Mołdawia- Naddniestrze
Co to jest Naddniestrze?
Jak sama nazwa wskazuje, jest to jakiś skrawek lądu nad Dniestrem a Dniestr to rzeka, która odcina kawałek Mołdawii i nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nagle ten kawałek nie zapragnął być czymś więcej niż tylko regionem Mołdawii. A wszystko zaczęło się w czasach sowieckich i jak to zwykle bywa z Rosją, wszędzie musi wsadzić swoje trzy grosze. Już sama Mołdawia, jako kraina historyczna Rumunii, została niejako oderwana od swojej macierzy i zrusyfikowana, chociażby przez cyrylicę i skuteczne odciąganie od Europy. Nie inaczej było z Naddniestrzem. Był to teren przemysłowy, można nawet powiedzieć że bogaty. Większość ważnych mołdawskich przedsiębiorstw zlokalizowanych było na lewym brzegu Dniestru. Do tych fabryk i przedsiębiorstw sprowadzano wyższą kadrę głównie z rejonów ZSRR. Byli to głównie jacyś partyjni karierowicze, którzy przyprowadzali się tutaj z całymi rodzinami. Nie były to posady dla zwykłych obywateli Mołdawii, którzy w swoim własnym kraju stawali się obywatelami drugiej kategorii. Przyszedł wreszcie czas gdy Związek Radziecki rozpadł się jak domek z kart a Mołdawia odzyskała niepodległość. Na obywateli rosyjskojęzycznych i tych, którzy bardziej się skłaniali w stronę upadłego olbrzyma na glinianych nogach, padł blady strach że sami staną się niemile widziani w niepodległej Mołdawii. Zaś sama Mołdawia stanęła niejako w rozkroku pomiędzy Rosją a Europą, chodziły słuchy, że może należałoby się połączyć z Rumunią, te i inne tezy zgrabnie podchwyciła ruska propaganda żeby ludzi straszyć. Straszyli więc, że język rosyjski będzie zakazany a ludzie mówiący po rosyjsku będą musieli się pewnie stąd wynieść.
Wojna domowa
Najlepiej jest wzbudzić w ludziach gniew, przekonać ich, że ktoś chce im coś zabrać a najlepiej że ten drugi to nie jest człowiek, chociaż był naszym sąsiadem i przez wiele lat udawało się żyć z nim w zgodzie. Przerażeni i nakarmieni ruską propagandą mieszkańcy Naddniestrza postanowili sprzeciwić się rządowi w Kiszyniowie i ogłosić niepodległość tego skrawka ziemi jakim jest Naddniestrze. W tym miejscu należałoby podkreślić, że choć winni są separatyści, którzy podnieśli rękę na swoich braci, większą winę ponoszą jednak ci, którzy ich do tego popchnęli. Każda władza czy instytucja, która namawia do nienawiści do drugiego człowieka, straszy drugim człowiekiem lub wmawia nam, że jesteśmy od kogoś lepsi, zasługuje na historyczne potępienie. Wiosną 1992 roku doszło do eskalacji konfliktu, wojsko mołdawskie starało się przejać kontrolę nad niepokornym regionem a najkrwawsze walki miały miejsce w czerwcu tego roku w miejscowości Bendery. Oczywiście koniec końców do całej akcji włączyła się stacjonująca w Naddniestrzu 14 Armia pod dowództwem gen. Aleksandra Lebiedia. Rosjanie pomogli naddniestrzańskim separatystom wyprzeć wojska mołdawskie za linię Dniestru a sam generał powiedział podobno takie zdanie, które skutecznie odstraszyło Mołdawię i jej sojuszników. „Albo kończycie, albo jeszcze dzisiaj zjem obiad w Kiszyniowie, a kolację w Bukareszcie”.
Jedziemy do Naddniestrza
Myślę, że Was nie zanudziłam tą opowieścią, sytuacja dzisiaj jest taka, że wojsko rosyjskie nadal jest w Naddniestrzu i żaden kraj Naddniestrza nie uznał, nawet Rosja. Było to po prostu bezczelne pokazanie swojej władzy i chwytanie się jak brzytwy każdego skrawka ziemi, żeby tylko móc jątrzyć w każdym kraju, w którym mieszkają Rosjanie. W Naddniestrzu nie ma żadnej polskiej ambasady i w razie jakichś problemów jesteście skazani na siebie. Teoretycznie jest to część Mołdawii, więc nie zobaczycie mołdawskich celników na tej granicy, zobaczycie za to „dupne dekle” na głowach ruskich żołnierzy. Postanowilismy zobaczyc ten dziwny postsowiecki twór, bo marszrutki ruszaja z Kiszyniowa do Tyraspola co pół godziny, więc skoro tyle ludzi tam jeździ, co może się stać?. Wyruszyliśmy z naszej miejscówki w Mereni wczesnym świtem gdy było jeszcze ciemno, bo mieliśmy jakieś pół godziny drogi do przystanku, taplalismy się w błocie na polnych drogach, bo przez ostatnie pięć dni dosłownie codziennie padało. Szczęśliwie dotarliśmy na dworzec w Kiszyniowie i na marszrutkę do Tyraspola, ale powiedzieliśmy kierowcy, że chcemy wysiąsć w Benderach. Zapłaciliśmy 100 lei mołdawskich (około 22 zł) za nas dwoje i ruszyliśmy do granicy. Jak już wspomniałam, nie była to typowa granica, kazali nam wysiąść z busa i dostaliśmy takie karteczki z pozwoleniem pobytu. Celnik zapytał tylko kiedy chcemy wracać, powiedziałam mu że dziś wieczorem i wbił godzinę przed którą powinnam się z Naddniestrza odmeldować, co akurat nie było dla mnie zbyt wielkim nieszczęściem.
Bendery
Naszym pierwszym przystankiem w Naddniestrzu była Twierdza Bendery. Powiedzieliśmy więc kierowcy, że chcemy iść na „krepost”, ale chyba i tak zatrzymuje się na niewielkim dworcu w Benderach skąd do twierdzy jest rzut beretem. Nie udało nam się przy dworcu wymienić pieniędzy, bo kantor był jeszcze zamknięty. Musicie wiedzieć, że Naddniestrze ma swoją własną walutę, rubla naddniestrzańskiego, który jednak po wyjeździe z Naddniestrza traci swoją moc i jeżeli coś wam zostanie, możecie mieć pamiątkę, albo dać dzieciom do zabawy w sklep. Z dworca skierowaliśmy się w stronę twierdzy zahaczając po drodze o miejsce pamięci (obowiązkowo z czołgiem). Jak już pisałam, najkrwawsze walki o Naddniestrze a więc własciwie nie wiadomo o co, toczyły się właśnie w tym miejscu. Prawda jest taka, że ludzie stracili tu swoje życie i o tym jest ten pomnik. Po chwili byliśmy już przy twierdzy i nawet zostalismy miło zaskoczeni, w bramie był kantor, gdzie wymieniłam mołdawskie leje na naddniestrzańskie ruble, teren twierdzy był zadbany a same zabudowania robiły dobre wrażenie. Historia samej twierdzy jest też dosyć ciekawa ale nie chciałabym odbiegać zbytnio od tematu. Może napiszę tylko, że powstała pod koniec XV wieku, była budowlą z drewna a miejscowość nazywała się Tighina i była pod panowaniem hospodara mołdawskiego. W XVI wieku przejęli te ziemie Osmanie i dzisiejszy wygląd twierdzy to sprawka niejakiego Sulejmana Wspaniałego (tego od „Wspaniałego stulecia”) wtedy też przemianowano miejscowość na Bendery i tak jest do dzisiaj. Spędziliśmy tam miło czas, polecamy zahaczyć o twierdzę przy okazji wycieczki do Naddniestrza. Warto też dodać, że Bendery są jedynym miastem na prawym brzegu Dniestru należącym do Naddniestrza.
Tyraspol
Po wizycie w twierdzy należało się jeszcze dostać do głównego miasta Naddniestrza czyli Tyraspolu. Zapytaliśmy ludzi na przystanku do jakiego środka komunikacji mamy wsiąść, mili mieszkańcy polecili nam trolejbus gdyż na autobusy jest już w Naddniestrzu jakaś aplikacja, której my nie mieliśmy. Wsiedliśmy więc do trolejbusa nr 19 i zakupiliśmy bilety u miłej pani konduktor w granatowym fartuszku. Tutaj już rozpoczęła się nasza podróż w czasie, trolejbus był tak rozklekotany, że pamiętał chyba jeszcze Lenina, śmialiśmy się z tej wycieczki aż nasi współtowarzysze podróży zaczęli nas zagadywać, skąd jesteśmy. Niektórzy próbowali mówić nawet po angielsku, ale w końcu kończyło się na rosyjskim. Pod koniec przejażdżki mieliśmy już przewodnika, który zaoferował nam swoją pomoc w zwiedzaniu miasta. Jednak my grzecznie podziękowaliśmy gdyz mieliśmy już gotowy plan działania, który zaczynał się od obiadu. Po przeczytaniu opinii w internecie wybraliśmy knajpę o wdzięcznej nazwie „Powrót do ZSRR” i nie zawiedliśmy się. Mieliśmy wrażenie, że właściciele tego przybytku dobrze sobie zdają sprawę po co tu jeżdżą turyści. Zostalismy poczęstowani kieliszeczkiem czegoś mocniejszego o smaku wody po ogórkach. Dosłownie pierwszy raz piliśmy coś takiego i powiem wam, że było to całkiem niezłe, dostaliśmy tez zagrychę w postaci koreczka i po lizaku. Na obiad wzięliśmy barszcz, Radek pielmieni, które w menu nosiły nazwę „rosyjskie rawioli”, ja zjadłam jakiegoś devolay’a z frytkami. Było smacznie i niedrogo, knajpkę możemy polecić a wystrój to już musicie sami ocenić.
Najważniejsze punkty miasta znajdują się przy ulicy 25 Października. Ogólnie miasto jest czyste i w miejscach turystycznych można robić zdjęcia czy filmować. Są też miejsca gdzie jest zakaz fotografowania i trzeba na to zwracać uwagę, Szliśmy sobie obok Parku Katarzyny Wielkiej🙈, pomnika Suworowa🤢 (naprawdę ciężko patrzeć na pomnik tego zbrodniarza), czołgu T-34 i Pomnika Chwały aż doszliśmy do budynku parlamentu z ogromnym Leninem z czerwonego granitu z powiewającym na wietrze płaszczem. Drugi taki był też w Berlinie, ale się stłukł czy coś😉. Z takich znanych budynków jest tutaj jeszcze Dom Sowietów czy Sobór Narodzenia Pańskiego, którego już niestety nie zdążyliśmy odwiedzić. Można też zahaczyć o wytwórnię trunków różnych czyli Kvint. Kvint produkuje różne alkohole w tym brandy, które tutaj nosi nazwę Divin. Zakupiliśmy też taką pamiątkę z Naddniestrza w jednym ze słynnych sklepów sieci ” Sheriff”.
Kto to jest szeryf?
Przy okazji wizyty w Naddniestrzu warto wspomnieć też o szeryfie a raczej firmie Sheriff, która jest właścicielem sieci sklepów, stacji benzynowych czy słynnego klubu sportowego „Sheriff Tyraspol”. Właściciel firmy czyli rzeczony szeryf jest postacią nieco tajemniczą, która pociąga tutaj za wszystkie sznurki. Chodzą słuchy, że człowiek ten mieszka w Niemczech i stamtąd zawiaduje swoimi interesami w Naddniestrzu. Dysponuje ogromnymi funduszami, finansuje miejscowy klub sportowy przeznaczając na szkolenia duże pieniądze, klub może też sobie pozwolić na zakup dobrych zawodników i wygrywa co roku mistrzostwa Mołdawii. Ma też większe sukcesy na przykład zwycięstwo 2:1 w Madrycie z Realem. Sensacyjny mecz odbył się 28 września 2021 roku na stadionie Santiago Bernabeu w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów UEFA. My na tutejszy stadion nie dotarliśmy, bo czas nam się kończył. Powiem tak: fajnie, że przyjechaliśmy do Naddniestrza i fajnie, że mogliśmy z niego wyjechać. Nie wyobrażam sobie mieszkać w takim miejscu, mieliśmy wrażenie że mieszkańcy Naddniestrza są bardziej radzieccy niż sami Rosjanie. Mają same kłopoty z tym miejscem, potrzebują paszportu rosyjskiego lub mołdawskiego żeby w ogóle stąd wyjechać, nie mogą korzystać z wielu udogodnień, które nam, obywatelom europejskich krajów ułatwiają życie np. z kart płatniczych. Wydaje się, że młodzi ludzie nie widzą przyszłości w tym kraju, bo naprawdę ciężko ją tutaj zauważyć. Na każdym kroku widać, że jest to sztuczny twór, który powstał z inicjatywy Rosji żeby ingerować w niepodległy kraj, jakim jest Mołdawia. Kiedy przekraczaliśmy granicę w drodze powrotnej, poczułam ulgę, naszych karteczek z pozwoleniem pobytu nikt nie sprawdzał, ale nie wiem czy tak jest zawsze. Wycieczka do Naddniestrza jest pewnego rodzaju ciekawostką, ale nie kręcą nas takie miejsca na dłuższą metę, byliśmy, zobaczyliśmy i cieszymy się, że mieszkamy w Polsce.
Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube, na fb i instagramie. Każda reakcja pod postami zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapomnijcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach (allegro, Booking, Obi, Lot, eSky, notino czy GetYourGuide) to bezpieczne linki afiliacyjne, możecie bezpiecznie w nie klikać i robić zakupy, wspieracie w ten sposób naszą podróżniczą działalność. Jest jeszcze coś nowego, last minute.com gdzie można wyłapać fajne oferty last minute i naprawdę sporo zaoszczędzić. Możecie też postawić nam kawę i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy Jest też oczywiście patronite, bezpieczny link, gdzie mozecie zostać naszymi mecenasami i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy Dziękujemy, że dotrwaliście do końca, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś!










































