Rumuńska Transylwania (Siedmiogród)- niezwykła podróż w czasie
Na początku należą się Wam wyjaśnienia, nie zwiedziliśmy wszystkich miast Siedmiogrodu, często też poświęciliśmy zbyt mało czasu, żeby dokładnie je zwiedzić, ale chcielibyśmy jakoś w jednym miejscu opisać te, do których przyjechaliśmy. Nasze zwiedzanie Transylwanii odbywało się niejako „na raty”, mieliśmy plan, ale niezbyt dokładny. Nie jesteśmy historykami, ale lubimy historyczne ciekawostki. No i pogoda pokrzyżowała nam plany, ponieważ nie zwiedziliśmy Braszowa właśnie z powodu fatalnej pogody😟. Co udało się nam zobaczyć? Na mnie największe wrażenie zrobiła Sighisoara, odwiedziliśmy też Sybin, Kluż-Napokę, Hunedoarę a dokładniej słynny Zamek Korwinów, Twierdzę w Devie no i Twierdzę Alba Carolina w Alba Iulia, ale o tym pisałam już we wcześniejszym wpisie ( tutaj👉https://wandrusy.pl/rumunia-przelom-dunaju-transalpina-i-alba-carolina/ ) Miałam dylemat, z której strony ugryźć tą Rumunię, ponieważ podróżowaliśmy nieco chaotycznie, pomyślałam, że będzie lepiej jak opiszę to regionami.
Transylwania czy Siedmiogród?
Otóż obie nazwy są prawidłowe i odnoszą się do tego samego regionu Rumunii. Musicie wiedzieć, że jest to teren usytuowany w centralnej części Rumunii. Nazwa Transylwania oznacza „za lasami” a Siedmiogród to siedem grodów, czyli najważniejszych miast. Pomijając zawiłości historyczne i fakt, ze ziemie te przechodziły w ręce Węgrów, Turków czy wreszcie Rumunów, ogromne znaczenie miała tutaj kolonizacja Sasów, czyli mieszkańców Niemiec. Właśnie za panowania węgierskiego w XII wieku osiedlili się tutaj sascy koloniści i zostało tu jeszcze wiele śladów z tamtego okresu. A najlepiej zachowanym średniowiecznym miastem w Europie środkowo-wschodniej jest Sighisoara, która na mnie zrobiła największe wrażenie i to właśnie od niej zacznę😊
Sighisoara- średniowieczna perełka
Z czym się Wam kojarzy Transylwania, no z czym? Czy się to komuś podoba czy nie, najbardziej kojarzy się z Drakulą. I powiem Wam, że Drakula tutaj sprzedaje się dobrze, chociaż jego historia bywa mocno naciągana. Ale od początku. Miasto Sighisoara przed przybyciem saskich osadników, widniało w księgach pod łacińską nazwą Castrum Sex, Niemcy nazywali je Schässburg a Węgrzy- Segesvár od XV wieku miało już dzisiejszą nazwę. Osiedlali się tutaj głównie rzemieślnicy i w XV, XVI wieku istniało tu aż 20 rzemieślniczych cechów. Nie dziwi przez to fakt, że obrona miasta należała właśnie do nich. Każdy z cechów miał swoją basztę, wieżę na murach obronnych miasta, którą sfinansował a później też utrzymywał. Była więc wieża krawców, szewców, powroźników, grabarzy, kowali, rzeźników, kuśnierzy, blacharzy itd. Do dzisiaj zachowało się dziewięć z nich, ale najbardziej spektakularna jest oczywiście Wieża Zegarowa, która pełniła też rolę składu amunicji. Dzisiaj, zamiast składu amunicji, jest muzeum i to właśnie od tego miejsca zaczęliśmy zwiedzanie Sighisoary.
Starówka w Sighisoarze, jak już pisałam wcześniej, jest najlepiej zachowanym średniowiecznym miastem w całej Europie Środkowo-Wschodniej, oczywiście jest też wpisana na listę UNESCO, gdy podniosłam głowę i zobaczyłam samą wieżę, byłam już zachwycona a dalej było tylko lepiej. Stare miasto znajduje się na wzgórzu a auto zostawiliśmy na parkingu, praktycznie pod samym wejściem. Nie zapomnijcie uiścić opłaty, bo miły pan w pomarańczowym wdzianku, ochoczo wlepiał mandaty wszystkim, którzy nie mieli odpowiedniej karteczki za szybą. My wykupiliśmy bilet całodniowy, który kosztował 18 lei (około 15 zł ). Udaliśmy się też od razu do Biura Informacji Turystycznej, gdzie dostałam mapę z pozaznaczanymi atrakcjami i poszliśmy do Wieży Zegarowej🏫. Wstęp do wieży to 20 lei od osoby (16 zł). W środku ciekawe eksponaty dotyczące historii miasta, można też zobaczyć mechanizm zegarowy, który działa nieprzerwanie od 1648 roku. Zegar🕑 wyposażony jest w cały zestaw drewnianych lalek, postaci symbolizujących dni tygodnia i odpowiadającym im pogańskich bogów ( Marsa, Jowisza, Wenus itd) i wiele innych. Można wejść na samą górę wieży i po drodze podpatrzeć te dziwne figurki, które z bliska wydają się nieco koszmarne. Za to na wieży widoczki bajeczne i to na każdą stronę, stąd dopiero zobaczyliśmy ile jeszcze jest do zwiedzania i prędko zeszliśmy na dół do miasta.
W tym miejscu powinnam właśnie wrócić do tego nieszczęsnego Drakuli, ponieważ wychodząc z wieży i patrząc w lewą stronę, zobaczycie dom, w którym w 1431 roku urodził się Vlad Tepes czyli Vlad Palownik, słynny wołoski okrutnik. Jego postać stała się inspiracją dla brytyjskiego powieściopisarza Brama Stokera i tak powstał Hrabia Drakula. Sam Vlad Tepes mieszkał w tym domu pierwsze cztery lata swego dzieciństwa, więc nie mógł się tutaj zbytnio wykazać, ale to nie przeszkodziło zaradnym biznesmenom stworzyć tutaj śmieszno-strasznej scenerii na potrzeby gawiedzi. Oczywiście skorzystaliśmy z tej jarmarcznej atrakcji, bo nie mamy kija tam gdzie Vlad na pal nabijał😉, no i nieźle się przy tym uśmialiśmy, bo wystraszyłam😱 się już na schodach takiego dużego pająka, który spadł na mnie z sufitu🕷️🤣. Było bardzo fajnie, polecam, swoją drogą taka leżąca fucha to też fajna sprawa i praca prawie tak przyjemna jak testera materaców👌. Wstęp do domu Drakuli to 15 lei od osoby.
Przechadzając się uliczkami miasta dotarliśmy do zadaszonych schodów prowadzących do szkoły i najstarszego zabytku Sighisoary czyli Kościoła na Wzgórzu z XIV wieku. Szkolne Schody to bardzo ciekawa budowla, widać że mieszkańcom zależało na tym, żeby uczniowie mieli wygodny dostęp do szkoły, nie tylko wybudowali schody ale również je zadaszyli i już żadna pogoda nie była uczniom straszna. Na wzgórzu oprócz kościoła i szkoły jest też cmentarz, który mnie bardzo zainteresował. Cmentarze to ogólnie bardzo ciekawy temat i można się wiele dowiedzieć o mieszkańcach miasta przechadzając się pomiędzy nagrobkami.
W centrum tego uroczego miasteczka można też przysiąść na kawę lub coś zjeść, my wybraliśmy na odpoczynek słynny Dom pod Jeleniem, najlepiej zachowanym budynku w Sighisoarze, którego przebudowę skończono w XVII wieku a powstał w miejsce drewnianego budynku z XIII wieku. Dom był zamieszkiwany przez wysokich rangą urzędników lub duchownych. Dzisiaj mieści się tu hotel i restauracja.
Na koniec nieśpiesznie spacerowaliśmy tymi bajecznymi uliczkami, gdzie na każdym kroku odkrywaliśmy coś nowego, kolorowe domy ustawione obok siebie niezdarnie jakby dziecko budowało z klocków, maleńkie ogródki z pięknymi pnączami, klimatyczne zaułki a w nich maleńkie kawiarenki, aż zapadł zmrok i Sighisoara ubrała się w światło, by jeszcze bardziej nas zaczarować. Jest to jedno z tych miejsc, które po stokroć polecamy odwiedzić i najlepiej znaleźć na to duuużo czasu.
Kluż-Napoka czyli kawał historii
Kluż- Napoka to historycznie najważniejsze miasto i stolica Siedmiogrodu. W II wieku po podbiciu Dacji przez Rzymian, cesarz Trajan założył tutaj obóz legionu o nazwie Napoca. Jak bardzo pogmatwane były losy miasta i ile razy przechodziło z rąk do rąk, może świadczyć mnogość jego nazw. Za namową króla węgierskiego osiedlili się tutaj Niemcy, którzy nazywali je Klausenburg, łacińska nazwa to Castrum clus a węgierska Koloszwar. Po I wojnie światowej miasto znalazło się w granicach Rumunii i pod nazwą Kluż widniało aż do 1974 roku, kiedy to komuniści dodali drugi człon nazwy w nawiązaniu do jego rzymskich korzeni i tak już zostało. My zaczęliśmy nasz spacer po Klużu od parkingu przy hali sportowej, zostawiliśmy tam auto i ruszyliśmy w stronę centrum. Parking był bezpłatny tzn. bez bramek i parkomatów. Nikt też nie pobierał tam opłat.
Po zaparkowaniu ruszyliśmy w stronę stadionu a stamtąd w kierunku centrum przez Park Centralny, który jest jednym z wielu miejsc, gdzie można odpocząć wśród zieleni.
W końcu dotarliśmy do centrum a tam wstąpiliśmy do Katedry św. Michała drugiego, co do wielkości gotyckiego kościoła w Rumunii. Jest to świątynia rzymsko-katolicka wybudowana w XV wieku. Weszliśmy też na jej wieżę, żeby zobaczyć miasto z góry. Z drugiej strony kościoła znajduje się obszerny plac z pomnikiem Macieja Korwina, w niedalekiej odległości jest też dom, w którym urodził się przyszły król węgierski Maciej Korwin syn Jana Hunyadyego. Król Maciej od początku nie miał łatwego życia, był najpierw więziony w Pradze, gdy wstępował na tron miał zaledwie 15 lat, ale dzięki wpływom (głównie papieża) zdołał się na tym tronie utrzymać i nawet nieźle sobie radził. Był człowiekiem wykształconym, znał wiele języków i starał się wprowadzać różne reformy w państwie. Przez pewien czas był władcą Śląska w tym także ziemi wodzisławskiej, miejsca w którym się urodziłam. No proszę, jaki ten świat mały.
Będąc w Kluż-Napoka warto też wstąpić do Soboru Zaśnięcia Matki Bożej. Jest to całkiem nowa prawosławna świątynia, wybudowana w latach 1923-1933. Ciekawa jest jej architektura, gdyż została zbudowana na wzór bizantyjski a konkretnie jej kopuła przypomina nieco słynną Hagia Sophia czyli Świątynię Mądrości Bożej w Konstantynopolu. Niestety trafiliśmy akurat na remont i rusztowania skutecznie zaburzały estetykę tego pięknego wnętrza. Przed soborem można zakupić sobie pamiątki a także się posilić, ponieważ widzieliśmy tam smakowicie wyglądające swojskie jadło. Miasto Kluż-Napoka kryje jeszcze wiele ciekawych zabytków, my jednak poprzestaliśmy na tych trzech i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Sybin- miasto ze słynnymi oknami
Te charakterystyczne okna dachowe to tzw. „wole oko”, człowiek się czuje inwigilowany, bo domy gapią się tym swoim znużonym spojrzeniem. Nietypowe okna stały się niejako wizytówką Sybina czyli rumuńskiego Sibiu. Miasto, podobnie jak inne miasta Siedmiogrodu, zostało założone przez niemieckich osadników, czyli Sasów w 1190 roku. Głównymi atrakcjami starego miasta są tutaj dwa rynki, mały i duży, które otoczone pięknymi budynkami nadają temu miejscu specyficzny klimat. Zwiedzanie zaczęliśmy od Wielkiego Rynku (Piața Mare), jest to miejsce gdzie organizowane są różnego rodzaju imprezy. Ze znamienitszych zabytków należy tutaj wymienić Muzeum Brukenthala. Pierwsze muzeum w tej części Europy powstałe z inicjatywy Samuela Brukenthala, habsburskiego gubernatora Siedmiogrodu i składające się z jego kolekcji. Muzeum zostało oficjalnie otwarte w 1817 roku. Niestety byliśmy tam akurat w poniedziałek i muzeum było zamknięte. Dodam jeszcze, że we wtorek też jest zamknięte i trzeba to mieć na uwadze, jeżeli wybieracie się do Sybina. Obok muzeum w pięknie odnowionym budynku Ratusza, znajdziecie Biuro Informacji Turystycznej, gdzie miła obsługa zaopatrzy Was w mapy i porady odnośnie zwiedzania miasta. My wstąpiliśmy jeszcze do Kościoła Świętej Trójcy i przeszliśmy przez rynek pod Wieżą Ratuszową na Mały Rynek (Piața Mică).
Na Małym Rynku można się zaopatrzyć w pamiątki albo wypić kawę w klimatycznej kawiarence. Można też przejść się metalową kładką dla pieszych, która zyskała szumne miano Mostu Kłamców, podobno przechodząc przez most trzeba uważać, żeby się nam jakieś kłamstewko nie wymknęło, bo most może się zawalić. Dziwna legenda, ale raczej nieprawdziwa, skoro sam Nicolae Ceaușescu przemawiał z tego mostu. Prawdopodobnie nazwa pochodzi od panien, które czekały na tym moście na żołnierzy, gdy tamci nie przybyli i okazało się, że zostały oszukane, dostał nazwę Mostu Kłamców. Prawda jest jednak taka, że to pierwsza taka żeliwna kładka w Rumunii i powstała w 1860 roku.
Sybin okazał się uroczym miastem, chodziliśmy jeszcze tutaj uliczkami i schodami, ale mieliśmy tutaj problem z zaparkowaniem auta. Na parkingu, który znaleźliśmy ( nie zostawiam namiarów na niego, raczej poszukajcie innego) można było zostawić auto tylko na trzy godziny i specjalnie musieliśmy się wracać, żeby opłacić parking na kolejne godziny. Mało tego, parkomat przyjmował tylko jakieś drobne nominały i nie wydawał reszty.
Hunedoara z pięknym zamkiem Korwina
Do Hunedoary przyjechaliśmy właśnie z powodu tego zamku, jest z nim związanych wiele legend i podań. To tutaj znajduje się kolebka węgierskiej monarchii, no nie, nie pomyliłam się, węgierskiej. Już wyjaśniam o co chodzi. Zamek początkowo, czyli w XIV wieku należał do Andegawenów, tak się historia potoczyła, że w końcu jego właścicielem został Zygmunt Luksemburski, postać nieco kontrowersyjna. Przekazał on budowlę w dowód uznania, swojemu wiernemu słudze, szlachcicowi Vojkowi. Tenże Vojko wziął sobie żonę Elżbietę z polecenia króla Zygmunta i krążyły takie plotki jakoby najstarszy syn Vojka, Jan Hunyady, był w rzeczywistości synem samego króla. Nie jest to oczywiście prawda historyczna, ale legenda, mimo to jednak bardzo ciekawa i pozwolę ją sobie tutaj przytoczyć. Otóż król, aby w przyszłości mógł rozpoznać syna, podarował mu złoty pierścień. Któregoś dnia, podczas posiłku, gdy pierścień przeszkadzał chłopcu i został odłożony na bok, upatrzył go sobie kruk, pochwycił i odleciał z cennym łupem. Na szczęście pierścień udało się odzyskać a król dowiedziawszy się o całym zajściu nadał Hunyadyemu herb z krukiem, który po łacinie nazywa się Corvus i stąd przydomek Korwin, którym już posługiwali się synowie Jana- Władysław i Maciej, późniejszy król Węgier. A wracając do zamku, był on wielokrotnie przebudowywany i często zmieniał właścicieli. Ród Korwinów nie miał szczęścia do potomków, ponieważ król Maciej miał tylko jednego i to nieślubnego syna i to właśnie Jan Korwin był ostatnim z rodu właścicielem zamku. Później zamek był w rękach kolejnych zarządców Siedmiogrodu, wielu z nich dobudowywało poszczególne elementy np. okrągłe wieże czy nawet całe skrzydła. Koniec końców zamek wygląda wspaniale i wszystko tu do siebie pasuje.
Bilety wstępu kosztowały 55 lei za dorosłego ( około 44zł) dodatkowo zapłaciliśmy jeszcze 15 lei za aparat, czyli możliwość robienia zdjęć. Po wejściu od razu możecie zwiedzić piwnicę tortur z jakimś jęczącym nieszczęśnikiem i udać się na dziedziniec a stamtąd już kolejno odwiedzać wszystkie otwarte komnaty. Na dziedzińcu jest jeszcze studnia, trochę schowana więc nie zapomnijcie jej znaleźć. A z tą studnią związana jest następna legenda. A mianowicie król Jan Hunyady kazał kopać studnię trzem jeńcom, obiecał im, że jeżeli znajdą wodę, odzyskają wolność. Kopali 15 lat i na głębokości 28 metrów istotnie znaleźli wodę. Jednak w międzyczasie król zdążył umrzeć a jego żona nie dotrzymała obietnicy. Jeńcy wykuli więc w studni napis „Macie wodę, ale nie macie serca”. W rzeczywistości znaleziono kamień z napisem, jednak głosił on iż „Tu kopał Hassan, więzień giaurów w fortecy obok kościoła”. Obecnie napis ten, datowany na XV wiek znajduje się na jednym z filarów w kaplicy zamkowej. Ogólnie zamek bardzo nam się podobał, jest tutaj wiele ciekawych eksponatów, tajemniczych przejść, galerii, łączników i wież, kilka razy zgubiłam nawet męża w tych wnętrzach, ale na końcu się odnalazł. Nie mamy żadnych informacji na temat parkingu, ponieważ auto zostawiliśmy pod naszą miejscówką a do zamku poszliśmy pieszo. Widzieliśmy jednak płatny parking przy takim dużym kominie około 200m od zamku. Oprócz zamku w Hunedoarze zobaczyliśmy tylko Katedrę Świętych Konstantyna i Heleny, pokręciliśmy się tylko przed placem katedry i poszliśmy z powrotem na miejscówkę. Hunedoara wydała nam się nieco sennym miastem, ale być może to tylko nasze odczucia.
Deva- twierdza na szczycie wygasłego wulkanu
Spacer do Twierdzy Deva to był po prostu przystanek w drodze, nie jechalibyśmy tutaj specjalnie, żeby zobaczyć ruiny tej dackiej fortecy. Nie mniej jednak, jeżeli będziecie gdzieś w pobliżu, warto zrobić tutaj przerwę i rozprostować kości. Samochód zostawiliśmy na parkingu niedaleko restauracji Perla, zaznaczyłam go na mapie. Jeżeli chcielibyście, tak jak my, wejść pieszo na wzgórze, jest to fajne, zacienione miejsce na zostawienie auta.
Jest też możliwość wjazdu na szczyt kolejką, wtedy możecie zostawić samochód na dużym parkingu pod kolejką, ale tam niestety jest patelnia. Za parkingiem obok restauracji od razu jest wejście na szlak i prowadzi w kierunku kolejki, obok której w pewnym momencie przechodzimy. Tak myślimy, że pomyliliśmy te ścieżki w lesie i w pewnym momencie znaleźliśmy się na skraju kempingu, gdzie z kolei też można zostawić auto, ale koniec końców dotarliśmy do twierdzy.
Twierdza w Devie była zwana Bramą Siedmiogrodu a jej strategiczne położenie było bardzo ważne dla całego regionu. Należała po kolei do wszystkich tutejszych władców, była zdobywana, niszczona i odbudowywana. Być może było tu słychać język polski gdyż należała też do Jana Zapolyi, którego żoną była Izabela Jagiellonka. Po jego śmierci, Izabela bywała tutaj często i wtedy właśnie czyli w połowie XVI wieku powstał drugi obwód murów obronnych. Historia zamku kończy się 13 sierpnia 1896 roku, kiedy dochodzi tu do eksplozji ładunków wybuchowych w magazynie amunicji. Z zamku zostały tylko ruiny, które możemy dzisiaj oglądać. Wiadomo, że o ruiny także trzeba dbać, Twierdza Deva wydaje się być tego dobrym przykładem, drewniane kładki i schody pozwalają na wygodną eksplorację terenu a widok z tego niewielkiego wygasłego wulkanu ( około 250m n.p.m.) na wijącą się w dole rzekę Maruszę i okoliczne tereny, może nam uzmysłowić jak ważne były na tych nizinach, choćby niewielkie, naturalne wzniesienia. Szlak na szczyt nie nastręczył nam żadnych trudności warto jedynie pamiętać, że w lesie występuje chroniony gatunek żmii nosorogiej. Ta żmija jest najbardziej jadowitym gatunkiem w Europie i w razie ukąszenia należy szybko podać surowicę gdyż niewątpliwie możemy zobaczyć światło w tunelu. Na pociechę dodam, że żmija nie czyha na Was, żądna krwi, unika człowieka a atakuje jedynie w ostateczności, więc ubierzcie całe buty, najlepiej za kostkę i nie wkładajcie łapek gdzieś między szczeliny. Powodzenia♥️
Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube i fb oraz instagramie. Lajkujcie i komentujcie, ponieważ to zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapominajcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach ( allegro, Booking, obi, axa, Lot, eSky, notino czy GetYourGuide) to linki afiliacyjne, wchodząc na nie i robiąc z nich zakupy wspieracie naszą podróżniczą działalność, nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Te kolorowe okienka z reklamami są pod tekstem i sekcją komentarzy, tak więc scrollujcie tak jak lubicie, do samego końca😉. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️
Zobacz również
Kazachstan- co zobaczyć oprócz miast.
2026-01-02
Astana, stolica pośrodku niczego
2025-11-04








































































































4 komentarze
Mariolka
Beatka, jak zawsze piękny wpis 👍pozdrawiam 😊
In-Via
Dziękuję Mariolko♥️
Miglanc
Piękny obszerny wpis, jest wszystko co powinno byc, kompendium wiedzy na temat odwiedzanych miejsc. Dziekuję❤️
In-Via
Dziękuję i pozdrawiam serdecznie♥️