Golem Korab czyli jak wejść na najwyższy szczyt Albanii i Macedonii Północnej
Góra Korab w paśmie o tej samej nazwie jest najwyższym wzniesieniem Macedonii i Albanii jednocześnie. Mierzy sobie 2764 m n.p.m. i od dawna marzyliśmy o zdobyciu tego szczytu. Z tej właśnie przyczyny szukaliśmy naszej drugiej miejscówki w niedalekiej odległości, żeby spokojnie móc zdobyć górę w jeden dzień. Wcześnie rano, zapakowaliśmy nasze plecaki i wyruszyliśmy w stronę punktu straży granicznej Strezimir, bo tam właśnie zaczyna się szlak na Korab. Już sam dojazd do początku szlaku może przysporzyć nie lada problemów, ponieważ czekało nas 14 km. szutrowej, leśnej drogi z ogromnymi dziurami, dobrze że trafiliśmy na dobrą pogodę, bo naprawdę nie wiem jakbyśmy tu dojechali gdyby akurat było po deszczu. Najpierw minęliśmy jeden posterunek policji, a potem jechaliśmy aż do następnego, gdzie zaczyna się szlak. Wprawdzie mijaliśmy się z policjantami po drodze, ale kazali tylko otworzyć szybę, zapytali czy jesteśmy z Polski i czy idziemy na Korab.





Trasa rozpoczęła się bardzo przyjemnie, szeroką drogą w lesie, w miarę jednak jak głębiej zaczęliśmy wchodzić w zarośla, insekty dały się nam nieźle we znaki, tak że jeżeli zamierzacie się tutaj wybrać, polecam zaopatrzyć się w jakiś spray na owady. Po wyjściu z lasu , na dość wysokim wzniesieniu zauważyliśmy domek pasterzy, trochę się obawialiśmy psów pasterskich, ponieważ przeczytaliśmy gdzieś w internecie, że mogą być groźne, jednak ani psów, ani pasterzy nie spotkaliśmy tego dnia. Im wyżej wchodziliśmy, tym piękniejsze rozpościerały się przed nami widoki, a właściwie za nami więc raz po raz odwracaliśmy się, żeby popatrzeć do tyłu a przy okazji nieco odsapnąć (głównie ja 😉)



Oprócz pięknych widoków na górskie pejzaże, często patrzyłam też pod nogi na kolorowe kobierce górskich kwiatów, które choć niepozorne osobno, w grupie tworzyły bardzo piękne kompozycje. To co jeszcze mi się podoba w takich miejscach, to to, że nie są oblegane przez turystów, tak jak inne atrakcje, typu kolejki górskie czy inne dostępne dla wszystkich miejsca. Ile trzeba wysiłku i jaka jest za to nagroda, wiedzą tylko Ci, którzy lubią zdobywać szczyty.



Po jakimś czasie dotarliśmy do miejsca gdzie szlak dzieli się na zimowy i letni. Na drogowskazie jest informacja, że ten letni w zimie może być niebezpieczny. My wybieramy oczywiście letni szlak i odbijamy ścieżką lekko w lewo, trasa teraz prowadzi raczej po płaskim terenie a czasami nawet lekko w dół, nie lubimy tego w górach, bo wiemy że wszystkie te zejścia trzeba będzie wkrótce nadrobić. Tak też się oczywiście dzieje i po jakimś czasie docieramy na polanę ze strumykiem, gdzie wyrasta przed nami strome wzniesienie, które pokonujemy trawersem.

Już już i tuż tuż ….:)
Końcówka idzie nam jak po grudzie, przystajemy co parę kroków, żeby odsapnąć, muszę pilnować tętna, bo przekracza 150 uderzeń na minutę, ale wreszcie stajemy na szczycie, udało się Golem Korab zdobyty!💪To co zaskakuje nas po wejściu na górę to wspaniała pogoda, naprawdę jest tak ciepło i bezwietrznie, że spędzamy tu jakieś dwie godziny, co jest absolutnym rekordem w naszych górskich wędrówkach.




W końcu trzeba zejść ze szczytu, zwłaszcza że posililiśmy się tylko bułeczkami a chcieliśmy sobie jeszcze zrobić biwak z gorącym daniem😋 Miejsce obraliśmy sobie już podczas wejścia, wśród skał z szemrzącym strumykiem. Schodząc spotkaliśmy też kozicę górską, która schodziła ścieżką przed nami, co jakiś czas stawała odwracała się i patrzyła na nas, gdy zbliżaliśmy się do niej, znowu odchodziła kawałek i wyglądało to jakby na nas czekała. Po jakimś czasie skręciła ze szlaku i tyle ją widzieliśmy. Wreszcie doszliśmy do naszego miejsca piknikowego i tutaj zamarudziliśmy chyba z godzinę, ale są miejsca z których naprawdę nie chce się odchodzić.




Przyszedł czas na ostatnią prostą i żaden odcinek naszej wyprawy nie dał mi się we znaki tak jak ten ostatni, myślałam że już nie dojdę do auta a moje paluchy będą się nadawały tylko do amputacji😕Mimo tego, że pomagałam sobie kijkami było naprawdę ciężko, poza tym skończyła się nam woda a baliśmy się trochę pić ze strumienia. Ale w końcu z nieukrywaną radością dotarliśmy do parkingu, gdzie stał tylko nasz samochód. W drodze powrotnej trochę się zestresowaliśmy, bo zapadł już zmrok, z lasu świeciły się tylko czyjeś oczy, albo jakiś zając przysiadał na środku drogi, widzieliśmy też ogromną rudą ropuchę , w pierwszym momencie myślałam, że to wiewiórka🤭 Poza tym droga strasznie nam się dłużyła, myśleliśmy że zbłądziliśmy, ale w końcu wyjechaliśmy z tego lasu. Po dotarciu do naszej miejscówki, nasz gospodarz, który wiedział, że ruszyliśmy na Korab, machał nam ze swojego balkonu, pewnie już trochę się niepokoił. Pamiętajcie o tym żeby poinformować swoich gospodarzy, gdziekolwiek będziecie, jeżeli wybieracie się w góry. Gdybyście nie dotarli na noc, będą wiedzieć gdzie Was szukać, chociaż mam nadzieję, że ani my, ani Wy nie będziecie nigdy w takiej sytuacji.
Jeżeli chcecie zobaczyć film z naszej wyprawy na Korab i dokładniejsze informacje jak tam dotrzeć, zapraszamy Was na nasz kanał na YouTube😘. Zachęcamy do subskrypcji naszego kanału 💕 Jeśli chcielibyście postawić nam symboliczną kawkę☕ będziemy wdzięczni❤️Tutaj jest link, gdzie możecie wesprzeć naszą twórczość👉https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy


