Rumunia
Nasze podróże,  Rumunia,  Wandrujymy po świecie

Rumunia- Oradea, tak blisko Polski♥️

Tym razem autem

Nie będę tu popełniać osobnego wpisu o tym jak dojechaliśmy samochodem do Rumunii🚗, bo nie jest to jakieś skomplikowane zadanie. Z naszego miejsca zamieszkania do Oradei, która była naszym pierwszym przystankiem z noclegiem, mamy jakieś 630km a nawigacja pokazuje niewiele ponad 7 godzin jazdy. Przygotowaliśmy się też na nocowanie w aucie, kupiliśmy bagażnik dachowy tzw. trumnę, żeby tam pomieścić bagaże no i mieć tylną część auta do spania. Czemu Rumunia? Bo liznęliśmy jej tylko nieco w 2011 roku, podczas powrotu z Bułgarii. Pojechaliśmy wtedy Trasą Transfogaraską i byliśmy zachwyceni. Wiedzieliśmy też o innych pięknych miejscach Rumunii, o wspaniałych zamkach czy uroczych miasteczkach. Chcieliśmy też zawitać do Mołdawii na słynny Festiwal Wina🍷, który odbywa się corocznie w pierwszy weekend października na ulicach Kiszyniowa. W planach było też jeszcze Naddniestrze. Chociaż cały ten wypad był nieco pechowy, jest co wspominać. A pierwszy „feler” wydarzył się już w Słowacji, kiedy zorientowaliśmy się, że nie zabraliśmy bazy do ładowania mikrofonów, takiej matki, oczywiście w pierwszym momencie Radek chciał wracać, jednak po chwili stwierdził, że możemy ładować mikrofony kablem i pojechaliśmy prosto do Oradei.

Oradea

Jak już wspomniałam, pierwsze noclegi zaplanowaliśmy w Oradei. Nasza miejscówka to był taki ośrodek z małymi domkami typu brda, basenem, dodatkowymi łazienkami i miejscem na namioty i kampery. Miejsce było dosyć fajnie położone, bo mieliśmy dosyć blisko do centrum i nie musieliśmy wyjeżdżać samochodem, co było dosyć istotne, ponieważ dojazd do tego miejsca odbywał się po arcywąskich uliczkach. Pomyślcie co musieli przeżywać właściciele kamperów, którzy tu przyjeżdżali. Byliśmy świadkami jak przyjechały dwie pary z Polski i kampery ledwo mieściły się między domami, nie mówiąc już o jakichkolwiek manewrach. Nasz domek też był dosłownie tak mały, że śniadanie jedliśmy na zewnątrz, ale to już szczegół, najważniejsze, że atrakcje były blisko a te trzy noce jakoś dało się wytrzymać. Z basenu nie korzystaliśmy, ponieważ nie mieliśmy na to czasu, chociaż pogoda przez te dwa dni była doskonała.

Rumunia
Śniadanie na werandzie
Rumunia
Ogród wokół naszej miejscówki

Co zobaczyć?

Na początek, trochę historii. Miasto Oradea istniało już w XI wieku, w międzyczasie zostało podbite przez Mongołów i na nowo powstawało z ruin. Później znalazło się w rękach Habsburgów i zostało odbudowane w stylu barokowym. Jego położenie sprawiało, że często przechodziło z rąk do rąk, po rozpadzie Austro-Węgier znalazło się w granicach Rumunii. Potem jeszcze na krótki czas należało do Węgier a od 1944 roku należy do Rumunii. Dziś jest secesyjną perełką i obok takich miast ja Wiedeń czy Budapeszt, wpisane na listę miast Art Nouveau. Po drodze do centrum weszliśmy na ulicę Republiki czyli główny deptak z pięknie odnowionymi kamienicami, oczywiście w stylu secesyjnym. To tutaj toczy się miejskie życie i widać, że miejscowi i turyści uwielbiają tutaj przesiadywać. Kawiarenki i restauracje wylewają się na ulicę a sklepy z pamiątkami zapraszają do środka. Chyba najbardziej charakterystycznym budynkiem jest tutaj niebieska kamienica, która kazał sobie zbudować inżynier Moskovits Miksa. Powstała w latach 1904-1905. Trzeba pamiętać, że te wspaniałe budynki były wizytówkami ich bogatych właścicieli, miały pokazywać ich dobry gust i prestiż.

Kierując się w stronę rzeki Szybki Keresz, mijamy jeszcze wiele wspaniałych secesyjnych kamienic, ale moja ulubiona to pałac Adorjana, kiedy pójdziecie nieśpiesznie patrzcie w prawo, wtedy zauważycie pomnik czterech poetów z pustym krzesłem przy stole, nawiasem mówiąc można, a nawet trzeba, na chwilę przysiąść w tym doborowym towarzystwie. Za nimi znajduje się mały placyk a wokół niego pięknie odnowione kamienice, wśród nich właśnie cudownie zielona kamienica Adorjana😍.

Królowa Maria

Stąd już tylko parę kroków do kolejnego ciekawego zabytku Teatru Królowej Marii z pomnikiem królowej na Placu Króla Ferdynanda (wiem, trochę skomplikowane😉). Królowa Maria była i jest dla Rumunów niezwykle ważną postacią. Żyła na przełomie XIX i XX wieku, była wnuczką królowej Viktorii i cara Aleksandra II ( tego co sprzedał Alaskę Amerykanom). Wyszła za Ferdynanda, który nawet w 10% nie był tak barwną postacią jak jego żona. Mieli sześcioro dzieci jednak czy naprawdę Ferdynand był ojcem wszystkich nie jest jednak pewne a nawet bardzo niepewne🤔. Maria słynęła ze swoich romansów a do swojego jąkającego się męża nie miała zbyt wiele serca. Z takich polskich akcentów warto dodać, że królowa Maria przyjaźniła się z księżniczką Daisy von Pless i odwiedziła ją na zamku Książ. O Królowej Marii słyszeliśmy już dawno temu przy okazji wakacji w Bułgarii. Odwiedziliśmy tam jej posiadłość i piękne ogrody Bałczik, królowa kochała to miejsce i zażyczyła sobie aby po jej śmierci pochować tam w kaplicy jej serce. Tak też zrobiono, jednak kiedy Bałczik znalazł się w granicach Bułgarii, jej dzieci sprowadziły serce królowej do Rumunii. A za co Rumuni tak kochali swoją królową? W czasie I Wojny Światowej pracowała w szpitalu i opatrywała rannych a po wojnie podczas nowego podziału Europy stała się w negocjacjach twarzą Rumunii a w wyniku tych negocjacji Rumunia powiększyła dwukrotnie swoje terytorium.

Plac Unii

Miałam wrażenie, że w każdym rumuńskim mieście jest Plac Unii, o co w tym chodzi?  Nazwa ta upamiętnia historyczne zjednoczenie rumuńskich krain (Wołoszczyzny, Mołdawii i Siedmiogrodu) w 1918 roku i powstanie w ten sposób Wielkiej Rumunii. Stąd też nazwa Unii jest w Rumunii tak popularna jak u nas, dajmy na to, Konstytucji 3 maja😊. Po przejściu rzeki znaleźliśmy się właśnie w tym centralnym miejscu miasta z najbardziej słynnymi budynkami czyli Ratuszem, na którego wieżę można wejść i podziwiać panoramę miasta. Bardzo ciekawym budynkiem na placu jest Pałac Biskupów Greckokatolickich, pochodzi z XIX wieku i wybudowano go w stylu eklektycznym, czyli w połączeniu różnych stylów architektonicznych. Pałac posiada podobno 365 okien a wewnątrz mieści się muzeum, my jednak do środka nie weszliśmy, gdyż trwa aktualnie remont. Budynek spłonął w 2018 roku i trwa jego renowacja.

Rumunia
Plac Unii i pomnik Króla Ferdynanda I na koniu
Rumunia
Pałac Biskupów Greckokatolickich

Pałac Czarnego Orła

Na największą uwagę zasługuje chyba Pałac Czarnego Orła, wybudowany w 1908 roku. Inspiracją do jego powstania był otwarty w 1877 r. pasaż w Mediolanie – Galleria
Vittorio Emanuele II. Ten spektakularny budynek z przeszklonym dachem i witrażami przedstawiającymi rzeczonego czarnego orła to wizytówka Oradei. W środku znajdują się sklepy, restauracje, gra głośna muzyka (głównie wieczorem) przychodzą tutaj ludzie, żeby się zabawić, z każdego pubu dochodzą głośne melodie wprowadzając stan nieznośnej kakofonii, ale niektórym się to widocznie podoba. Ja nie jestem zwolennikiem tego typu atrakcji, ( taki nudny ze mnie kompan) ale widziałam, że Radek zaczynał już rytmicznie podrygiwać i niezbyt chętnie opuścił to miejsce. Samo powstanie tego budynku wiąże się z ciekawą historią. Powstał w miejsce starego zajazdu, aby uświetnić centrum miasta a jego właścicielami byli dwaj żydowscy prawnicy Ede Kurländer i Emil Adorján ( ten od mojego ulubionego budynku w mieście). Podczas budowy zmagali się z wieloma przeciwnościami ale z każdej wychodzili zwycięsko. Gdy bank nie chciał udzielić im kredytu, sami założyli bank a gdy, w związku z rozbudową miasta, cena cegły wzrosła dwukrotnie, Adorján założył własną cegielnię i tym sposobem udało im się wybudować najwspanialszy budynek w mieście.

Księżycowy Kościół

Czyli cerkiew p.w. Najświętszej Marii Panny to świątynia, w której najbardziej zaskakuje nie wnętrze, a ciekawa elewacja. Znajduje się na niej bowiem kalendarz księżycowy, dzięki któremu możemy znać aktualną fazę księżyca🌝🌑🌒🌓 i nie musimy wcale czekać na noc. Ogólnie Oradea była bardzo ważna jeżeli chodzi o kreślenie map, w 1461 roku wyznaczono tutaj jeden z najstarszych południków zerowych. Krzysztof Kolumb i Amerigo Vespucci korzystali właśnie z tych map przy zdobywaniu Nowego Świata.

Twierdza Oradea

Po opuszczeniu ścisłego centrum miasta, możemy udać się na spacer do tutejszej cytadeli. Początki twierdzy sięgają XI wieku, zbudowana jako rezydencja biskupa, przebudowywana na twierdzę wojskową od XIII wieku. Pięciokątna budowla z płytką fosą pełniła rolę militarną aż do XIX wieku. W XV wieku w jednym z bastionów mieściła się jedna z najbardziej zaawansowanych w Europie Środkowej, stacja obserwacyjno-astronomiczna. Dzisiaj znajdują się tu oczywiście muzea gdzie możemy zobaczyć ciekawe wystawy, znajduje się tutaj też Instytut Sztuk Pięknych. Organizowane są różne ciekawe wydarzenia i na jedno z nich właśnie trafiliśmy. Kiedy poszliśmy zwiedzać cytadelę odbywały się tutaj właśnie Dni Kultury Słowackiej, przez co nie mogliśmy zwiedzić muzeum. Nie czuliśmy się jednak w żaden sposób pokrzywdzeni. Nawet pojedliśmy i popili za „co łaska”.😀

Bulwar nad rzeką

Wspominałam już na początku, że mieliśmy doskonałą pogodę 🌞 w te dwa dni w Oradei, więc bardzo miło się spacerowało i oglądało miasto. Przyjemnie w takie ciepłe dni jest tutaj zwłaszcza nad rzeką, podobały mi się również te nieodnowione budynki, które spotykaliśmy po drodze, nie wszystko musi błyszczeć i być odpicowane. Jest w Oradei oczywiście mnóstwo innych atrakcji, muzea, wystawy i inne wydarzenia kulturalne, które pominęliśmy. Nie jesteśmy w stanie przez dwa dni zwiedzić całego miasta, ale byliśmy zadowoleni, że tu przyjechaliśmy i naprawdę możemy każdemu polecić aby Oradea była pierwszym przystankiem na mapie Rumunii. My byliśmy, po wizycie w tym mieście, już totalnie zauroczeni Rumunią a najlepsze dopiero było przed nami.😍 

Na koniec to co zawsze, ale bardzo ważne

Na koniec tradycyjnie zachęcam Was do aktywności na naszym kanale na YouTube i fb oraz instagramie. Lajkujcie i komentujcie, ponieważ to zwiększa nasze zasięgi i pozwala nam dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców. Nie zapominajcie o nas podczas internetowych zakupów, wszystkie te okienka z reklamami, które  wyświetlają się na naszych stronach ( allegroBookingobi, axa, Lot, eSky, notino i nowe AlohaCamp gdzie możecie zarezerwować noclegi blisko natury) to linki afiliacyjne, wchodząc na nie i robiąc z nich zakupy wspieracie naszą podróżniczą działalność, nic Was to nie kosztuje a nam bardzo pomaga, dostajemy mały procent od wartości Waszych zakupów. Te kolorowe okienka z reklamami są pod tekstem i sekcją komentarzy, tak więc scrollujcie tak jak lubicie, do samego końca😉. Możecie też postawić nam kawę☕, i nie tylko, z tego linku https://suppi.pl/wwwyoutubecom-c-inviawandrusy  Jest też oczywiście patronite, czyli bezpieczny link, gdzie również możecie zostać naszymi mecenesami♥️♥️♥️ i w ten sposób otrzymywać różne specjalne treści i inne bonusy.  https://patronite.pl/InVia-Wandrusy  Dziękujemy, że dotrwaliście do końca😄, do zobaczenia gdzieś w świecie i do zaś❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *