Norweskie klimaty-chatka na odludziu.
Hytta pod złowieszczą skałą 😉
Kiedy po problemach z naszym akumulatorem (chłodziliśmy namiętnie jedzenie w lodówce aż akumulator padł) dotarliśmy do naszej pierwszej miejscówki, uroczej chatki na odludziu między Folkestad a Dalsbygd, na niebie świeciło słoneczko a temperatura była bardzo przyjemna. Miła właścicielka domku czekała na nas przed domem, jednak nie miała dobrych wieści. -Tu cały czas pada- powiedziała na wstępie. – Zapalcie sobie wszystkie światła w domu, świeczki i lampki. Używajcie wszystkiego co znajdziecie w domu i garażu.- Zapytałam o ciepłą wodę, poinformowała mnie, że jest terma, ale jak wszystko wypuścimy to ciepłej wody nie będzie, to nie jest SPA. Ot, taka norweska życzliwość😉 (Przez cały tydzień woda była gorąca). Po wejściu do domu naszym oczom ukazało się bajkowe miejsce😍. Wróciłam do krainy mojego dzieciństwa, do opowieści czytanych przed snem. Zresztą zobaczcie sami.
Pierwszym miejscem, które postanowiliśmy zwiedzić w tym pięknym rejonie był punkt widokowy Galten. Położony między fiordami na wysokości 570m.n.p.m daje nam świetne widoki na okolicę. Jeżeli tylko pogoda pozwala możemy stąd zobaczyć Voldę i prom, który kursuje pomiędzy Folkestad a Voldą właśnie. Jak się tu dostać? Z miejscowości Folkestad należy odnaleźć sklep Coop, za którym skręcamy i kierujemy się w górę, wąską ale asfaltową drogą. Po czym docieramy do maleńkiego parkingu, dosłownie na 4 auta. Tam zostawiliśmy swoje i dalej poszliśmy już piechotą. Można wyjechać wyżej, gdzie znajdziemy jeszcze dwa parkingi, ale tam droga jest już płatna.
Prywatne drogi i mokre nogi 😉
Ogólnie z tymi płatnymi drogami i prywatnymi dróżkami w Norwegii to nie jest tak, że stoi sobie jakiś cieć albo automat gdzie możemy zapłacić, tylko trzeba ściągać jakieś aplikacje albo wchodzić na stronę i tam płacić w ciągu 48 godzin. Podać trzeba też informacje delikatnie mówiąc, newralgiczne, takie jak na przykład numer karty płatniczej. My zawsze wolimy tego unikać. Zabraliśmy więc nasze plecaki z wałówą i udaliśmy się szutrową drogą , która za jakiś czas skręcała w prawo do lasu. Tabliczki z oznakowaniem są na tym szlaku dobrze widoczne. Po wejściu do lasu ścieżka zrobiła się bardziej wąska, ale jeszcze w miarę sucha. Natomiast gdy wyszliśmy z lasu na łąki znaleźliśmy się na bardzo podmokłym terenie. Postanowiliśmy założyć na buty nieprzemakalne nakładki, które okazały się być bardzo pomocne. Trzeba było jednak bardziej uważać na gliniastych podejściach, bo guma była bardzo śliska.
Pogoda tego dnia nie była najlepsza, ale i tak widoczki które się przed nami rozpościerały były warte tego babrania się w błocie. Ogólnie Norwegia to nie jest kraj dla ludzi, którzy mają lęk wysokości😉A wiszących skał jest tu naprawdę dużo. Nie jest to też miejsce dla tych co boją się wody, ale dałam radę😱W drodze powrotnej moje nakładki na buty szlag trafił. Byliśmy przemoczeni do suchej nitki ale jeszcze się nam chciało zbierać jagody w lesie😄
Volda jest najbardziej znaczącym miasteczkiem w tej okolicy, posiada nawet uniwersytet. Zamieszkuje tam przeszło 8 tysięcy mieszkańców. Z Folkestad do Voldy kursuje prom, który zabiera pieszych pasażerów za darmo. Za auto trzeba zapłacić 63 NOK. Jeżeli planujemy jakieś większe zakupy też najlepiej pojechać do Voldy. My byliśmy w miasteczku dwa razy, raz na krótki rekonesans i w sklepie, drugi raz chcieliśmy zwiedzić muzeum garbarstwa, ale niestety było zamknięte i to już zapewne od długiego czasu a okolica wokół zaniedbanego budynku była wielce szemrana. Poszliśmy więc do Muzeum Wsi Skandynawskiej, które składało się z kilku zabudowań z trawą na dachu. Można było pooglądać ten skansen ale niestety tylko z zewnątrz. Wszystkie budynki były pozamykane. Podejrzewam, że odbywają się tu różne warsztaty, ale pewnie dla zorganizowanych grup lub coś w tym rodzaju, ponieważ miejsc do siedzenia było naprawdę sporo. My pooglądaliśmy, zrobiliśmy trochę fotek i tyle. Trzeba było się zwijać na prom.
Idziemy na ryby czyli okolica naszej chatki
Okolica naszej samotni to las, który wchodził prawie na werandę i mega stroma góra nad nami. Poniżej drogi rozciągał się leniwy fiord. Góra za fiordem skutecznie zasłaniała nam słońce a mgły unoszące się nad wodami sprawiały, że klimat tego odludnego miejsca całkowicie nami zawładnął. Za pozwoleniem naszej gospodyni, skorzystaliśmy już z grilla, którego znaleźliśmy w garażu, nadszedł więc czas na rowery. Założyliśmy kaski i popedałowaliśmy trochę po okolicy.
Jednak największym hitem okazała się wędka. Nigdy nie łowiliśmy ryb, ale postanowiliśmy spróbować. Całą drogę zastanawialiśmy się kto zabije tą biedną rybę, ale na szczęście Radek nic nie złowił😄. Problem rozwiązał się sam.
Eksplorowaliśmy też otoczenie fiordu i bardzo dziwiła nas gruba warstwa mchu na kamieniach. Jeszcze nigdy takiej nie widziałam. Każdy kamień i konar porastała gruba na 5 cm powłoka mchu. Widać jaka wilgoć jest tutaj wszędzie, ziemia porusza się pod nogami jakby oddychała a na kałużach zauważyliśmy kolorowe plamy w miejscach gdzie nikt nie jeździ (ropa?)🤔Aura tego miejsca była naprawdę niezwykła.
Jeżeli podobał się Wam wpis i chcielibyście zobaczyć więcej to zapraszamy na film na naszym kanale na YouTube. Zachęcam też do wszelkiej aktywności na naszych social mediach w postaci łapek i komentarzy. Możecie też nas wesprzeć robiąc zakupy z naszych linków afiliacyjnych. Za wszelką aktywność serdecznie dziękujemy❤️❤️❤️ Możecie też postawić nam symboliczną kawkę☕będziemy wdzięczni😘Tutaj jest link, gdzie możecie wesprzeć naszą twórczość👉https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy
Zobacz również
Czy każdy może wejść na Rysy?
2023-10-27
Ałmaty
2025-11-19








































4 komentarze
Łucja
Ciekawy wpis i piękne zdjęcia, czekam na więcej!
In-Via
Dziękujemy bardzo, bądź na bieżąco, będzie więcej 😉
Miglanc
Piękne miejsca i świetny wpis, dziekuję 😊
In-Via
Dziękujemy za miłe słowa i już wkrótce następna norweska opowieść, zapraszamy 🙂