Zimowe wejście na Śnieżkę
Może nie największa, ale bardzo kapryśna
Nasze wejście na Śnieżkę zaplanowaliśmy na początek lutego, nieco kontrowersyjny termin, zwłaszcza po niedawnych tragicznych wypadkach na tej górze. Śnieg w dolinach już stopniał i dla nas był to idealny moment, żeby zorganizować wypad do Karpacza. Już nie taka zima a jeszcze nie wiosna, więc uznaliśmy, że nie będzie jakoś dużo turystów na szlaku i spokojnie damy radę. Zaopatrzeni w raczki (OBOWIĄZKOWO!) i ciepłe ubrania ruszyliśmy czarnym szlakiem z Karpacza na spotkanie z królową Karkonoszy.
Trochę o Śnieżce
Największy szczyt Karkonoszy należy oczywiście do Korony Gór Polski. Mierzy sobie 1603m. n.p.m. jest szczytem granicznym a przy okazji największą górą naszych południowych sąsiadów, czyli Czech. Z tego powodu należy też do Korony Gór Europy. To co charakteryzuje Śnieżkę, to jej wybitność czyli różnica pomiędzy wierzchołkiem góry a jej sąsiedztwem. No i Śnieżka to najwybitniejsza góra w Polsce (1202m) czyli taką wysokość musimy pokonać, żeby ją zdobyć. Co jeszcze ją charakteryzuje? Ano największa liczba dni w roku z kiepską pogodą, szalejące wiatry, słaba widoczność i ogólnie pizgawica. Średnia roczna temperatura na szczycie oscyluje w okolicy 0 stopni Celsjusza🥶
Oblodzony szlak
Pierwszy etap naszej wędrówki to dojście do dolnej stacji kolejki linowej „Zbyszek”. Stamtąd wchodzimy już do Karkonoskiego Parku Narodowego, gdzie uiszczamy opłatę w wysokości 9zł ( luty 2024). Można zapłacić tutaj kartą. Po czym czarnym szlakiem przez Biały Jar kierujemy się prosto do Domu Śląskiego, słynnego schroniska pod samą Śnieżką . Już za budką z biletami musieliśmy założyć raczki, szlak był mocno oblodzony a nie chcieliśmy ryzykować upadku już na wstępie. Trzeba pamiętać, że w zimie większość szlaków na Śnieżkę jest zamkniętych ze względu na zagrożenie lawinowe. Nie inaczej było i tym razem, słynna droga jubileuszowa także zimą jest zamknięta. Ostatecznie można wyjechać wyciągiem aż na Kopę pod Śnieżką, stamtąd już trzeba człapać na szczyt a jeszcze trochę drogi zostaje. Tego dnia wyciąg też był nieczynny, bo wiało, tak więc to trzeba też brać pod uwagę.
Dużo, dużo śniegu i wiatr
Leśna ścieżka kończy się w okolicach Białego Jaru, słupek z oznaczeniami jest prawie cały pod śniegiem. Nie należy w tym miejscu zbyt długo marudzić, bo tutaj jest największe zagrożenie lawinowe. Opuszczamy więc to miejsce skręcając w lewo, gdzie ścieżka wznosi się już dosyć stromo w górę. Na szczęście wszędzie są powbijane paliki, żeby nie zgubić szlaku. Tu już raczki nie są nam tak potrzebne, bo lód zamienia się w śnieg. Wiatr staje się coraz bardziej dokuczliwy a drzewa już nas nie chronią, niestety zaliczam tu glebę, ale na szczęście jest miękko😉. W końcu docieramy na Kopę (1342m.n.p.m) i do górnej stacji kolejki linowej. Można tu skorzystać z toalety.( 4 zł luty 2024r) Pogoda niestety coraz bardziej się pogarsza a wiatr przybiera na sile. Docieramy w końcu do Domu Śląskiego, gdzie robimy sobie małą przerwę na kanapki i ciepłą herbatę z termosu. Nie wchodzimy jednak do środka żeby się zbytnio nie rozleniwić przed zdobywaniem szczytu😉.
Atak na szczyt 😉
Turyści schodzący ze szczytu ostrzegali nas przed silnym wiatrem, ale nie do końca chyba sobie wyobrażałam jak to może być na tej górze. Wejście z Równi pod Śnieżką na sam szczyt to jakieś 200 metrów przewyższenia. W teorii nie powinno zająć więcej niż 45 minut, ale w praktyce bywa różnie. Dużo ludzi po prostu nie zachowuje się odpowiedzialnie, idą bez raczków i upadają innym pod nogi powodując niezłe karambole. Mimo niesprzyjających warunków, bo nie było widać dosłownie nic, ludzi na szlaku było dość sporo. Silny wiatr zrywał mi kaptur z głowy a widoczność była tak ograniczona, że spodki na Śnieżce ujrzałam jak już były dosłownie przede mną. Ucieszyłam się, że to już szczyt i w tym momencie dosłownie wciągnął mnie tak silny wir powietrza, które rozpędzało się pomiędzy okrągłym budynkiem stacji meteorologicznej a okrągłym budynkiem kościoła św. Wawrzyńca, że o mało nie upadłam. Starałam się dostać pod budynek stacji meteo, żeby wir puścił, było naprawdę strasznie😱. Samo przedostanie się pod tabliczki informacyjne na środku szczytu graniczyło z cudem. Świst rozpędzonego powietrza był tak głośny, że moglibyśmy tam nakręcić film o jakiejś burzy na stacji polarnej, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, naprawdę.
Podsumowując, Śnieżka nie była dla nas zbytnio łaskawa tego dnia. Widoczność była niestety tragiczna i nie mogliśmy się rozkoszować ładnymi widoczkami, ani po drodze, ani po zdobyciu wierzchołka góry. Mimo to jednak dobrze oceniam naszą zimową wyprawę na królową Karkonoszy. Trzeba pamiętać, że z górami nie ma żartów i należy się zawsze dobrze przygotować do wyjścia na szlaki, zwłaszcza zimą. Jeżeli zainteresowała Was nasza opowieść, zobaczcie film na YouTube, możecie też wesprzeć nas klikając w linki afiliacyjne. Pamiętajcie też o łapkach i subskrypcjach. Dziękujemy za to, że jesteście z nami ❤️Teraz także możecie postawić nam symboliczną kawkę☕będziemy wdzięczni😘Tutaj jest link, gdzie możecie wesprzeć naszą twórczość👉https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy
Zobacz również
Park Narodowy Galiczica – sucha kraina między jeziorami.
2023-12-14
Czy każdy może wejść na Rysy?
2023-10-27















