Mołdawia
Mołdawia,  Nasze podróże,  Wandrujymy po świecie

Mołdawia- czy warto tu przyjechać?

Historyczna kraina

Mołdawia to w rzeczywistości kraina historyczna rozciągająca się daleko poza granice dzisiejszego państwa Mołdawia, a Księstwo Mołdawskie nazywane było Bramą Europy. Współczesna Republika Mołdawii to praktycznie w całości teren dawnej krainy historycznej zwanej Besarabią. Wszystkie te krainy obok Transylwanii i Wołoszczyzny były składowym Wielkiej Rumunii, która powstała po I wojnie światowej. Rumunię i Mołdawię łączy do dzisiaj wspólny język, tyle że w Mołdawii pisany jest cyrylicą.  Mołdawia została niejako oderwana od Wielkiej Rumunii i zrusyfikowana w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow. Po upadku Związku Radzieckiego i odzyskaniu niepodległości przez Mołdawię, rodził się w wielu głowach pomysł połączenia tych krajów, co jednak zostało skutecznie utrudnione przez Rosję. Do dzisiaj prowadzi ona politykę odciągania Mołdawii od Rumunii i Unii Europejskiej. Każdemu, kto twierdzi, że bez Unii Europejskiej byłoby nam lepiej, polecam wycieczkę do Mołdawii, bo taką właśnie Mołdawią byśmy byli, ubogą krewną z dziurawymi drogami. Jednak Mołdawia walczy o swoją godną przyszłość i ma coraz więcej do zaoferowania.

Mołdawia
Mołdawia chce do Europy

Pierwsze wrażenie i nocne błądzenie

Do Mołdawii dotarliśmy wieczorem, po godzinie 19:00, kupiliśmy winietę za 170 lei mołdawskich ( jakieś 36zł), wymieniliśmy trochę pieniędzy i kupiliśmy też kartę sim za 49 lei (10,50zł). Z tą kartą mieliśmy też trochę przygód, ponieważ chcieliśmy ją kupić w zwykłym markecie, ale baliśmy się że nie będziemy umieli jej odpalić. Okazało się, że naszej kulawej rozmowie przysłuchiwał się gość, który pracował w Niemczech z Polakami i mówił po polsku🤭🥸. Po wyjściu ze sklepu podszedł do nas i zagadał. Wytłumaczył nam przy okazji jak aktywować kartę, okazało się że to nic trudnego, trzeba tylko postępować według instrukcji na opakowaniu a na koniec zadzwonić na infolinię. Przynajmniej my tak zrobiliśmy, człowiek z infolinii powiedział, że odtąd karta jest już aktywna a internetu wystarczyło nam na 10 dni pobytu w Mołdawii. Tego wieczora chcieliśmy się jeszcze dostać do miejscowości Balanesti, skąd prowadzi szlak na najwyższy szczyt Mołdawii- Dealul Balanesti mierzący sobie zawrotne 430m n.p.m. Jednak google maps co chwila wywodziło nas w pole, kluczyliśmy jakimiś polnymi dróżkami a raz nawet jechaliśmy po schodach. W końcu przed północą postanowiliśmy się przespać w aucie gdzieś na poboczu a rano odnaleźć właściwą drogę. Był pierwszy dzień października a było tak zimno, że postanowiliśmy spać na siedząco na przednich siedzeniach, ponieważ nie chcieliśmy już wietrzyć auta, spałam w bluzie z kapturem, ciepłym swetrze i zimowej kurtce. Masakra🥶.

Dealul Balanesti

Rankiem odnaleźliśmy właściwą drogę do centrum wsi, gdzie na parkingu przy sklepie zostawiliśmy auto i ruszyliśmy na najwyższy szczyt Mołdawii. Zapytałam sprzedawczynię w sklepiku czy możemy zostawić tu auto i dowiedziałam się, że na szczyt możemy nawet autem wjechać😅, ale nie skorzystaliśmy z tej opcji.  Wspinaliśmy się stopniowo między domostwami, aż wyszliśmy na wyżej położone pastwiska, stamtąd jeszcze kawałek i już widzieliśmy wieże nadawcze na szczycie. Jest to taki bardziej pagórek z altanką i miejscem do grillowania a także z platformą widokową. Bez tej platformy stalibyśmy po prostu na jakiejś łące a widok przesłaniałoby nam pole kukurydzy😅 ale jest, liczy się do Korony Gór Europy, najwyższy szczyt Mołdawii Dealul Balanesti 430m n.p.m.

 Orgiejów to jeden jedyny Park Narodowy Mołdawii i właśnie tutaj przyjechaliśmy po zejściu ze szczytu. Został założony w 2013 roku na prawie 44tys. hektarów. Oczywiście miejsc chronionych w Mołdawii jest więcej, ale Park Narodowy tylko jeden. Jedną z atrakcji tego miejsca jest Monstyr Curchi, założyli go w 1773 bracia Iordache i Mihail Curchi.  W XIX wieku został rozbudowany, po zakończeniu I wojny światowej te tereny należały do Rumunii, jednak już w 1944 wkroczyła tu Armia Czerwona a mnisi pouciekali. W latach pięćdziesiątych na terenie monastyru znajdował się szpital psychiatryczny i zakład odwykowy. W 2002 roku przywrócono mu funkcję religijną. Dzisiaj teren monastyru jest bardzo zadbany, znajduje się tutaj wiele pomieszczeń gdzie mieszkają mnisi a także przeznaczonych dla pielgrzymów, największe wrażenie robi Cerkiew Narodzenia Bogarodzicy, freski są pięknie odnowione i wyglądają nieziemsko, chociaż nam się troszkę kojarzyły z taką bajkową estetyką a twarze świętych przedstawiono bardzo współcześnie, jak u Disney’a.  Wnętrze kościoła ocieka złotem a przynajmniej złotym kolorem. Ta świątynia jest uznawana za perłę XIX wiecznej besarabskiej architektury, ponieważ region ten nazywał się kiedyś Besarabią. Druga świątynia to Cerkiew św. Mikołaja, jest skromniejsza i chyba bardziej nastraja do modlitwy, mi osobiście podobają się bardziej takie skromniejsze kościoły. Całość otoczona jest pięknym ogrodem a poza murami klasztoru także rozległym, zadbanym parkiem z jeziorkiem. Okoliczne lasy nazywane są Kodrami Orgiejowskimi i słyną z ogromnych i starych dębów. Pozwiedzaliśmy i postanowiliśmy zostać na noc na parkingu obok monastyru. Nie było tego dnia praktycznie żadnych turystów, zrobiliśmy sobie kolację i nakarmiliśmy małego kotka🐈, który się przypałętał. Koniec tej historii jest taki, że w nocy było przeraźliwie zimno, kotek koniecznie chciał spać z nami, miauczał całą noc pod autem, no i było po spaniu. Na koniec, żeby jeszcze było ciekawiej, zauważyliśmy wielki gwóźdź w oponie naszego auta🙄

Stary Orgiejów (rum. Orheiul Vechi)

Drugim, ciekawym miejscem w Parku Narodowym Orgiejów jest Stary Orgiejów, czyli pozostałości po skalnych klasztorach oraz wieś Butuceni gdzie jeszcze można podobno poczuć się jak w XIX wieku. Jeżeli chodzi o Butuceni to chyba zaczyna się tutaj dziać coś niedobrego, mianowicie zaczyna być to miejsce coraz bardziej turystyczne. My przyjechaliśmy tutaj po sezonie czyli w październiku, pogoda też nam nie sprzyjała, ponieważ padało i to nawet dość obficie. Po prostu wjechaliśmy do wioski, zostawiliśmy auto i od razu poszliśmy zwiedzać najpierw nowy kościół na wzgórzu a potem stary klasztor wykuty w skale, do którego dobudowano tylko, wystającą nad ziemią dzwonnicę. Ludzie z okolicznych wiosek uznali po prostu, że podziemny kościół jest całkiem wystarczający, dopiero później wybudowano nowy kościół. W starej, podziemnej cerkwi rezyduje do dzisiaj stary mnich, zapytałam go ile ma lat. Okazało się, że 77 a wyglądał na 100😱, sorry, może to głupie, ale byłam naprawdę zaskoczona🤭. Prosto z cerkwi-pieczary można wyjść na taką skalną półkę, oczywiście niczym nie zabezpieczoną, znajdziecie się wtedy wysoko nad rzeką Raut. Tych pieczar jest więcej, ponieważ kiedyś mieszkali w nich mnisi, którzy ukrywali się przed osmańskim najeźdźcą a wejścia do nich znajdowały się  tylko od strony rzeki. Trzeba było się po prostu wspinać po skalnej ścianie. Mnisi przepisywali tu księgi aby zachować od zniszczenia ważną część chrześcijańskiego dziedzictwa. Niedaleko cerkwi jest też małe muzeum etnograficzne  w uroczej niebieskiej chatce, gdzie można podpatrzeć jak ludzie tutaj żyli jeszcze całkiem niedawno. Pochodzilibyśmy tu pewnie jeszcze między tymi chatami ale tego dnia pogoda była fatalna już nawet nie padało tylko lało🌧️ a łazić tak w deszczu to nic przyjemnego😟.

Nasza miejscówka z dziwnym ogrodem

Chciałabym napisać Wam coś więcej o naszym miejscu zamieszkania w Mołdawii. Zakwaterowaliśmy się w winnicy pod Kiszyniowem w takiej wiosce Mereni. Niech Was nie zwiedzie bliskość stolicy, bo naprawdę mieliśmy kłopot tam trafić. Z głównej asfaltowej drogi trzeba było skręcić w pola. Jechaliśmy wiejskim offroadem mijając biegające luzem świnie, które bawiły się jak psiaki na jednym z gospodarstw🐖 aż w końcu dotarliśmy do małej winnicy Crama Diakonu. Mieszkaliśmy tam 8 dni z czego może ze dwa nie padało. Nasze mieszkanko znajdowało się nad piwniczką na wina i inne trunki. Mieliśmy okno na całą ścianę i widok na pola pełne winorośli i dziwne rzeźby w ogrodzie, które zrobił sam gospodarz z drutu i betonu. Przedstawiały ludzi, zwierzęta i baśniowe, czasami nieco niepokojące postaci. Przed drzwiami był duży taras, z którego ani razu nie skorzystaliśmy🥺.  Mogliśmy za to jeść winogrona🍇 bez limitu a było tam ze 160 ich odmian. Jednak chociaż byłam zaopatrzona w gumowce, udało mi się tylko dwa razy wejść do winnicy. Po trzech dniach było już tak grząsko, że wpadałam do pół łydki w błoto. Auto też tu prawie utopiliśmy i choć jest dosyć wysokie, błocko sięgało do samiuśkich drzwi. Szkoda, że przyjechaliśmy tutaj w październiku a nie w lipcu. Było to jednak zamierzone działanie, gdyż w pierwszy weekend października odbywa się na głównej ulicy Kiszyniowa „Festiwal wina”, narodowe święto Mołdawian, ale o tym to już Wam opowiem w następnym wpisie.

Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube, na fb i instagramie. Każda reakcja pod postami zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapomnijcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach (allegro, Booking, Obi, Lot, eSky, notino czy GetYourGuide) to bezpieczne linki afiliacyjne, możecie bezpiecznie w nie klikać i robić zakupy, wspieracie w ten sposób naszą podróżniczą działalność. Jest jeszcze coś nowego, last minute.com gdzie można wyłapać fajne oferty last minute i naprawdę sporo zaoszczędzić.  Możecie też postawić nam kawę i nie tylko, z tego linku   https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy   Jest też oczywiście patronite, bezpieczny link, gdzie mozecie zostać naszymi mecenasami i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy  Dziękujemy, że dotrwaliście do końca, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś!

6 komentarzy

  • W

    Lubię Twój sposób patrzenia na sprawy.Nieczęsto zdarza mi się wrócić do początku tekstu po przeczytaniu całości – tu wróciłem. Czuć, że ktoś tu naprawdę przemyślał, co chce powiedzieć. Są miejsca w sieci, gdzie się wraca – myślę, że właśnie tu znalazłem kolejne.

    • In-Via

      Dziękuję i polecam się na przyszłość. Nie da się ukryć, że przedstawiam tutaj subiektywnie swoje własne przeżycia i spostrzeżenia. Zapraszamy również na nasz kanał na YT [ In Via Wandrusy] i pozdrawiamy serdecznie♥️

    • Ryszard Bialek

      Witajcie. Spotkaliśmy się w Starym Orgiejowie przy wejściu do „podziemnej cerkwi”. Pozdrawiam.

      • In-Via

        Witamy i pamiętamy Pana, przy okazji dziękujemy za polecenie Muzeum Ofiar Komunizmu w Syhocie Marmaroskim i być może do zobaczenia gdzieś na szlaku😊

  • Miglanc

    Przeczytałem i utwierdza mnie to w przekonaniu, że Mołdawia to piękny, choc niedoceniony kraj. Super❤️!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *