Szczyt Galdhopiggen
Góry... tymu przajymy,  Nasze podróże,  Norwegia,  Wandrujymy po świecie

Galdhopiggen- najwyższy szczyt Norwegii i całej Skandynawii

Iść albo nie iść ? Oto jest pytanie.

Przy okazji naszej wyprawy do Norwegii nie mogliśmy sobie odpuścić jej najwyższego szczytu. Galdhopiggen, bo o nim tu mowa to góra mierząca sobie 2469m. n.p.m, czyli powiedzmy, jeszcze w naszym zasięgu😉. Po trudach podróży, czyli dwóch nocach na siedząco ( na promie i w aucie) zawitaliśmy w końcu do schroniska Spiterstulen, bo stamtąd właśnie mieliśmy wyruszyć na szlak. Żeby dotrzeć do samego schroniska, trzeba przejechać jakieś 17 km drogą pozbawioną asfaltu, jest to po prostu ubita ziemia, ale w dosyć dobrej kondycji. Ponadto część tej drogi jest prywatna o czym informuje nas tablica i kamery skierowane prosto na nasze tablice rejestracyjne🙄. 

Po dotarciu na miejsce trzeba się oczywiście zameldować w recepcji schroniska i uiścić opłaty związane z parkingiem i noclegiem. My zabraliśmy ze sobą namiot i za dwa dni  zapłaciliśmy 440 NOK za pole namiotowe i parking (czyli jakieś 160 zeta z hakiem). Za prywatną drogę dojazdową do schroniska trzeba zapłacić w automacie umieszczonym na budynku sanitarnym dla gości pola namiotowego (150 NOK). O czym nie omieszka nam przypomnieć miła pani w recepcji. Toaleta i kącik kuchenny w postaci umywalki między damską a męską łazienką mamy w cenie. Za ciepły prysznic należy zapłacić 35 NOK, możemy się wtedy pluskać przez 6 minut, jednakże nie zawsze w ciepłej wodzie, niestety. Samo schronisko, jego stylowe wnętrze, jaki i domki do wynajęcia znajdujące się w pobliżu, prezentują się znakomicie. 

Prognoza pogody i białe noce

W dniu naszego przyjazdu do Spiterstulen  pogoda była świetna a widoczność wręcz znakomita, my jednak przyjechaliśmy w godzinach popołudniowych i tak zajechani drogą, że nie było szans na górską wspinaczkę tego dnia. Rozmawialiśmy więc z Polakami, którzy zeszli ze szczytu i opowiadali nam o bajecznych widokach. Dowiedzieliśmy się też, że droga praktycznie cały czas prowadzi pod górę, ale nie jest tak źle i trasa ogólnie nie jest trudna. Następnego dnia niestety miało być załamanie pogody, ale po południu znowu wychodziło słoneczko (przynajmniej w naszej prognozie). Postanowiliśmy więc wyruszyć następnego dnia koło południa ze względu na fakt, że o północy jest tutaj jeszcze w miarę jasno. Poza tym musieliśmy jeszcze rozbić nasz namiot na polu namiotowym po drugiej stronie rzeki. Co nas trochę rozczarowało to odległość parkingu od pola namiotowego. Oczywiście ciągle kursowaliśmy pomiędzy namiotem a autem, bo trochę rzeczy trzeba było przenieść. No i cały czas trwała moja aklimatyzacja do norweskiej temperatury😕. Po założeniu getrów, dresów i dwóch par skarpet udałam się w końcu na spoczynek w pozycji horyzontalnej.

Jednak idziemy

Rankiem pogoda okazała się płaczliwa, było też dużo chmur, które wisiały nisko nad doliną. Popadywało co chwila, my jednak postanowiliśmy wyruszyć koło południa na szlak. Oczywiście wszystko się przeciągnęło i z zabezpieczeniem w postaci dodatkowych skarpet kurtek i czapek oraz suchego prowiantu, ruszyliśmy na szlak o godzinie 14:00. Ścieżka od razu wiodła dość stromo w górę a szlak oznaczony był dużą, czerwoną literą „T”. 

Galdhopiggen oznaczenia szlaku
Szlak na Galdhopiggen ze schroniska Spiterstulen jest dobrze oznaczony

Oznaczenia na szlaku były dosyć częste, ponieważ prowadził on trawersami po dużych i mniejszych głazach a wybieranie tych właściwych, stabilnych kamieni odbywało się nieco intuicyjnie. Spotkaliśmy też ludzi, którzy schodzili już z góry. Niektórzy z nich nie zdobyli szczytu, co po czasie okazało się niejako uzasadnione. Chociaż męczyłam się strasznie a puls oscylował w okolicach 150 uderzeń na minutę to najgorsze oczywiście było dopiero przed nami. Do tego czasu delektowaliśmy się wspaniałymi widokami górskich zboczy i owiec, które się tam wypasały. Gdy szliśmy już ze dwie godziny a w dole majaczyły jeszcze maleńkie zabudowania schroniska i jego okolic, wiedziałam już, że uszliśmy tyle co nic.

Czas na śnieg

Po jakimś czasie wchodzimy za pierwsze wzniesienie i nie widzimy już schroniska. Za to zaczyna się trudność w postaci śnieżnych łach. Na razie nie zakładamy raczków, chociaż miejscami jest dosyć ślisko. Należy pamiętać aby nie chodzić po świeżym śniegu, ponieważ nie wiemy do końca co się pod nim znajduje. Najlepiej iść wydeptanym już szlakiem po czyichś śladach. Dodatkową trudność stanowią wyślizgane ścieżki schodzących na dół, którzy w ten sposób przyspieszają swoje zejście z góry. Pół biedy gdy zjeżdżają na butach, gorzej gdy na tyłku albo na jabłuszku. Ostrożnie stawiamy stopy w tym śniegu, by po chwili dotrzeć do jednego z łatwiejszych odcinków. Sporego wypłaszczenia przed pierwszym szczytem, ponieważ aby zdobyć Galdhopiggen od strony Spiterstullen trzeba najpierw zdobyć dwa dwutysięczniki Svellnose 2272m.n.p.m i Keilhaus topp 2355m.n.p.m. Z każdego z tych szczytów trzeba jeszcze troszkę zejść, by znowu wejść na następny, co stanowi dodatkową trudność.

Trzy szczyty w jeden dzień

Po wejściu na pierwszy szczyt jestem już tak zmęczona, że poważnie rozważam posiedzenie na kamieniu do czasu aż Radek będzie wracał z powrotem. Jednak biorę się w garść i idę dalej. Najgorsze okazuje się to schodzenie z poszczególnych szczytów i wchodzenie na następne. Strasznie nie lubię tego w górach, bo wiem że i tak trzeba będzie to nadrobić. Poza tym śnieg powoduje, że niektóre odcinki stają się bardzo niebezpieczne, trzeba uważać żeby nie ześliznąć się w jakąś przepaść. Na koniec idę już żółwim tempem i co chwila przystaję i odpoczywam. Mijam po drodze dwóch młodych chłopaków, którzy też ledwie zipią i to napawa mnie pewną nadzieją, że nie jest ze mną jeszcze tak źle😕. Wreszcie chatka na szczycie Galdhopiggen staje się coraz bardziej widoczna. Ostatnie podejście i mamy to!

Szczyt i schronisko, ale bez herbatki

Po przybyciu na górę, robimy sobie pamiątkowe fotki na szczycie, po czym zaglądamy do chatki-schroniska. Budynki pełniące rolę schronisk stały w tym miejscu już w XIX wieku. Ten zbudowany z kamienia powstał w 1975 roku. Zmęczeni i przemoczeni wchodzimy do środka gdzie jest ciepło i miło, nie możemy jednak kupić nic ciepłego do picia, ponieważ jest problem z terminalem a my nie mamy jeszcze gotówki. Nie można też w schronisku nocować ani nie ma tu toalety. Zagaduję młodą dziewczynę za ladą i dowiaduję się, że jej zmiana trwa 5 dni🙄. Trochę strach tak samemu tam siedzieć w nocy w razie problemów nikt ci nie pomoże. Wreszcie przebieramy się w suche kurtki i czapki, zjadamy naszą suchą kiełbasę i zabieramy się do zejścia. Ogólnie warunki pogodowe w tym dniu są kiepskie. Z nieba cały czas siąpi a widoczność bardzo ograniczona. Podobno ze szczytu Galdhopiggen widać 10% Norwegii, my się jednak o tym nie przekonamy. Chociaż gdy opuszczamy chatę niebo zaczyna się klarować i odsłaniają się lepsze widoki. Chociaż tyle😉.

Schodzimy i schodzimy a końca nie widać

Tak to zawsze jest jak się idzie pierwszy raz, że człowieka gna ciekawość i trasa mija szybko. Z powrotem jest już zupełnie inaczej. Wiedzieliśmy, że przed nami długa droga. Nie obyło się też bez zakładania raczków, partie szlaku z wyślizganym śniegiem nie należały do najbezpieczniejszych. Całe szczęście, że jest bardzo długo jasno, bo o północy to jeszcze byliśmy sporo od mety. Potem założyliśmy już czołówy, bo nie widzieliśmy oznakowań na szlaku. Na dodatek skończyła nam się też woda i bardzo chciało się nam pić, poratowaliśmy się wodą z wodospadu. Gdy zobaczyłam w oddali maleńkie, oświetlone zabudowania schroniska, poczułam ulgę. Było jeszcze nadal bardzo daleko do celu. Zmęczenie już ostro dawało się we znaki. Widzieliśmy też pod koniec szlaku sporo młodych ludzi, którzy szli spać w góry. Ciekawa zajawka 🤔. Do namiotu dotarliśmy przed 2:00. Prysznic okazał się być zimny, choć oczywiście kasę pobrało. Całą noc dygotałam z zimna i ze zmęczenia, byłam jednak niezmiernie dumna, że udało mi się zdobyć najwyższy szczyt Skandynawii💪  Jeżeli podobał się Wam wpis i jesteście zainteresowani tematem, to zapraszam na film z naszego wejścia na Galdhopiggen, na YouTube. Subskrybujcie, komentujcie i używajcie łapek👍😉, zaglądajcie na bloga, bo działamy pełną parą😁. Możecie również wesprzeć nas poprzez linki afiliacyjne, za wszelką aktywność w postaci łapek czy komentarzy pod naszymi postami dziękujemy z całego❤️Teraz możecie także postawić nam symboliczną kawkę☕będziemy wdzięczni😘Tutaj jest link, gdzie możecie wesprzeć naszą twórczość👉https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *