Lofoty
Nasze podróże,  Norwegia,  Wandrujymy po świecie

Na Lofoty

Po drodze Bud i Droga Atlantycka

Z naszej uroczej, ale mikroskopijnej miejscówki w Korsbakken🏡 wyruszyliśmy do Bud ( tą właśnie trasą https://maps.app.goo.gl/r6souzUmuKfUyAec6 ) Musieliśmy raz skorzystać z przeprawy promowej⛴️, ale no nie było innego wyjścia. Szczerze tego nie lubię, chociaż nie wyobrażam sobie jak Norwedzy mogliby egzystować bez promów, w tym kraju to po prostu niemożliwe. Zarejestrowaliśmy nasze auto w programie Epass i podpięliśmy konto walutowe w norweskich koronach utworzone specjalnie na potrzeby naszego wyjazdu. Okazało się to bardzo pomocne ponieważ nie trzeba było nic robić, pracownicy na promie robili zdjęcia tablic rejestracyjnych i to wszystko. Płatności za promy💰 same „pobierały się” z naszego konta.

Korsbakken
W tym domku mieszkaliśmy przez kilka dni. Nasza wandrusowa chatka to przy nim niezła hawira 😉

Bud, początek Drogi Atlantyckiej

Miejscowość Bud jest niewielka i leży na wybrzeżu, jak setki innych miejscowości w Norwegii. To co wyróżnia tą rybacką wioskę to kawał historii a dokładnie historii II wojny światowej.  Niemcy mieli tutaj fort nadbrzeżny tzw. Ergan Kystfort, do obrony przed aliantami. Posiadali sześć zdobycznych francuskich dział o zasięgu 17 km. oraz systemy radarowe do wykrywania różnych morskich obiektów.  Wybudowali ten fort między 1941 a 1945 rokiem, wykorzystując do tego celu 150 polskich i rosyjskich jeńców. To co możemy oglądać dzisiaj jest tylko częścią dawnej świetności. Jeżeli chodzi o muzeum to jest otwarte tylko latem od 19 czerwca do 13 sierpnia, poza tym okresem trzeba dopłacić 1200NOK do biletów i zebrać grupę co najmniej 10 osób, tutaj jest link do biletów i innych informacji dla zainteresowanych https://www.romsdalsmuseet.no/no/besok-oss/bud-kystmuseum  My zadowoliliśmy się tylko zwiedzaniem „zewnętrza” muzeum, widzieliśmy działo i ogromny reflektor oraz parę pojazdów wojskowych. Do zwiedzania są jeszcze bunkry, ale to już w ramach biletu. Jeżeli chcecie zobaczyć tylko z zewnątrz, nie musicie nic płacić. Sama historia związana z jeńcami, którzy tutaj byli zsyłani przez Niemców w czasie wojny, jest bardzo ciekawa i tragiczna oczywiście. Niemieccy naziści mieli poważne plany co do zagospodarowania norweskiego wybrzeża, ale brakowało im zasobów ludzkich. Ostatecznie wybudowali na terenie Norwegii przeszło 500 obozów pracy, gdzie zsyłano jeńców z całej Europy.

Droga Atlantycka

Jeżeli istnieje droga, którą można się zachwycać, to jest to właśnie Droga Atlantycka czyli Atlanterhavsvegen, jak mawiają Norwedzy. Droga powiatowa nr 64 łączy ze sobą liczne wysepki a najbardziej malowniczy, przecinający morze odcinek ma zaledwie 8km. Składa się z ośmiu mostów, których wyginających usta nazw Wam tutaj nie przytoczę😅W 2005 roku Droga Atlantycka zyskała miano „konstrukcji stulecia” w Norwegii. Budowano ją przez 6 lat a budowniczy aż 12 razy musieli mierzyć się tutaj z groźnymi sztormami🌊. Cała inwestycja kosztowała 122mln NOK. Koncerny samochodowe wykorzystują ją też w swoich spotach reklamowych, ponieważ sama droga, nawiązująca nieco swoim kształtem do fali, jak i całe jej otoczenie, robią naprawdę ogromne wrażenie. My ruszyliśmy w deszczu🌧️, ale wkrótce się przejaśniło🌞 i mogliśmy podziwiać piękno tej trasy. Po drodze mijaliśmy wiele parkingów, gdzie można zostawić auto i pospacerować kładkami, specjalnie wybudowanymi dla turystów i wędkarzy. Jesteśmy w zatoce Hustadvika, która słynie z obfitości ryb. Gdy tak spacerowaliśmy sobie kładką i podziwialiśmy mosty, drogi i wrzosy, zauważyłam jakiś duży ciemny kształt w morzu i przez chwilę jakby płetwę. Może to był wieloryb?🐳 Niestety, chociaż obserwowaliśmy morze przez dłuższą chwilę, nie zdołaliśmy zobaczyć niczego więcej. 

Mijamy koło podbiegunowe

Po atrakcjach związanych z Drogą Atlantycką i krótkiej przerwie na kawkę☕, ruszyliśmy dalej na północ. W tym miejscu nie sposób pominąć pewnej ważnej kwestii a mianowicie przekroczenia równoleżnika 66°33’39″N. Znaleźliśmy się w miejscu gdzie przynajmniej jeden dzień w ciągu roku słońce nie zachodzi a zimą nie wschodzi. Oczywiście ten punkt jest niejako symboliczny, gdyż co roku ta umowna linia koła podbiegunowego przesuwa się o około 15 metrów na północ a jest to zależne, ogólnie mówiąc, od osiowego przechyłu ziemi. Im dalej na północ, tym dłuższymi dniami możemy się cieszyć w lecie. Zimą jest oczywiście odwrotnie, ale mieszkańcy dostają za to przepiękne zorze polarne. My cieszyliśmy się na wspaniałe, długie dni na Lofotach i mieliśmy zamiar dobrze je wykorzystać. Gdybyście planowali jeden dłuuuugi dzień na Lofotach np. w miejscowości Reine to w 2025 roku najdłuższy dzień🌤️ zacznie się tam o 1:26 w dniu 26 maja a skończy o 1:02  17 lipca😀. Z kolei najdłuższa noc🌚, czyli czas w którym słońce wcale nie wyściubi nosa za horyzont, potrwa tam w 2025 roku od 12:10  9 grudnia do 12:03  3 stycznia. My już na ten dzień polarny się nie załapaliśmy, ale i tak podczas naszego pobytu noce były mega krótkie a o północy było jeszcze jasno. Ale o tym jeszcze opowiem dokładniej w późniejszym czasie. Wracając do symbolicznego koła podbiegunowego, znajduje się on na  płaskowyżu w Saltfjellet, przy drodze E6 pomiędzy miejscowościami Mo i Rana a Fauske. Jest tam wybudowane tzw. Centrum Koła Podbiegunowego  (Polarsirkelsenteret). Czynne od 1 maja do 15 września. W środku znajduje się restauracja, kino i sala wystawowa z informacjami o kole podbiegunowym. Jest też poczta, gdzie można nabyć pocztówki ze stemplem potwierdzające zdobycie koła podbiegunowego. My weszliśmy jednak na wzniesienie za centrum, by trochę pooglądać okoliczne widoki. Można tutaj zobaczyć też tablice upamiętniające rosyjskich i jugosłowiańskich jeńców wojennych. Tego dnia było bardzo wietrznie🌬️ więc pokręciliśmy się trochę i wróciliśmy do auta. Otoczenie tego miejsca zdawało mi się nieco przygnębiające i niegościnne. Brak drzew i kamienna pustynia gdzie okiem sięgnąć. Być może byliśmy już też zmęczeni długą jazdą. W każdym razie można tu wpaść na chwilę, zrobić fotki i tyle.

Centrum Koła Podbiegunowego

Lofoty- pierwsze wrażenie

Ostatnim etapem naszej podróży na Lofoty było miasto Bodø, z którego wypływa prom do Moskenes na Lofotach. Choć był szczyt sezonu (27 lipiec) postanowiliśmy nie rezerwować biletu na prom⛴️, bo było dużo drożej. Mieliśmy nadzieję, że wejdziemy za pierwszym podejściem. Po dwóch dniach jazdy, w sobotę wieczorem ustawiliśmy się w kolejce na prom. Wypływał dopiero o 3:15 więc mogliśmy trochę pokimać. Przed odpłynięciem należy pobrać kod QR i wypełnić ankietę o podróżnych, czyli nasze dane osobowe. Dzieje się tak tylko przy dłuższych przeprawach promowych. W tym przypadku przeprawa trwa ok 3-3,5h. W zależności od wiatru. Przy krótkich przeprawach nie trzeba nawet wychodzić z auta. Gdy wreszcie podpłynął prom i okazało się, że popłyniemy, poczuliśmy wielką ulgę. Na promie były wygodne fotele i mogliśmy jeszcze trochę pospać😴. Do naszej miejscówki przybyliśmy trochę za szybko, ale miłe panie (Polki) uwinęły się szybko ze sprzątaniem i mogliśmy nareszcie odsapnąć. Byliśmy zmęczeni, ale wspaniałe Lofoty rekompensowały nam te niedogodności i już przebieraliśmy nogami na myśl, jakie wspaniałości czekają na nas w tym magicznym zakątku świata.

Jeżeli podobał Ci się wpis, jest też już film z naszej drogi na Lofoty. Zachęcamy do aktywności na naszym kanale na YouTube i w mediach społecznościowych. Łapki👍 i komentarze mile widziane, jeżeli jeszcze nie subskrybujesz naszego kanału, to najwyższa pora by to zmienić😉. Możesz też postawić nam symboliczną kawkę☕ klikając w ten link👉https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy  Za każde wsparcie serdecznie dziękujemy❤️. Pamiętaj też o nas robiąc zakupy na allegro czy ceneo, klikając z naszego linku afiliacyjnego także możesz nas wesprzeć, bez różnicy dla Twojej kieszeni. Do zobaczenia👋. Już wkrótce kolejna opowieść z Lofotów. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *