Kirgistan, wokół jeziora Issyk-kul.
Biszkek-pierwsze wrażenie
Kiedy dotarliśmy do Ałmaty wiedziałam jedno, musimy gdzieś zostawić te nasze toboły, ponieważ nie wyobrażałam sobie podróżowania, w dużej mierze autostopem, z tyloma bebechami. Jadąc miejskim autobusem wpadliśmy na to samo, siedząc zupełnie osobno🤯i po wyjściu na ulicę, razem zaczęliśmy o tym mówić, ale gdzie zostawić część tych naszych rzeczy? Na szczęście trafiliśmy na gospodynię w hostelu Loco, która bez problemu i co ważne, bez żadnej opłaty, pozwoliła nam zostawić zbędny bagaż w składziku na 10 dni. Słuchajcie, to nie jest tutaj oczywista sprawa, w poprzednim hostelu (Abay) chcieli od nas kasę za zostawienie bagażu na dosłownie parę godzin☹️. Na szczęście znowu nam się udało. Bilet z Ałmaty do Biszkeku kupiliśmy na dworcu „Sairan Avtovokzal” za 3500 tenge od osoby (około 25 zł. czerwiec 2025) . Spakowaliśmy się do dwóch 80 litrowych plecaków ( i tak za wielkich) i ruszyliśmy do Kirgistanu.
Trasa przebiegła bez problemu, na granicy też wszystko poszło gładko, musieliśmy tylko wysiąść z autobusu i przejść granicę na piechotę. Po drugiej stronie od razu rozpoczęła się akcja z kartami SIM, czyli można zaraz za granicą zakupić, my jednak wstrzymaliśmy się z tym. Po dotarciu do Biszkeku praktycznie od razu znaleźliśmy się na dworcu autobusowym. Dworzec był w remoncie i wszystko tu było w remoncie, autobusy zatrzymywały się na poboczu, na nic nie było tu miejsca. W centralnym miejscu dworca na małym placyku stały marszrutki a kierowcy przekrzykiwali się i nawoływali pasażerów. W ogóle to wynajęliśmy sobie hostel, który miał być blisko dworca, jednak na mapach google nasz hostel był w innej części miasta i jak się później okazało, tamten dworzec był już dawno nieczynny. Poszliśmy więc do okienka zapytać, który autobus jedzie w tamten rejon. Panie w okienku były tak znudzone swoją pracą, że nie miały ochoty nawet z nami gadać. Mówiły tylko, że mamy wziąć taksówkę. Wkurzyłam się i powiedziałam ostro. Jesteśmy w stolicy tak? Nie macie żadnego autobusu do innej części miasta? Proszę nam powiedzieć do którego autobusu mamy wsiąść!😡 No i wtedy z łaską odrzekła, że trzynastka jedzie na stary dworzec. Hallelujah! 🙏 Co za babsztyl! Wyszliśmy stamtąd i przypadkowo spotkany chłopak zaprowadził nas do miejsca skąd odjeżdżał autobus nr.13. Jechaliśmy godzinę. Miasto było mega zakorkowane i po prostu brzydkie. Może, powtarzam, może jest jakaś ładna część miasta, ale my jej nie widzieliśmy. W galerii obok hostelu kupiliśmy kartę SIM za 550 somów (około 23zł) i postanowiliśmy zobaczyć tutaj coś innego, wyjechać z tego zakorkowanego Biszkeku.
Nebesnyy most albo Sky Bridge
W Biszkeku mieliśmy dwa noclegi, więc w sumie zwiedzanie miasta postanowiliśmy sobie odpuścić, zwłaszcza że wszędzie były straszne korki i naprawdę nie uśmiechało nam się w tych korkach poruszać. Woleliśmy więc pojechać gdzieś za miasto pooglądać coś innego i padło na pewien wiszący most w niedalekiej odległości od Biszkeku. Wsiedliśmy do autobusu, który zawiózł nas na peryferia miasta, stamtąd musieliśmy się dostać jakoś w góry i nie obyło się bez wezwania taxi (kosztowało nas to 430 somów czyli około 18zł). Próbowaliśmy oczywiście złapać stopa, ale niestety nie udało się. Taksówkarz zawiózł nas na początek szlaku i dalej już trzeba było dreptać. Jednak po jakimś czasie zatrzymał się nam samochód i dwóch chłopaków podwiozło nas aż pod sam most, tzn. na parking a stamtąd trzeba było się jeszcze kawałek wyspinać. Pogoda tego dnia była trochę w kratkę i chociaż było ciepło, co jakiś czas kropiło. Przy samym moście ludzi nie za dużo, chwilę czekaliśmy, w tym czasie zakupiliśmy bilety (500 somów od osoby) i opłaciliśmy też sobie filmowanie dronem (500 somów). Przyznam szczerze, że nie mam lęku wysokości i wysokość to jedna z niewielu rzeczy, której się nie boję😅, kiedy jednak zrobiliśmy parę kroków na moście, zaczął się okropnie bujać od naszych sprężystych kroków. Nie było to jednak jakieś straszne przeżycie, chociaż starałam się nie myśleć, co by było gdyby…💩. Po drugiej stronie zbudowano schodki i wchodziło się wyżej na polankę z ławeczkami i sercem♥️, no i z pięknym widokiem na okolicę. Trochę posiedzieliśmy, Radek jeszcze połaził po okolicznych wzniesieniach gdzie ponagrywał dronem i wróciliśmy mostem na drugą stronę. Byłam ciekawa skąd pomysł na taką atrakcję i zapytałam gościa, który sprzedawał bilety jak długo to tu już stoi a raczej wisi?🤪😅 Odparł, że niedługo i dodał, że zbudował go sam ze swoim ojcem😮🫣. W tym momencie doszło do mnie, że mogłam zapytać o to zanim weszłam na most, ale czy wtedy bym po nim przeszła? Wątpię. Nie wiem czy mają tu w Kirgistanie jakiś nadzór budowlany i chociaż liny wyglądały solidnie, nie mogę już nikomu polecać chodzenia po tym moście🤣. Na koniec zeszliśmy jeszcze do wodospadu, po drabinach wątpliwej jakości i chociaż tutaj nie było już tak ekstremalnie, pewne sprawy zaczęły się układać w mojej głowie i zbudowałam taką tezę, że wszystko zależy od doświadczenia i kolejności zdarzeń, bo jeśli najpierw zeszlibyśmy po tych dziurawych drabinach do wodospadu, potem zapytałabym czy ten tu oto most nie jest przypadkiem dziełem jakichś domorosłych inżynierów🧐, no to już wiem że nie byłoby tej opowieści o moim przechodzeniu przez Nebesnyy Most🙈. W końcu udaliśmy się w drogę powrotną i na całe szczęście udało się nam złapać stopa czyli tzw. „paputki”, sympatyczne małżeństwo zawiozło nas aż na przystanek autobusowy, a co się przy tym nagadaliśmy😄, bardzo fajni ludzie. Byli to tak naprawdę pierwsi Kirgizi, z którymi mieliśmy taki dłuższy, bezpośredni kontakt. Wróciliśmy zadowoleni z dzisiejszej wycieczki i szykowaliśmy się do dalszej drogi w kierunku Karakolu, wokół pięknego jeziora Issyk-kul.
Jezioro Issyk-kul i Kanion Skazka
Skazka po rosyjsku znaczy tyle co bajka i w takiej bajkowej scenerii zaplanowaliśmy nasz kolejny przystanek w drodze. Z Biszkeku ruszyliśmy marszrutką do Karakolu (550 somów od osoby +100 za dwa plecaki), trzeba jednak zaznaczyć, jeżeli chcecie ruszyć taką trasą, że wybieracie się do Kanionu Skazka, ponieważ marszrutki kursują zarówno południową jak i północną stroną jeziora. 👇
Na mapie zaznaczyłam Kanion Skazka, który znajduje się tak jakby w połowie południowej strony jeziora Issyk-kul i tam też wysiedliśmy. Mieliśmy w tym miejscu zamówiony jeden nocleg w jurcie nad jeziorem i powiem szczerze, że był to nasz najdroższy nocleg podczas tego wypadu (54,46$), ale nie było innej opcji w tym miejscu. Gdy wysiedliśmy z busa od razu poczułam piach w zębach, znaleźliśmy się na totalnym wygwizdowie, ale jakże było tam pięknie♥️😍. Z jednej strony czerwony piach a z drugiej niebieskie jezioro. Martwiliśmy się trochę, że nie kupimy tutaj nawet wody, ale okazało się, że wszystko jest do kupienia u naszych przemiłych gospodarzy jak i u sąsiadów po drugiej stronie drogi. Załatwiliśmy formalności i poszliśmy chwilę posiedzieć nad jeziorem, pogoda tego dnia była wspaniała ale musieliśmy jeszcze zwiedzić kanion, bo następnego dnia po śniadaniu czekała nas już droga do Karakolu. Żałowaliśmy, że nie zamówiliśmy w tym miejscu dwóch noclegów. Jurta była przestronna i czysta, wprawdzie drzwi wejściowe z kłódką to był istny pic na wodę, ale nie martwiliśmy się jakoś zbytnio, że ktoś nas tu okradnie😅. Było ekstra! I to jezioro, no bajka. A Issyk-kul jest drugim, po Titicaca, największym, górskim jeziorem na świecie. Leży na wysokości 1609m n.p.m. a że jest słone, to nigdy nie zamarzało, aż do 2023 roku, kiedy przy temperaturze -30 stopni zamarzło pierwszy raz w historii🥶, przynajmniej tej zapisanej. Woda w jeziorze jest zimna, jak to w górach, a południowa jego strona jeszcze dzika i bez infrastruktury, co nam niezmiernie odpowiada😜
Nie zdążyliśmy się nacieszyć jeziorem a już musieliśmy lecieć do następnych atrakcji, po które de facto tu przyjechaliśmy a jeziorem nacieszymy się jeszcze później. Po drugiej stronie drogi, gdzie zaczynała się ścieżka do kanionu, zjedliśmy dobry i niedrogi obiad. Jest też tam możliwość wynajęcia jurty i spotkaliśmy całą wycieczkę emerytów „aus Deutschland”. Śpieszcie się w te rejony kochani, póki jeszcze są kirgiskie 😅. Po obiadku od razu udaliśmy się prosto do kanionu (wstęp 50 somów od osoby) i znowu byliśmy pod ogromnym wrażeniem😍. Te wszystkie formacje skalne, które stworzyła tutaj natura są tak piękne i niezwykłe, że nie mogliśmy się napatrzeć. Skały przybrały różne formy i od tego powstały ich nazwy np. Zamek, Mur Chiński czy Wielbłąd, można tak łazić godzinami, bo nie ma tu wyznaczonych szlaków i doszukiwać się znajomych kształtów zwierząt, budowli czy postaci z bajek. Zachodzące słońce tak pięknie oświetlało kolorowe skały, że mieniły się całą paletą barw, co za widoki. Do jurty wróciliśmy już po zmroku i chociaż obiecywaliśmy sobie jeszcze poranną kąpiel w jeziorze, to już w nocy zaczęło padać. Okazało się, że trafiliśmy na jeden pogodny dzień w tym rejonie i mieliśmy niezwykłe szczęście, bo przy pochmurnej pogodzie czy w deszczu nie moglibyśmy podziwiać tych pięknych kolorów. Rano zaskoczyła nas jeszcze jedna rzecz, a mianowicie śniadanie. Kiedy sympatyczne córki gospodyni zaczęły przynosić pieczywo, warzywa, owoce, jajka, sery, wędliny, myślałam, że ktoś jeszcze przyjdzie na to śniadanie, ale nie, było tylko dla nas dwóch, meeega wyżerka i wszystko przepyszne😋. Możemy więc z czystym sumieniem polecić Wam nocleg i śniadanie w jurcie nad jeziorem, jeżeli będziecie chcieli zobaczyć ten cud natury jakim niewątpliwie jest Kanion Skazka.
Podsumowanie
Sytuacja w tym rejonie Kirgistanu rozwija się dosyć dynamicznie. Czytałam blogi z 2023 roku, gdzie jeszcze nie było żadnej infrastruktury i człowiek był zdany na siebie. W połowie 2025 są już noclegi, zaplecze sanitarne i nie umrzemy z głodu czy pragnienia. Tak więc wszystko idzie do przodu tylko odludne miejsca kurczą się i tracą coś ze swej dzikości. Odwiedzajcie te tereny, zanim staną się modne, bo wtedy to już nie będzie to samo. Tutaj skończę swoją opowieść i zapraszam na następną , która będzie kontynuacją naszej kirgiskiej przygody. Odwiedzimy jeszcze wiele pięknych miejsc w Kirgistanie, możecie być pewni.
Póki co, zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube i fb oraz instagramie. Lajkujcie i komentujcie, ponieważ to zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapominajcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach ( allegro, Booking, obi, axa, Lot, eSky, notino i nowe AlohaCamp gdzie możecie zarezerwować noclegi blisko natury ) to linki afiliacyjne, wchodząc na nie i robiąc z nich zakupy wspieracie naszą podróżniczą działalność, nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Te kolorowe okienka z reklamami są pod tekstem i sekcją komentarzy, tak więc scrollujcie tak jak lubicie, do samego końca😉. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️
Zobacz również
Kirgistan- idziemy do doliny Ałtyn-Araszan
2026-02-04
Kirgistan- zwiedzamy Karakol (Przewalsk)
2026-01-29

























































