Lofoty- co warto zobaczyć.
Nie ukrywam, że najbardziej czekałam na tę właśnie część naszej podróży. Lofoty od dawna mnie fascynowały i ciekawiły. Surowa aura, charakterystyczna roślinność i bajeczne krajobrazy. To, czego się nie spodziewaliśmy, to pogoda. Przepiękne ciepłe lato, wspaniałe plaże ze złocistym piaskiem🏖️, no bajka. Można tu także chodzić po górach🏔️, czy zwiedzać ciekawe miejscowości🏘️. Dla każdego coś się znajdzie. Miejsca, które opisuję są przez nas polecane, ale nie uważamy że będąc w jakimś miejscu przez tydzień z hakiem, można zgłębić wszystkie tajemne i najpiękniejsze zakątki. Opisuję to co zobaczyliśmy i nie jest to żaden ranking a kolejność opisywanych miejsc po prostu przypadkowa. Opisanie, chociażby w skrócie takiego miejsca jak Lofoty, to nie jest sprawa na jeden wpis na blogu, nie, nie! ☝️Zacznę od miejscowości i szlaku na Reinebringen i na tym się tutaj skupię. Kolejny wpis będzie o innych ciekawych szlakach a następny o rajskich plażach na Lofotach. Taki mam plan, chociaż nie wiem czy się jeszcze coś nie urodzi w mojej głowie🤯. Dla ułatwienia i po prostu dlatego, że tekst jest długi, dodałam w tym wpisie specjalne przyciski, które przeniosą Was w interesujący fragment tekstu. Oczywiście zachęcam do przeczytania całego wpisu, zapewniam że warto😘
Reine i Reinebringen
Reine ta mała rybacka wioska🎣, którą zamieszkuje około 300 osób, znajduje się na wyspie Moskenesøya i jest połączona mostami z innymi małymi wysepkami, bo całe Lofoty to mniejsze i większe wyspy. Pierwsze co nas uderzyło to zapach ryb🐟, był koniec lipca i po suszących się dorszach nie było już śladu. Jednak okazało się, że „duch dorsza” żyje ciągle pomiędzy drewnianymi zabudowaniami tej uroczej wioski 😉. Drewniane, przeważnie czerwone domki rybaków, czasami z trawą na dachu, to rorbu. Jednym końcem wspierają się na lądzie a drugim na palach wbitych w dno morza. Rybak wychodził z domu praktycznie prosto na łódź. W samym sercu Reine znajdziemy kilka knajpek przy głównym placu, przystanek autobusowy i fajny kościółek⛪ (niestety był akurat zamknięty). Jest tutaj jeszcze dość spory plac dla kamperów i przystań, z której odpływają promy na pobliskie wyspy. Nie udało nam się jednak dowiedzieć gdzie i w jakich godzinach, bo na miejscu nie było żadnego rozkładu ani innej tego typu informacji. Na końcu przystani znajduje się niewielka latarnia.
Szlak na Reinebringen
Z Reine wiedzie także szlak na Reinebringen, bodaj najfajniejszy i najbardziej popularny szlak na Lofotach. My byliśmy w szczycie sezonu i czekaliśmy na bezchmurną pogodę, żeby tam wejść. Trzeba mieć wygodne buty🥾, dużo wody🫗 i sprawne kolana. Przyda się też jakiś batonik dodający energii🤪. Weźcie też ze sobą jakąś kurtkę, bo na górze może być chłodno. Szlak zaczyna się nad tunelem przy drodze E10, czyli tej głównej drodze, która biegnie przez całe Lofoty. Jeżeli pojedziecie od strony Å to parking jest przed tunelem, od strony Reine też jest parking tylko trzeba wjechać do centrum a dalej pokierują Was znaki. Do początku szlaku prowadzi wydeptana ścieżka i można spotkać sporo turystów, tak więc raczej traficie. Ze względu na brak miejsca na parkingach i też ceny tych parkingów, postanowiliśmy pojechać autobusem🚌 do Reine i stamtąd ruszyć na szlak. Na Lofotach tak to już jest, że wszystko wydaje się bardzo blisko, ale trzeba by jeszcze umieć chodzić po wodzie. Z naszej miejscówki do Reine moglibyśmy dorzucić kamieniem, jednak drogą to było jakieś 4km. Niestety kurs autobusem (jakieś 4 przystanki) to koszt 59NOK (20zł) od osoby( sierpień 2024). Finalnie zapłaciliśmy 118NOK w jedną stronę, tak więc korzystanie z komunikacji publicznej nie należy tutaj do najtańszych.
Na mapie zaznaczyłam początek szlaku na Reinebringen
Na szczyt Reinebringen (448m n.p.m) prowadzi 1978 schodów, w zimie trasa jest teoretycznie zamknięta ale nawet jakby nie była, to nie polecam, słyszeliśmy że zdarzały się wypadki. Najlepiej, moim zdaniem wchodzić pod wieczór, jeżeli chcecie zrobić fajne zdjęcia, bo zachodzące słońce pięknie oświetla doliny. Schody są różnej wysokości, dlatego można się zmęczyć wchodząc pod górkę, ale spokojnym tempem, myślę że każdy w miarę sprawny człowiek da sobie radę. Gorzej z lękiem przestrzeni, odwracajcie się często do tyłu podczas wchodzenia, wtedy zdążycie się przyzwyczaić do ekspozycji. Kiedy skończą się schody, jest jeszcze małe podejście po skałkach do szczytu. Chociaż raczej nie mam z tym problemu, gdy widziałam biegające na górze dzieci i ich beztroskich rodziców, nie chciałam wychodzić wyżej. Jednak po chwili zdecydowałam, że wchodzę. Wejście po tych wyświechtanych ścieżkach na samą górę nie należy do bezpiecznych a widok z samej góry jest porównywalny do tego, w którym kończą się schody, więc jeżeli nie czujecie się pewni, nie wchodźcie tam. Być może za jakiś czas schody będą prowadzić już na sam szczyt. Widok jaki rozpościera się z Reinebringen naprawdę zapiera dech w piersiach i ani zdjęcia, ani filmy tego nie oddają, no ale spróbujemy Wam to wszystko pokazać😍
Hamnøy
Następną ciekawą, choć bardzo małą miejscowością jest Hamnøy. Leży na następnej wysepce połączona mostem. Z naszej miejscówki mieliśmy tam dosyć blisko, więc poszliśmy na słynne cynamonowe drożdżówki do Hamnøy. To, co może nas tutaj na Lofotach zaskoczyć (nas zaskoczyło) to liczba naszych rodaków, których spotykaliśmy na każdym kroku. W piekarni, a jakże, ekspedientką okazała się miła pani z Polski. Dowiedzieliśmy się, że mieszka tu już 9 lat. Polecone lofockie cynamonki bardzo nam smakowały. Hamnøy, chociaż jest wioską rybacką, żyje głównie z turystyki. Wybudowano tutaj sporą drewnianą platformę na palach, gdzie można wynająć całoroczne rorbu. Domki są powciskane blisko siebie a pod nimi tylko woda. Nie czułam się tam zbyt komfortowo. Pewnie podczas sztormu, gdy woda mocno uderza w pale podtrzymujące domki, można odczuć na własnej skórze moc oceanu. To zdecydowanie nie dla mnie. Można też tutaj wypożyczyć sprzęt wodny, kajaki itp. gdyby ktoś reflektował. Do mnie przemówiła treść reklamy na budynku wypożyczalni „Nie chcesz umierać w samotności? Weź kajak dwuosobowy!” Co tylko potwierdziło moje zdanie o spoufalaniu się z morzem😉🤪
Sakrisøy
Pomiędzy Reine a Hamnøy jest jeszcze jedna maleńka wioska Sakrisøy. Ta urocza miejscowość wyróżnia się przede wszystkim kolorem tych drewnianych rybackich domeczków. Tutaj wyjątkowo są one żółte i prezentują się naprawdę bajecznie. Z naszej miejscówki codziennie patrzyłam na te urocze budowle. Po przejściu asfaltowego mostu-drogi byliśmy już w Sakrisøy a tutaj można było coś zjeść w restauracji Anita’s Seafood a także poszperać trochę w nietypowym sklepiku. Sklepik z używanymi rzeczami znajduje się naprzeciw restauracji i można tam znaleźć naprawdę fajne rzeczy z drugiej ręki i różne pamiątki za niewielkie pieniądze. Okazuje się, że kiedyś było tu Muzeum Lalek Dagmar’s. Część eksponatów można jeszcze zobaczyć w gablotach, ale miejsce to zostało przekształcone w klimatyczny sklepik i już wiedziałam gdzie spędzę jedno deszczowe popołudnie na Lofotach😉
Å - ostatnia wiocha na Lofotach 😉
Miejscowość Å [czyt.O] to ostatnia miejscowość na Lofotach i ostatnia litera norweskiego alfabetu. Tutaj kończy się malownicza droga E10. Sama miejscowość składa się w głównej mierze z budynków muzealnych, czyli Muzeum Rybołówstwa, konkretnie Muzeum Sztokfisza, które było zamknięte. Drugie muzeum to kilka budynków a przewodnik chodzi z grupą i opowiada o życiu w takiej rybackiej wiosce. Można zobaczyć dom rybaka, czyli słynne rorbu, budynek poczty czy stary sklep. Bez biletu można natomiast wejść do starej piekarni na drożdżówki z cynamonem albo inne słodkości lub do sklepiku na kawę. My poszliśmy jednak nad samo morze do małego bistro Sild & Salmon na kanapki ze śledziem albo z łososiem (80 NOK) Wzięliśmy obie i były naprawdę pyszne. W Å poznaliśmy też historię wodnego potwora Krakena, który w mitologii nordyckiej był przedstawiany jako ogromna ośmiornica wciągająca statki w głębiny morskie. W rzeczywistości mogły to być ogromne wiry morskie, które rzeczywiście występują w Norwegii (np. słynny Malstorm) Wody wokół tych wirów obfitowały w ryby, dlatego rybacy „łowili z Krakenem” musieli tylko bardzo uważać, aby nie dać się wciągnąć w jego paszczę.
Nasza miejscówka na Lofotach
Między Sakrisøy a Hamnøy leży jeszcze jedna malutka wysepka a mianowicie Olenilsoya. Znajduje się tam tylko kilka pensjonatów, rorbu do wynajęcia i plac dla kamperów. Wspominam o niej dlatego, że mieliśmy tam swoją miejscówkę. Domek był bardzo klimatyczny, chociaż schody na górę pięły się niezwykle stromo. Takie stare domy mają to do siebie, że wszystko skrzypi i wygina się w każdą stronę, za to widok z okna naprawdę powalał.
Obok naszego pensjonatu stał jeszcze dom właścicieli praktycznie całej wysepki, jednak w sezonie przenoszą się gdzieś w bardziej odludne miejsce a swój dom wynajmują turystom. My nie widzieliśmy tego problemu, bo dla nas i tak było tam odludnie😅. No i jeszcze uroczy mini-domek, wybudowany specjalnie dla ich córeczki. Dziewczynka pobawiła się trochę i znudziła, ale domek okazał się świetny dla turystów😍Dzięki kolejnemu poznanemu rodakowi udało nam się go zobaczyć w środku. Naprawdę uroczy. Gdyby ktoś wybierał się w te rejony kamperem, na wysepce jest też parking dla kamperów z całą serią udogodnień oczywiście. Można też wynająć rorbu, co kto woli. Na wyspie jest też wzniesienie, skąd można podziwiać epickie zachody słońca.
Tradycyjnie, jeżeli wpis się Wam podobał, zapraszamy na film a już wkrótce na następną opowieść z Norwegii😉Zachęcamy do łapek, komentarzy i wszelkiej aktywności na naszym kanale i w mediach społecznościowych. Można też postawić nam kawę☕, klikając w ten link👉 https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Pamiętajcie też o nas robiąc zakupy na allegro czy ceneo. Robiąc je z naszego linku przyczyniacie się do rozwoju tego kanału, więc jesteście też jego współtwórcami za co serdecznie Wam dziękujemy♥️
Zobacz również
Lofoty-ciekawe szlaki
2025-03-15
Na Lofoty
2025-02-06


































