Marmarosz
Nasze podróże,  Rumunia,  Wandrujymy po świecie

Rumunia-Marmarosz cz.1

Region mniej znany ale...

Po wizycie w rumuńskiej Bukowinie👉 https://wandrusy.pl/magia-rumunskiej-bukowiny/ myślałam, że żaden region Rumunii już mnie tak nie zachwyci, no cóż, myliłam się. Marmarosz to wspaniała kraina na północy kraju, przy granicy z Ukrainą. Przede wszystkim słynie z drewnianych cerkwi, ogromnych rzeźbionych bram i tradycji, które oparły się zmianom. Zamieszkaliśmy na peryferiach Syhotu Marmaroskiego, 33tys. miasta, które jeszcze nie tak dawno owiane było złą sławą, ale o tym może później. Najpierw wybierzemy się na spacer po okolicy, pokażemy Wam też skarby pobliskiej Barsany czyli coś nowego i coś starego a nawet trochę Was postraszę😱👻👻👻🧛🦇, wszak rumuńska aura sprzyja opowieściom z dreszczykiem😉

Marmarosz
Gwóźdź na mapie.

Jak widać, mieszkańcy Syhotu mają dość duży dystans do siebie, zważywszy na miejsce w którym znajduje się ich miasto w Rumunii, napisali pod tym pomnikiem gwoździa: „Witajcie w Syhocie Marmaroskim. Ponieważ mówi się, że tutaj wiesza się mapę na gwoździu, no cóż, oto ten właśnie gwóźdź.”😉🤭

Idziemy popatrzeć na miasto z góry

Syhot Marmaroski otoczony jest górami a słoneczna, jesienna aura zachęciła nas do spaceru, po wyjściu z miasta i przekroczeniu rzeki, pięliśmy się coraz wyżej na otaczające miasto wzgórza. To co mi rzuciło się w oczy, to sporo nowych domów na sprzedaż. Być może wojna w Ukrainie i bliskość granicy wywoływała w ludziach strach i po prostu nie chcieli tutaj mieszkać. Kiedy wyszliśmy na górę naszym oczom ukazała się wspaniała panorama miasta z górami w tle.

Trudna historia

Marmarosz
"Orszak Ofiar" autorstwa rumuńskiego artysty Aurela Vlada

Pisałam już na wstępie, że Syhot Marmaroski owiany był złą sławą i teraz chciałabym rozwinąć ten wątek. Znajdowało się tutaj od 1897 roku więzienie, wybudowane przez Austro-Węgry. Od 1948 roku stało się więzieniem politycznym, gdzie przetrzymywano najpierw studentów i miejscowych chłopów. W 1950 zamknięto tu ponad 100 ważnych osobistości, byłych ministrów, polityków, naukowców, ekonomistów, oficerów, historyków i dziennikarzy. W 1977 roku więzienie zostało zamknięte. Jednak z 200 osadzonych, 54 nie przeżyło. Od 2000 roku więzienie Sighet stało się muzeum. Miejsce Pamięci Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu Sighet, tak brzmi pełna nazwa placówki.( Bilet wstępu 25 lei osoba). Po wejściu warto zapytać o przewodnik w języku polskim, jest dostępny w tradycyjnym, papierowym wydaniu. Wnętrze nadal wygląda jak więzienie, przechodząc z celi do celi można cofnąć się w czasie i poznać historię zamkniętych tu osób.

Polskie akcenty w Sighet

W muzeum możemy też zobaczyć wystawę poświęconą dążeniom do niepodległości w innych krajach bloku wschodniego np. w Czechosłowacji, na Węgrzech czy w Polsce. Nasi bohaterowie walki o niepodległość także są tutaj przedstawieni.

Jest również miejsce nieco oddalone od muzeum, to cmentarz na peryferiach miasta gdzie w tajemnicy, często nocą grzebano nieszczęśników z Sighet. Okoliczni mieszkańcy znali jednak miejsce ich pochówku i nie pozwolili o nich zapomnieć. Dzisiaj stoi tam pomnik upamiętniający ofiary komunistycznego reżimu.

Drewniane cerkwie w Marmarosz

Marmarosz
Klasztor Barsana, stary czy nowy? Kto zgadnie?

Monastyr Barsana

Oddalamy się nieco od Syhotu by zobaczyć przepiękne miejsce w przepięknym otoczeniu. Po wizycie w Muzeum Ofiar Komunizmu byliśmy strasznie smutni i struci, postanowiliśmy więc nieco się zrelaksować i pobyć w tym pięknym miejscu pełnym zadumy. Kompleks klasztorny Barsana, choć stylizowany na stary, jest całkiem nowym przedsięwzięciem. Kamień węgielny poświęcono w 1993 roku a pierwsze budynki były gotowe już rok później. W tym miejscu w XIV wieku istniał klasztor, ale został zamknięty przez władze austriackie w XVIII wieku. Natomiast cerkiew pw .Ofiarowania Matki Bożej w Świątyni, która stała tutaj przy zabudowaniach klasztornych, przeniesiono nieco dalej na wzgórze cmentarne, ale o tym opowiem Wam w dalszej części, ponieważ też tam byliśmy. Bardzo lubię drewniane budowle, domy, kościoły itd. więc tutaj w nowym klasztorze w Barsanie bardzo mi się podobało. Całość sprawiała świetne wrażenie, spójna architektura i wnętrze cerkwi w jasnych kolorach z pięknymi polichromiami, totalnie mnie zaskoczyło i bardzo przypadło nam do gustu. Wszystko tu do siebie pasowało, ogród był bardzo zadbany a z głośników płynęła kojąca, sakralna muzyka.

Stara cerkiew w Barsanie

Marmarosz
Stara cerkiew z klasztoru w Barsanie

Do starej cerkwi w Barsanie dotarliśmy jakieś pół godziny przed zamknięciem. ( Wstęp kosztuje 10 lei od osoby). Było zimno i nieprzyjemnie, ale pani przewodnik, którą spotkaliśmy na miejscu, okazała się niezwykle cierpliwą i miłą osobą. Dokładnie opowiedziała nam o historii cerkwi pw. Ofiarowania Matki Bożej w Świątyni. Można by ją nazwać wędrującym kościołem, ponieważ stała w swoim długim życiu w aż czterech miejscach! Na samym początku od 1711 roku w dolinie nad małym potokiem Slatina a zbudował ją szlachecki prawosławny proboszcz wraz ze swoimi synami jako wotum za ocalenie życia podczas zarazy. W tych czasach w okolicznych lasach żyli rozproszeni mnisi, którzy nie zbierali się we wspólnoty, tylko w tych trudnych warunkach żyli w odosobnieniu. Syn budowniczego tej cerkwi także wstąpił na drogę duchownego i został później biskupem. Postanowił on zjednoczyć rozproszonych mnichów w jeden klasztor i przygotować dla nich miejsce w dolinie rzeki Izy, miejscu bardziej dostępnym i bezpiecznym. Mnisi potrzebowali godnej świątyni i w ten sposób nasza cerkiew została pierwszy raz rozebrana i przeniesiona w inne miejsce. Świątynia składała się z ogromnych dębowych desek łączonych bez użycia gwoździ na tzw. jaskółczy ogon, dlatego możliwe było jej wielokrotne rozbieranie i składanie. Pod koniec XVIII wieku Austriacy zlikwidowali klasztor a opuszczona cerkiew została drugi raz przeniesiona, tym razem bliżej centrum wsi na cmentarz małej zarazy, czyli epidemii dżumy z lat 1738-1742. Cerkiew przestała być wtedy obiektem klasztornym a stała się kościołem parafialnym. Jednak to nie był koniec wędrówki naszej cerkwi. Na wspomnianym cmentarzu małej zarazy stała zaledwie 11 lat kiedy postanowiono ją przenieść po raz trzeci. Czemu tak się stało możemy się jedynie domyślać, albo z racji zbliżającego się Święta Zmarłych puścić wodze fantazji… Był jeszcze w okolicy jeden cmentarz na wzgórzu Jbâr , pochowano tam zmarłych podczas wielkiej zarazy, oczywiście dżumy, która miała miejsce w 1710 roku. Zmarłych było tak wiele, że nie nadążano z pochówkami, wrzucano ludzi do głębokich dołów, do wspólnej mogiły i zasypywano wapnem. Nie było też mowy o stosownych nabożeństwach nad ciałami zmarłych, tak wielu ich było. Mieszkańcy obserwowali od dłuższego czasu dziwne zjawiska w obrębie tego cmentarza, nocą pojawiały się tam błędne ogniki, słychać było jęki i zawodzenia a ludzie widzieli podobno postacie snujące się tam i z powrotem. Nikt po zmroku nie miał odwagi zapuszczać się w te rejony. Wierzono wtedy, że dusza zmarłego bez pogrzebania w poświęconej ziemi i bez sakramentów zamienia się w strigoi (upiora, wampira). Zapadła więc decyzja o trzecich już przenosinach kościoła. Krążą legendy, że kiedy przewożono ogromne dechy kościoła, woły stawały pod wzgórzem jak wryte a z lasu dobywał się przenikliwy jęk wiatru, którego jednak nie można było odczuć na skórze. Mówiono, że to dusze niecierpliwiły się widząc rychły kres swojej tułaczki. Kiedy świątynie stanęła na wzgórzu Jbâr i odprawiono tam pierwszą mszę wszystkie zjawiska paranormalne ustały. I to by było na tyle w dzisiejszym odcinku a w następnym opowiem Wam o niezwykłej wsi w Marmarosz gdzie kupił chaty sam król, o rumuńskiej życzliwości i bardzo ciekawym skansenie. 

Na koniec...

Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube, na fb i instagramie. Każda reakcja pod postami zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapomnijcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które wyświetlają się na naszych stronach (allegro, Booking, Obi, Lot, eSky, notino czy GetYourGuide) to bezpieczne linki afiliacyjne, możecie bezpiecznie w nie klikać i robić zakupy, wspieracie w ten sposób naszą podróżniczą działalność. Jest jeszcze coś nowego, last minute.com gdzie można wyłapać fajne oferty last minute i naprawdę sporo zaoszczędzić.  Możecie też postawić nam kawę i nie tylko, z tego linku   https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy   Jest też oczywiście patronite, bezpieczny link, gdzie mozecie zostać naszymi mecenasami i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i bonusy. https://patronite.pl/InVia-Wandrusy  Dziękujemy, że dotrwaliście do końca, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *