schodkach, po drodze mijamy furtkę do prywatnego ogródka sióstr, które tutaj mieszkają. Przed wejściem przywitał nas zadbany tarasik z roślinami i ławeczką a w środku przytulna kapliczka. Jak to we wschodnich świątyniach, przebogate wnętrza z kolorowymi ikonami i złote zdobienia potrafią zachwycić każdego. Monaster stoi tutaj od niedawna, bo od 1995 roku, wcześniej także był tutaj kościół, ale stał nieco niżej i gdy w pobliskiej Orszowej wybudowano tamę i wody Dunaju podniosły się aż o 33 metry, stary kościół znalazł się pod wodą. W pobliżu tego miejsca jest też możliwość wykupienia sobie rejsu po rzece. Łódka wpływa też do jednej z jaskiń i możemy z innej perspektywy spojrzeć na klasztor i inne atrakcje wzdłóż rzeki. Taki rejs trwa około godziny i kosztuje 50 RON ( czyli około 42zł, 2025 rok)
Pomnik Decebala
Nie jest oczywiście stworzony przez naturę, ale pasuje tutaj doskonale. Ogromny pomnik, mierzący 43 metry, wykuwało w skale 12 alpinistów przez 10 lat. Pomysłodawcą i fundatorem tego monumentu był rumuński biznesmen Iosif Dragan. Śmialiśmy się z Radkiem, że sam nos Decebala o wymiarach 4 na 7m, jest wielkości naszej wandrusowej chaty🤣. Król Decebal był ostatnim władcą Daków, społeczności, która zamieszkiwała te tereny przed inwazją Cesarstwa Rzymskiego. Dakowie zjednoczeni pod wodzą Decebala skutecznie opierali się Rzymianom przez wiele lat, gdyż Decebal był świetnym strategiem. Niestety w 106 roku tereny te zostały zdobyte przez Trajana i włączone do cesarstwa a król popełnił samobójstwo. W tym miejscu nachodzi mnie myśl o pewnym dualizmie Rumunów, z jednej strony upamiętniających Decebala i walkę z Cesarstwem Rzymskim, z drugiej zaś dumnych z przynależności do tego cesarstwa. Mam tu na myśli nazwę kraju, język i takie smaczki jak posągi wilczycy kapitolińskiej w wielu miastach. Zagłębiając się w historię, spójrzcie jak daleko mogą sięgać Rumuni, kiedy król Decebal bronił tych ziem przed Cesarstwem Rzymskim, byliśmy bliżej nieznanymi barbarzyńcami biegającymi w wilgotnej puszczy😉
Pierwszy nocleg w aucie
Wyjechaliśmy nieco wyżej nad rzekę w okolicy miejscowości Dubova, skąd chcieliśmy nazajutrz wyruszyć na krótki trekking, by z góry popatrzeć na słynny Przełom Dunaju. Zboczyliśmy w tym celu z głównej drogi i zjechaliśmy w dół utwardzoną drogą w pobliże małej rzeczki i lasu. Przejechaliśmy obok jakiejś ruinki i uznaliśmy, że to będzie dobre miejsce na biwak. Radek zajął się przygotowaniem auta na nocleg a ja rozpaliłam ognisko i upiekłam (prawie spaliłam) kiełbasy. Siedzieliśmy sobie i patrzeliśmy w gwiazdy, ale nie za długo, bo chciało nam się zwyczajnie spać. Z lasu dochodziły różne leśne dźwięki, suche gałązki łamały się pod czyimiś nogami ( łapami, kopytkami) a my leżeliśmy sobie bezpieczni w naszym aucie. To jest wolność proszę państwa, to jest właśnie wolność😉
Przełom Dunaju
Z rana, zgodnie z planem, ruszyliśmy na szlak. A szlak zaczyna się w miejscowości Dubova, naprzeciw boiska jest mały parking, gdzie można zostawić auto. Zastaliśmy też tam resztki jakiejś infrastruktury czyli baru, który był zamknięty, no i szlakowskaz.
Cała trasa nie jest zbyt długa i prowadzi głównie w lesie, po czym wychodzicie na szczyt skąd pięknie widać rzekę i o to nam właśnie chodziło. Po drodze jest też zadaszona altanka gdzie można się zatrzymać na piknik. Pogoda tego dnia nam dopisywała a widoki z góry były wspaniałe. Dunaj był zielony, nie wiem czy zawsze ma taki kolor czy to zależy od oświetlenia. Gdyby Strauss mieszkał tutaj pewnie zatytułowałby swojego walca ” Nad pięknym, zielonym Dunajem”😉.
Transalpina czyli DN67C
Następnym naszym celem była słynna trasa Transalpina. Będąc przejazdem w Rumunii w 2011 roku, jechaliśmy trasą Transfogaraską i byliśmy zachwyceni, tym razem postanowiliśmy przejechać drugą słynną drogę. Transalpina jest położona nieco wyżej niż Transfogaraska i w najwyższym punkcie, na Przełęczy Urdele osiąga wysokość 2145m n.p.m. W przeciwieństwie do Transfogaraskiej, którą wybudowano w czasach komunistycznych, ma dużo starsze korzenie. Powstała w I/II wieku na potrzeby wojen dackich, a wybudowali ją Rzymianie, żeby szybko przemierzać góry, póżniej była wykorzystywana głównie przez pasterzy i nazywana Diabelską Ścieżką, w czasie I wojny światowej była używana przez Niemców, później, za czasów króla Karola II nazwano ją Królewskim Traktem. W okresie komunistycznym została nieco zapomniana i zaniedbana, ale po 2000 roku wyremontowano ją i położono nowy asfalt. Widoki są tutaj przepiękne, ogromne przestrzenie i góry, góry, góry. Wybraliśmy się w tą trasę w końcówce września i był to ostatni moment, ponieważ lada dzień trasa została zamknięta na zimę. Radek chciał zostać tutaj na noc, było tak pięknie gdy słońce zaczęło chylić się za horyzont i tak cholernie zimno🥶, że w końcu zaczęliśmy zjeżdżać w doliny.
Monaster Oasa
W międzyczasie, gdy zjeżdżaliśmy z gór, zaczęło się ściemniać, aż w końcu zrobiła się zupełna noc. Mieliśmy jakiś bliżej nieokreślony punkt, do którego zmierzaliśmy, ale do końca nie byliśmy pewni czy uda nam się gdzieś zaparkować i przenocować. W pewnym miejscu zaczęłam się już trochę martwić bo wjeżdżaliśmy w coraz głębszy las. W końcu dotarliśmy do zabudowań, a konkretnie do jakiegoś monasteru. Po jego przeciwnej stronie, na pochyłej łące nad jeziorem, ujrzeliśmy światełka na sznurku i kampera. Po zaparkowaniu na łące, poszliśmy do tych ludzi zapytać czy miejsce jest płatne i kogo zapytać czy możemy tu nocować. Jakież było nasze zdziwienie gdy napotkani turyści okazali się Polakami. Okazało się też, że łąka należy do monastyru i można się tam bezpłatnie zatrzymać na noc. Trochę się ogarnęliśmy i poszliśmy spać a rano obudziliśmy się w pięknym miejscu, ale z brzydką pogodą. Dobrze, że wczoraj przejechaliśmy Transalpinę, bo dzisiaj to już byłaby lipa. Pierwszy raz napotkaliśmy też tutaj bezdomne pieski, właściwie to nie wiemy czy były bezdomne, czy tylko biegały luzem. Od naszej ostatniej wizyty w Rumunii w 2011 roku, sytuacja bardzo się poprawiła, bo wtedy napotykaliśmy na każdym postoju stada psów, widocznie Rumuni uporali się już z tym problemem.
Rankiem, zanim ruszyliśmy w dalszą drogę, wstąpiliśmy na teren monastyru. Za bramą stał drewniany kościółek z 1943 roku, który jednak był zamknięty. Dookoła zadbane zabudowania, w których mieszkali zakonnicy i odbywały się tu zapewne jakieś wydarzenia dla pielgrzymów. Ten drewniany kościół podobno został tutaj przeniesiony z miejsca, które zostało zalane po wybudowaniu tamy na rzece Sebes. Najpierw zamieszkiały tutaj siostry zakonne, ale ze względu na ciężkie zimy i trudny dojazd w 1998 roku zakonnice opuściły to miejsce. W 2000 roku wprowadzili się tutaj zakonnicy. Mężczyźni lepiej sobie radzą w tak trudnych warunkach. Widzieliśmy też, że budują tutaj nowy, murowany kościół, parter był już gotowy, więc weszliśmy popatrzeć. Co nas zdziwiło, zakonnicy normalnie pracowali tutaj przy budowie, jeden podwinął kiecę i wskoczył do koparki, tak więc można? Można.
Alba Iulia
Po opuszczeniu okolic Transalpiny wyruszyliśmy w drogę do Turdy, gdzie mieliśmy już zamówione noclegi. Po drodze jednak zahaczyliśmy o jedno bardzo ciekawe miejsce. W mieście Alba Iulia postanowiliśmy wstąpić do gwieździstej cytadeli Alba Carolina. Twierdza nosi nazwę na cześć króla Karola VI, cesarza Austrii (ostatniego Habsburga), którą w latach 1714 -33 polecił tu wybudować. Jednak historia tego miejsca jest duuużo dłuższa, bowiem już w I wieku stacjonował tu XIII Legion Rzymski. Po zdobyciu Dacji przez Cesarstwo Rzymskie powstało tutaj miasto nazywane Apulum i wykopaliska z tego okresu również możemy tutaj zobaczyć. Oczywiście miasto przechodziło później z rąk do rąk, w XIII wieku zbudowano tutaj piękną Katedrę św. Michała, oczywiście już na ruinach poprzedniej świątyni. O prestiżu tego miejsca może świadczyć fakt, że we wnętrzu kościoła znajdują się groby władców z rodu Hunyady i uwaga! Akcent polski, jest też to miejsce wiecznego spoczynku Izabeli Jagiellonki, córki Zygmunta Starego i jej męża Jana I Zapolyi. Można też wejść na kościelną wieżę i z wysokości 56 metrów popatrzeć na okolicę. Obok stoi też całkiem nowa prawosławna Katedra Koronacyjna, wybudowana w 1922 roku specjalnie na koronację FerdynandaI i jego żony Marii. Oczywiście zachwyca swoim bogatym wnętrzem, jak to w prawosławnych kościołach bywa. Koronacja odbyła się jednak na placu przed katedrą z tej banalnej przyczyny, że król był katolikiem… Cała cytadela pełni rolę takiej starówki miasta i jest tutaj sporo do oglądania, my nie dość że byliśmy przejazdem, to jeszcze mieliśmy fatalną pogodę i fotografie z tego miejsca naprawdę nie oddają jego piękna. Gdybyśmy jeszcze raz mieli taką okazję, pewnie spędzilibyśmy tutaj cały dzień.
Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube i fb oraz instagramie. Lajkujcie i komentujcie, ponieważ to zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapominajcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach ( allegro, Booking, obi, axa, Lot, eSky, notino czy GetYourGuide) to linki afiliacyjne, wchodząc na nie i robiąc z nich zakupy wspieracie naszą podróżniczą działalność, nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Te kolorowe okienka z reklamami są pod tekstem i sekcją komentarzy, tak więc scrollujcie tak jak lubicie, do samego końca😉. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️
Zobacz również
Kazachstan- co zobaczyć oprócz miast.
2026-01-02
Lofoty-ciekawe szlaki
2025-03-15


















































2 komentarze
Miglanc
Piękna Rumunia, zachęcony tym wpisem, ruszam w tym roku na Rumuński szlak. Dziekuję❤️
In-Via
Oj tak, warto się tam wybrać i to nie raz😉Pozdrawiamy serdecznie♥️