Kazachstan- co zobaczyć oprócz miast.
Daleko od miasta
Niech mi pani Natalia Sosin wybaczy😉, że posłużyłam się tytułem słynnej serii, ale nic tak nie oddaje miejsca, w które zapragnęliśmy pojechać. Ogólnie mieliśmy ambitny plan szlajać się autostopem👍 byle gdzie, spać byle gdzie😴 i jeść byle co🤮😉. Jak zwykle, czynnikiem który brutalnie ściągnął nas na ziemię był czas⏰. Żeby bez spiny zwiedzić taki ogromny kraj jak Kazachstan, bierze się cały miesiąc a nie pół, o czym wkrótce mieliśmy okazję się przekonać. Z Ałmaty chcieliśmy się dostać do wioski Saty, stamtąd już blisko do słynnego jeziora Kaindy z wystającymi kikutami drzew, wizytówki Kazachstanu. Są też tam do zobaczenia inne jeziora i oczywiście Kanion Szaryński nazywany szumnie młodszym bratem Kanionu Kolorado. Próbowaliśmy ogarnąć jakiś autobus w tamte rejony, ale dosłownie nic nie mogliśmy znaleźć. Indywidualny kurs taksówką🚕 do Saty i jednodniowe oglądanie jezior, pani z biura informacji turystycznej wyliczyła nam na około 200$ za nas dwoje z tym, że podejrzewam byłaby to gonitwa. Znalazłam jednak fajną ofertę z GetYourGide, to taki pośrednik zrzeszający biura turystycznie działające na całym świecie. Jeszcze tylko telefon do mojej dawnej szkolnej koleżanki, która działa w Polskiej Izbie Turystyki z pytaniem czy warto zaufać GetYourGide, ponieważ nie mieliśmy z nimi jeszcze przyjemności. Koleżanka uspokoiła mnie, że to solidna firma i za 787,76zł ( czerwiec 2025) zakupiliśmy dwudniową wycieczkę z noclegiem i wyżywieniem oraz podwózką i wstępem do praktycznie wszystkich najważniejszych miejsc w tym rejonie😍😍😍. Zaznaczam, że nie jesteśmy entuzjastami tego rodzaju wycieczek, bo wiemy że wiąże się to z masą ludzi, brakiem czasu i wiecznym czekaniem na maruderów ale cóż począć, zostawiliśmy cały nasz majdan u przemiłej gospodyni w hostelu Loco (zupełnie za darmo♥️) i ruszyliśmy spod miejscowego cyrku🤡 wygodnym autobusem z międzynarodową ferajną.
Pierwsza noc w wiosce Saty i nasze pierwsze wrażenia
Jak już wspominałam, wyjazd zaplanowany był spod lokalnego cyrku o godzinie 20:00. Trochę zestresowani czekaliśmy ale wkrótce podjechały dwa autobusy i pojawił się nasz sympatyczny przewodnik Rollan, którego od razu przechrzciliśmy na Ronaldo😅. Jeden autobus był dla tych, którzy porozumiewali się w języku angielskim a drugi dla rosyjskojęzycznych wycieczkowiczów. Na początku wszyscy jeszcze oczywiście byli grzeczni i nieśmiali ale już niedługo😉. Naprawdę ilość nacji w naszym autobusie bardzo nas zaskoczyła i byliśmy jedynymi Polakami, oprócz nas byli Hiszpanie, Chińczycy, Japończycy,Wietnamka, Gruzin, Irlandczyk, Czech (który chyba wstydził się swojego pięknego języka) Hindusi no i Kazachowie. Pewnie jeszcze kogoś pominęłam🤔Do miejscowości Saty dotarliśmy grubo po północy ok.2:30 a rano o 8:30 już mieliśmy mieć śniadanie. Agroturystyka w tych rejonach na razie rodzi się w bólach, porozwozili nas w małych grupkach po wiosce. My oraz dwie pary Hiszpanów i Kazaszka z Czechem wylądowaliśmy w jednym domu. Dostaliśmy osobne pokoje, chociaż w naszym było pięć łóżek, podejrzewam że nie chcieli aż tak upychać ludzi ponieważ do dyspozycji była tylko jedna łazienka i wychodek nadworny. To co mnie najbardziej rozbawiło to jeden ręcznik w łazience i mydło w kostce🤣. A i jeszcze była taka umywalka przed łazienką żeby umyć ręce czy zęby. Na szczęście nasi hiszpańscy przyjaciele nie byli zbytnio żądni kąpieli, więc szybko wskoczyliśmy pod prysznic, bo rano czekały na nas nowe przygody.
Jezioro Kaindy
Rankiem nasza gospodyni przygotowała dla nas śniadanie składające się z kaszki, chlebka i dżemu, do tego kawa i herbata. Nasi hiszpańscy towarzysze marzyli o jajkach🍳, ale zjedli posłusznie to co było🤣. Przy stole trochę się poznaliśmy i było naprawdę miło, ale już o godzinie 9:00 podjechał po nas stary UAZ, którym wyruszyliśmy w stronę Jeziora Kaindy. Droga była w fatalnym stanie i nie wyobrażam sobie pokonywać jej innym autem. Jechaliśmy dosyć długo i porządnie nas wytrzepało. Po dotarciu na miejsce, czyli parking nad jeziorem, czekało nas jeszcze około pół godzinki marszu nad samo jezioro, można było też wynająć sobie taksówkę albo pojechać konno, lecz te opcje były już dodatkowo płatne. Swoją drogą fajne auta znaleźliśmy na tym parkingu, nawet szkolne autobusy przystosowane do wożenia turystów po tych wyboistych drogach. My ruszyliśmy oczywiście piechotą podziwiając po drodze wspaniałe widoki. Nad samym jeziorem ( no prawie nad jeziorem) znajduje się też pole namiotowe 🏕️i jakbyście kiedyś podróżowali w te rejony indywidualnie, można tutaj biwakować. Samo jezioro prezentowało się przepięknie😍 a trzeba powiedzieć, że jest to najmłodsze jezioro w Kazachstanie, powstało w 1911 roku w wyniku silnego trzęsienia ziemi. Spadające z gór skały zablokowały wtedy wody rzek polodowcowych, tworząc swego rodzaju tamę i zatapiając część lasu. Dzisiaj pozostałe kikuty drzew wystają ponad taflę jeziora i te kolory, coś niesamowitego😯😮, ach gdybyśmy jeszcze mogli być tutaj chociaż przez chwilę sami… A przy jeziorze jak na jarmarku, ludzi masa, jakiś facet z sokołem na sznurku i fotograf robiący zdjęcia dronem. Drewniana kładka na której ludzie ciągle potykają się o siebie i strome zbocze, praktycznie nie ma gdzie stanąć. Jednak w końcu udało się zrobić parę zdjęć i polatać dronem nad jeziorem. Na koniec Rollan zabiera nas w spokojniejsze miejsce nieco wyżej, gdzie możemy trochę lepiej zobaczyć jezioro a po drodze spotykamy Polaków, chwila rozmowy i ostatnie spojrzenie na turkusową taflę. Jest tu naprawdę pięknie. Kąpiel w jeziorze jest zakazana🚫 a swoją drogą temperatura wody oscyluje w okolicach sześciu stopni brrr 🥶
Jeziora Kolsai
Po wizycie nad jeziorem pojechaliśmy do domu na obiad a tam plov, smakowało nam średnio. Kazaszka, która była z nami mówiła, że prawdziwy plov zawiera w równej mierze ryż i mięso, ten nasz zawierał głównie ryż, ale to szczegół🫠😜. O godzinie 14:00 mieliśmy kolejną zbiórkę i tym razem jechaliśmy autobusem nad jezioro Kolsai. A dokładnie pierwsze jezioro, które jest położone na wysokości około 1818m n.p.m. Drugie jezioro leży około 7 km. dalej a trzecie tak blisko granicy z Kirgistanem, że potrzebna jest zgoda pograniczników. Jak się pewnie domyślacie, nie poszliśmy nawet na to drugie jezioro🙄, ponieważ mieliśmy mało czasu. Wszystkie te jeziora i Kaindy również, położone są w Parku Narodowym Kolsai. Kiedy oglądaliśmy zdjęcia w internecie widzieliśmy jezioro z małym drewnianym molo, ale minęło widocznie trochę czasu i Kazachowie zauważyli turystyczny potencjał tego miejsca, które zostało bardzo rozbudowane. Wszędzie drewniane kładki i rozwijająca się infrastruktura. Można wypożyczyć konie🐎, rowerki wodne czy łódki🛶 albo posiedzieć w kawiarence przy kawie☕ lub coś zjeść, wszystko tu jest na miejscu. Nie ma tylko spokoju. Ludzi za to ogrom. W Kazachstanie jest tradycja polowań z sokołem. Na samą myśl o polowaniu dostaję odruchów wymiotnych🤮 ale wiem, że Ci ludzie tak kiedyś żyli i odżywiali się tym co oferował im step. Nie podobało mi się też, że sokół, który jest symbolem wolności, siedzi na drążku z czapką na oczach przez cały dzień, żeby jeden z drugim patafiano, mógł sobie zrobić z nim zdjęcie🤬. Gdziekolwiek jesteście, proszę Was, nie róbcie sobie zdjęć z dzikimi zwierzętami, to zawsze wiąże się z ich cierpieniem.
Imprezka przy ognisku
Następnym punktem naszej wycieczki była kolacja a po niej imprezka integracyjna. Mogliśmy sobie też zrobić małe zakupy w lokalnym sklepie, niestety tutejsze ceny, ze względu na brak konkurencji, są mocno zawyżone. Miejcie to na uwadze ruszając w te strony. Wieczorem autobus zawiózł nas na wielką łąkę gdzie panowie zrobili ogromne ognisko. Zaczęło przez chwilę kropić ale nikomu to nie przeszkadzało. Na ognisku było około 100 osób i wszyscy doskonale się bawili. Każdy zapraszał do swojego kraju i opowiadał co warto tam zobaczyć. Nie przypuszczałam, że utworzy się taka fajna grupa i w ciągu dwóch dni tyle się wydarzy😍.
Kaniony jak z bajki😍
Następnego ranka wyjeżdżaliśmy już z wioski Saty. Nasz przewodnik powiedział nam, że Saty to jest bogata wieś, myślałam że się przesłyszałam, ale nie, powtórzył to jeszcze raz. Ludzie w wiosce mają normalne domy, bieżącą wodę, szkołę i meczet a nie wszędzie tak jest. Normalne jest w biednych górskich wioskach, że dzieci pracują od maleńkości a pięciolatki dosiadają konia, uczą się tego tak jak polskie dzieci jazdy na rowerze. Siedmiolatki mają już swoje małe „biznesy” tzn. wożą turystów po okolicy. Niejednokrotnie widziałam turystę, który na jednym koniu jechał z dzieckiem, z tym że dziecko siedziało z tyłu. Dziwne ale prawdziwe. Dzieci pomagają w ten sposób rodzicom. Konie to też tutaj zwierzęta, które często się wykorzystuje do granic możliwości, dlatego nie wzięliśmy koni nad jezioro, bo wydawały nam się nieco zabiedzone. Ale wracając do tematu, kupiliśmy sobie obiad na wynos (7400 sum za dwa obiady na wynos i dwie wody) i ruszyliśmy w stronę kanionów. Na szybki przystanek zatrzymaliśmy się przy Kanionie Czarnym, nazwa pochodzi oczywiście od koloru skał. Następny był Kanion Księżycowy ze skałami w różnych kolorach. Nazywany jest też Kanionem Jurt, ponieważ skały przypominają kształtem małe jurty. Mieliśmy dosłownie po 10 minut, żeby zerknąć na te miejsca. W dole przepływała rzeka Szaryn, która wyżłobiła te przepiękne formacje skalne. Ale wisienka na torcie była dopiero przed nami. Kanion Czarny i Księżycowy to niejako odnogi Kanionu Szaryńskiego, głównego bohatera dzisiejszego dnia. Wszystkie te kaniony znajdują się w Szaryńskim Parku Narodowym. Nasz przewodnik raczył nas różnymi legendami i podaniami związanymi z tym miejscem, wspominał o ciężkim życiu ludzi, którzy osiedlili się na tych terenach, wielu wojnach i kolorze czerwonych skał, nawiązującej do koloru krwi wszystkich poległych w tym rejonie żołnierzy. W tym miejscu mówił też o złych ludziach z sąsiedniego Kirgistanu, którzy porywali tutejsze kobiety. Między innymi właśnie dlatego stosunki Kazachstanu z Kirgistanem nie są najlepsze a szeroki pas w pobliżu granicy objęty różnymi obostrzeniami. Legendy legendami, ale trzeba przyznać, że Kanion Szaryński potrafi zachwycić, można przejść się kawałek górą kanionu, ale najlepiej zejść na dół. Dostaliśmy dwie godziny na dreptanie dołem kanionu aż do rzeki Szaryn i powrót do autobusu. Co to jest dwie godziny w takim miejscu???Ja się pytam, nie wiedzieliśmy czy mamy iść, robić zdjęcia, nagrywać filmy czy puścić drona. Finalnie plan został zrealizowany, ale byłam tak zmachana jak przyszłam do autobusu, że musiałam wyglądać na stan przedzawałowy🥵. Moje hiszpańskie koleżanki patrzyły na mnie z politowaniem😩 i widziałam troskę w ich oczach. To miejsce jest magiczne, piękne i naprawdę godne polecenia. Jeżeli wybieracie się do Kazachstanu to Kanion Szaryński ze swoją Doliną Zamków czyli niezwykłymi formacjami skalnymi, jest punktem obowiązkowym. Polecam z całego♥️.
Podsumowanie
Na koniec chciałam Was zachęcić do przełamywania swoich strachów i wychodzenia ze stref komfortu. Nie bójcie się kontaktu z ludźmi, chociaż dzielą nas różnice kulturowe, wszyscy mamy podobne potrzeby i często znajdujemy wspólny język. To co zauważyliśmy i raziło nas w Kazachstanie to taki podwórkowy bałagan, dużo miejsca a jakoś brak pomysłu jak stworzyć fajne strefy do wypoczynku. Może po prostu im to nie jest potrzebne i nie widzą potrzeby żeby robić to dla swoich gości. Może tak jesteśmy zapatrzeni w instagramową estetykę, że wszystko chcemy poprawiać i porządkować. Być może tak jest, z drugiej strony jaki byłby sens poznawania innych części świata gdyby wszędzie było podobnie?😜
Kochani zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YT, gdzie już jest film z naszego wyjazdu do Saty, fb czy instagramie, lajkujcie i komentujcie, to bardzo pomaga zwiększać zasięgi a tym samym docierać do coraz większej liczby odbiorców. Nie zapominajcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach ( allegro, Booking, obi, axa, Lot, eSky, notino i nowe AlohaCamp gdzie możecie zarezerwować noclegi blisko natury) to linki afiliacyjne, wchodząc na nie i robiąc z nich zakupy wspieracie naszą podróżniczą działalność, nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️Zapraszamy też na seans filmowy😉👇
Zobacz również
Ałmaty- górskie szlaki wokół miasta.
2025-12-06
Ałmaty
2025-11-19


























































4 komentarze
Miglanc
Jak zawsze świetnie się czyta, oby tak dalej, czekam na kolejny wpis! Pozdrawiam
In-Via
Dzięki♥️, również pozdrawiamy serdecznie.
ILOVEWRO
Twoje teksty mają coś, co przyciąga.Nieczęsto zdarza mi się wrócić do początku tekstu po przeczytaniu całości – tu wróciłem. Treść dobrze wyważona – nie za dużo, nie za mało. Zapisuję stronę – za jakiś czas będę chciał tu wrócić, żeby poczytać nowe mam nadzieje równie dobre teksty.
In-Via
Dziękuję za miłe słowa♥️ nie ukrywam, że takie komentarze są dla mnie ważne i to co robię ma trochę sensu. Pozdrawiam serdecznie.