Ałmaty- górskie szlaki wokół miasta.
Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, Ałmaty są przepięknie położone w otoczeniu górskich szczytów🏔️. Można wybrać się na jeden z nich, albo po prostu połazić po pobliskich szlakach. My mieliśmy poważniejsze plany, ale niestety plany się pokrzyżowały przez chorobę🤒 ( tak, też czasem chorujemy w trakcie podróży🤷) i ostatecznie nie zdobyliśmy żadnego trzytysięcznika choć był na wyciągnięcie ręki. Na pierwszy raz zadowoliliśmy się szczytem, który mierzył sobie 2305m n.p.m. i też byliśmy bardzo zadowoleni, nie idziemy wszak w góry by bić jakieś rekordy, idziemy bo lubimy i tyle♥️.
Wilcza góra 2305m n.p.m.
Żeby dostać się na szlak prowadzący na Wilczą Górę🐺🏔️, musieliśmy pojechać autobusem (nr28 lub 211) praktycznie za miasto i wysiąść na przystanku „Ekopost” przed taką wielką bramą w poprzek drogi. Ta brama prowadzi do jeziora Big Ałmaty, ale autobusy miejskie przejeżdżają swobodnie, nie wiem jak jest z autami osobowymi, prawdopodobnie pobierają tam jakieś opłaty. Jak już wspomniałam, wysiedliśmy na przystanku przed tą bramą i skierowaliśmy się w prawo, wąską ale asfaltową drogą prowadzącą pomiędzy jakimiś domkami do wynajęcia czy większymi pensjonatami. Mijaliśmy też różne restauracyjki i gospodarstwa agroturystyczne, oferujące wypożyczenie koni🐴. Ogólnie zauważyłam, że od razu jak wyjechaliśmy z centrum miasta, znaleźliśmy się w swoistej dzielnicy willowej z pięknymi domami i zadbanymi obejściami. Na mapie poniżej zaznaczyłam punkt gdzie wysiedliśmy z autobusu.👇
Z początku kluczyliśmy trochę między tymi domostwami i nawet weszliśmy na teren posesji, ale nikt nas nie zaczepiał, widocznie więcej ludzi tutaj błądzi tak jak my. Jednak tuż za gospodarstwem oferującym przejażdżki konne, odnaleźliśmy szlakowskaz i ścieżka wystrzeliła ostro w górę. Najdziwniejsze były ogromne sępy w klatkach na terenie tego gospodarstwa, patrzyły na nas jakby mówiły „spokojnie, jak się zgubicie, to was znajdziemy”😉
Oczywiście cały czas było mega stromo, łapaliśmy się jakichś gałązek i trawy, żeby wspinać się do góry. To co nas zaskoczyło to naprawdę bujna roślinność. W sąsiednim Uzbekistanie stepy i pustynia a tutaj gąszcz jak w dżungli, mijaliśmy też rośliny trujące, których nie polecam nawet dotykać. Bogactwo tutejszej flory wprawiło mnie w taki zachwyt, że wlokłam się jeszcze wolniej, bo przecież każda roślinka tak pięknie pozuje😍🌷🫠.
Gdy już dotarliśmy na jedno wypłaszczenie, okazało się, że to jeszcze nie tu🫤, ale już postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę na jedzonko🥪. Napotkaliśmy też chyba najmniejszą platformę widokową jaką w życiu widzieliśmy. Szumna konstrukcja wydała nam się też niezbyt stabilna i nawet na nią nie wchodziliśmy. Radek polatał tylko trochę dronem i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Szczyt, zejście i krowy
Wejście na szczyt zajęło nam jakieś 3,5 godziny, ale nie śpieszyliśmy się zbytnio. Na górze posiedzieliśmy trochę dłużej, bo widoki były obłędne, zwłaszcza na wyższe partie gór. Przed nami rozpościerały się te niższe, chociaż już dwutysięczniki, pokryte soczystą zielenią a dalej strzeliste szczyty Tien Szan przypruszone śniegiem. Jaki piękny widok i w dodatku byliśmy tam zupełnie sami. Pobliskie wysokie i skaliste szczyty osłaniają te niższe, gdzie rośnie bujna roślinność. Dziwiło nas to, że na tej wysokości nie ma jeszcze gołych skał a zielone łąki i piękne kwiaty, nawet irysy tu rosną! W Polsce na tej wysokości nie ma już takiej roślinności.
Wreszcie przyszedł czas żeby opuścić szczyt, ale wybraliśmy inną drogę zejścia i mieliśmy nadzieję, że nie będzie tak stromo. Z początku schodziliśmy pięknymi polanami podziwiając krajobrazy, aż weszliśmy w gąszcz zieleni i drzew a ścieżka zrobiła się wąska. Jakież było nasze zdziwienie gdy nagle zza zakrętu i niskich gałęzi wynurzyły się krowy🐄! Gdy nas zobaczyły stanęły na środku ścieżki i kombinowały co tu zrobić. My weszliśmy po skarpie nieco wyżej, żeby im zrobić przejście, ale krowy nadal były nieufne, zwłaszcza pierwsza, wystraszona jałówka tarasowała przejście i ogromnie bała się iść. Inne krowy popychały ją, ale ona była tak przerażona, że zrobił się krowi korek i myśleliśmy, że zostaniemy na tym szlaku do wieczora. Ale na szczęście inne, starsze krowy zepchnęły ją na bok i same ruszyły obok nas, między nimi cielaki a na końcu wystraszona sprawczyni całego zamieszania. Po drodze spotkaliśmy jeszcze kilka małych krowich grup, ale nie było już problemu. Co nas zdziwiło, nie spotkaliśmy ani jednego pasterza, który by te stada pilnował. Kiedy zeszliśmy na dół, autobus już czekał na ostatnim przystanku, wsiedliśmy i zmęczeni ale szczęśliwi wróciliśmy do hostelu.
Jezioro Big Ałmaty
Jeżeli myślicie, że wyprawa nad jezioro, które zaopatruje w wodę dwumilionową aglomerację, jest małą górską przechadzką, to jesteście w błędzie! Jezioro Big Ałmaty leży na 2500m n.p.m. a droga do niego jest długa. Już samo dostanie się na początek szlaku jest skomplikowane, ale po kolei. Żeby dostać się na szlak do jeziora należy pojechać autobusem (nr28 lub 211) do ostatniego przystanku, czyli tutaj👇
Następnie już taksówką możecie dojechać do samych szlabanów na początek szlaku. Taksówka kosztowała nas 3tys. tenge (około 22zł, czerwiec 2025) jechaliśmy z krewką panią, która była zdecydowanie najgorszym kierowcą z jakim mieliśmy przyjemność jechać, tzn. najszybszym i najbardziej zwariowanym. Jeszcze na dodatek musiałam jechać z przodu, obok niej, myślałam że zwymiotuję🤮, ale udało się bez pawia dojechać do szlabanów. Wstęp na szlak jest bezpłatny, podejrzewam że można dalej jechać autem, ale za opłatą, ponieważ droga asfaltowa prowadzi praktycznie do samego jeziora. Można też wypożyczyć skuterki, my jednak postanowiliśmy iść pieszo, trochę na skróty wzdłuż wodociągu, który prowadzi, rzecz jasna, prosto do jeziora. Po przekroczeniu szlabanów trzeba iść do takiego rozwidlenia i skręcić w prawo aż dojdziecie do wodociągu i takiej drewnianej sowy🦉, która wskaże Wam kierunek.
Pierwszy odcinek prowadzi stromo w górę po takiej drabince z żelaznych prętów, zaraz obok rur z wodą, jest to odcinek męczący i trzeba się sprężać, bo nie ma możliwości wyminąć się z kimś na tej wąskiej drabince. Potem ścieżka prowadzi już tak jakby trochę dalej od rur. W pewnym momencie musimy jednak przejść pod nimi i wejdziemy na asfalt, który prowadzi nas do miejsca z altankami, posiedzieliśmy tam chwilę i zjedliśmy posiłek. Dalej droga prowadzi takimi serpentynami do góry a środkiem biegnie wodociąg. Widziałam ludzi, którzy szli po tych rurach, niejako na skróty, ale musicie wiedzieć, że jest to zakazane i niebezpieczne.
Gdy dochodzimy do miejsca, w którym zaczynają się szlaki na trzy i czterotysięczniki okalające jezioro, widzimy szlaban i zakazy wejścia. Nie orientowaliśmy się czy trzeba mieć jakieś pisemne zezwolenie żeby tam wejść. Nie wiemy też do końca czy chodzi o sam zakaz zbliżania się do jeziora, które jest punktem newralgicznym na mapie Kazachstanu. Zaopatruje w wodę pitną największą aglomerację kraju- Ałmaty. Czy też chodzi bardziej o to, że znajdujemy się w strefie przygranicznej a stosunki z pobliskim Kirgistanem nie są najlepsze. Chodzi zwłaszcza o tzw. porwania kobiet. Kirgizi mają jeszcze podobno taki zwyczaj, że można kobietę porwać a potem się z nią ożenić, bez konsekwencji oczywiście. Kazachstan nie godzi się na takie traktowanie kobiet, a że widocznie jakieś zbójeckie bandy zasadzały się na kobiety po kazachskiej stronie, utworzono szeroki pas strefy przygranicznej. Trzeba tam posiadać zezwolenia na zapuszczanie się w te tereny i najlepiej jakby panie nie chodziły tam bez przewodnika. My jednak szliśmy bezpiecznym, uczęszczanym szlakiem i nie potrzebowaliśmy ani pozwoleń, ani przewodnika.
Czy jezioro może mieć taki kolor?
W końcu minęliśmy ostatnie zabudowania (ach mieszkać w tym miejscu chociaż przez chwilę) i ruszyliśmy wydeptaną na skróty, stromą ścieżką w górę, by znowu dojść do asfaltówki. Z daleka widzieliśmy już jezioro, było piękne, turkusowe, niesamowite i…. na pół wyschnięte. Nigdy nie widziałam takiego jeziora, zrobiłam tam chyba z 500 zdjęć, to było coś niesamowitego. W dodatku nie było za dużo turystów, mieliśmy to miejsce praktycznie dla siebie a kawa☕ w takich okolicznościach przyrody smakowała obłędnie. Jak już wspominałam, jezioro Big Ałmaty to rezerwuar wody pitnej dla całej aglomeracji Ałmaty. Weszliśmy gdzieś na wysokość 2600m n.p.m. i mogliśmy z wysoka podziwiać jego turkusową taflę. Na dole przy samym jeziorze stała budka strażnika i widzieliśmy jak cofnął jednego delikwenta, który podszedł za blisko wody. Siedzieliśmy i patrzyliśmy na te trzy i czterotysięczniki i bardzo żałowaliśmy, że nie wybraliśmy się na taką prawdziwą górską wycieczkę ze spaniem po drodze. Człowiek codziennie się uczy i teraz już wiemy, że następnym razem trzeba tu zabrać namiot i śpiwory i ruszyć przed siebie w te wspaniałe góry. Poznaliśmy też fajną grupkę chłopaków na skuterach, którzy zainteresowali się naszym sprzętem, pytali o kanał na YouTube i niebawem nas na tym kanale odnaleźli, co nas oczywiście niezmiernie ucieszyło. W końcu musieliśmy się udać w drogę powrotną i tym razem, zamiast krów, spotkaliśmy konie🐴. Po dojściu do szlabanów wzięliśmy taksówkę do przystanku ( też 3000 sum) i tradycyjnie autobusem wróciliśmy do hostelu. To był piękny dzień. Jeżeli zainteresował was temat to jest już film na YT z naszej górskiej wędrówki👇
Na koniec tradycyjnie proszę o aktywność na naszych mediach społecznościowych i kanale YouTube. Piszcie komentarze, lajkujcie i subskrybujcie. Pamiętajcie też o nas ❤️ robiąc zakupy przez internet. Możecie pomagać nam robiąc zakupy poprzez linki afiliacyjne, które w postaci reklam wyświetlają się na naszych stronach ( allegro, Booking, obi, ceneo, axa, Lot, eSky, notino) nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️
Zobacz również
Ałmaty
2025-11-19
Astana, stolica pośrodku niczego
2025-11-04



















































